Nie zliczę, ile razy w życiu widziałem ten najbardziej ograny topos. Ogrywały go tak bohaterki wielkiego i małego ekranu, wielkiej i małej literatury, jak bohaterki wielkich i małych dramatów pisanych przez życie.

Ten topos to prosta historia. Jest w niej mężczyzna, który ma wady, i kobieta, która wierzy, że wystarczy jej miłość, żeby te wady naprawić.
Że dzięki niej mężczyzna przestanie chlać, szlajać się, marudzić i spędzać 12h na dobę przed konsolą, a zamiast tego zacznie się myć, szanować ją i jej mamę, pokocha dzieci i koty, zacznie wyrzucać skarpetki do kosza na brudy i może nawet czasami kupi jej kwiaty, tylko dlatego, że ona go kocha.
Bo przecież twoja miłość to wielka czarodziejska siła. Wierzysz, że pocałunkiem prawdziwej miłości przemienisz drewnianą, pełną drzazg kukiełkę w prawdziwego chłopca z twoich marzeń. Prawda?
Nieprawda. Naiwne jest już samo założenie, że to, co ci się w nim nie podoba, to jego wady. To są jego cechy, które dla ciebie są wadami. Facet to nie podniszczony pluszowy miś, którego

tu musisz naderwać, tu musisz zszyć,

żebyście mogli potem długo i szczęśliwie żyć.

Równie powszechna i naiwna jest wiara mężczyzn, że ich kobieta, z samej miłości do nich, nigdy się nie zmieni, nie utyje i do końca życia będzie z równym zapałem robić im laskę w piątek i schabowego w niedzielę. Że nic się między nie zmieni, jeśli tylko odpowiednio mocno będą robić nic.

Sprzedam wam teraz mądrość. Nie moją, ale kogoś, od kogo nauczyłem się o miłości bardzo dużo. Jakiś czas temu moja mama powiedziała K, patrząc przy tym na mnie, żeby pamiętała, że jak ktoś za młodu jest uroczo gburowaty, to na starość też będzie, ale gdzieś po drodze może to przestać być urocze i trzeba zdawać sobie z tego sprawę.
I tyczy się to tak dobrych, jak i złych cech.
Kiedy decydujesz się z kimś być, nie patrz na to, kim mógłby być. Nie wiąż się z fantazją, tylko z człowiekiem. Ze wszystkimi jego wadamizaletami. Pewnie, że będziecie się zmieniać, każdy prędzej czy później się trochę zmienia. Różne rzeczy sobie wypracujecie, pójdziecie na szereg kompromisów, niekiedy ustąpicie w ważnej dla siebie kwestii. Ale nie zmienicie tego, kim jesteście.

Wszyscy zmieniamy się i dojrzewamy, ale pozostając w ramach tego, kim jesteśmy. Prawda jest prosta. Miłość to wielka czarodziejska siła i w wierze w to nie ma nic naiwnego. Ale do miłości, pardon my truism, tak jak do tanga, trzeba dwojga. Nie zmienisz faceta swoją miłością, ale całkiem możliwe, że on zmieni się z miłości do ciebie. Zresztą po co to rozdzielanie płci? Chyba tylko gwoli chwytliwego tytułu.
Nie zmienisz drugiego człowieka miłością do niego, ale bardzo możliwe, że z miłości do siebie będziecie zmieniać się nawzajem.

Oby na lepsze.