Tak, ja wiem i ty też powinieneś wiedzieć już na starcie, że będzie to rant na coś, co najprawdopodobniej wkurwia tylko mnie. I to rant o kilka lat spóźniony, bo kropka nienawiści przestała już chyba kogokolwiek obchodzić. Oprócz mnie.

Nic na to nie poradzę, jestem prostym człowiekiem, pełnym miłości i pozytywnych uczuć, ale mimo to, a może właśnie przez to, bo przecież negatywne emocje muszą gdzieś znaleźć ujście, czasami trafi się jakaś duperela, która doprowadza mnie do takiego stanu, że moja dziewczyna nie nadąża z rozmrażaniem bigosu na uspokojenie i mieszaniem espresso z tonikiem dla ostudzenia emocji.

I tak mnie właśnie trafia za każdym razem, kiedy ktoś chociaż wspomni o kropce nienawiści. Bo ja bardzo lubię znaki przestankowe. Staram się używać ich nie tylko, kiedy piszę dłuższą formę, jak ten wpis, ale też pisząc sms-y, wiadomości na messengerze,czy pismo do mojego dostawcy z prośbą, żeby przestał z łaski swojej dostarczać usługę, która ssie pałkę, a dla odmiany zaczął dostarczać coś wartego pieniędzy, które ode mnie bierze. Ba, staram się, żeby było je słychać nawet, kiedy mówię. Przecinki pozwalają zdanie uporządkować i nikt nie twierdzi, że przecinek to symbol niepewności. A kropka to (według PWN) znak interpunkcyjny w kształcie okrągłej plamki, punktu stawiany na końcu zdań oznajmujących, po niektórych skrótach itp. lub znak diakrytyczny o takim kształcie stawiany nad niektórymi literami, a nie symbol nienawiści.

Taką rozmowę miałem wczoraj:

– Sorry stary jednak nie dam rady 🙁
– Nie ma sprawy.
– Jezu, ale po co ta pasywna agresja?
– Co?
– Kropka nienawiści.

Nie wiem, czy tak bardzo straciliśmy umiejętność odczytywania czyichś emocji i intencji. Czy bardziej niż kiedykolwiek spodziewamy się i boimy braku akceptacji czy negatywnego odbioru? Może to wynik naszego zidiocenia? Emotyfikacji w komunikacji? Czasami mam wrażenie, jakby to jakaś wariacja dwukropka i nawiasu miała być naturalnym zwieńczeniem zdania. Że jeśli na końcu wypowiedzi nie skomponuję odpowiedniej mordki za pomocą znaków pisarskich, to nikt nie zrozumie co mam do powiedzenia i co czuję.
Jednocześnie nie doceniamy siły kropek i kresek na drodze do właściwego zrozumienia się i przeceniamy ją. Zatracamy umiejętność czytania słów i między nimi, i przeceniamy wartość emocjonalną zwykłej kropki. Ktoś nam rzuca hasło o kropce nienawiści i zaraz wszystkie kropki na końcu krótkiego zdania odbieramy jako przejaw agresji. Siedzimy na imprezach i zamiast się zaśmiać mówimy iksde i lol.
No super.
Brawo ludzkości.
Pewnie, że kropka na końcu zdania może coś znaczyć. Nie znaczy jednak, że znaczy coś zawsze. Czasami kropka to tylko kropka.

Gardzę kropką nienawiści, nie przyjmuję do świadomości jej istnienia i będę stawiał ją na końcu wszystkiego.
Nawet po zwykłym ok.
Ok?
Ok.
:).