Chociaż na początku zupełnie się na to nie zapowiada. Ani trochę. No bo wyobraź sobie – od dziecka nie jesteś malutki.

W przedszkolu na balu gwiazdkowym kamerzysta nie mieści cię w kadrze i pomiędzy roześmianym dziećmi w strojach królewien i żółwi ninja, tańczącymi w kółko Białego walczyka, widać tylko twoje nogi ubrane w grube, prążkowane rajstopy zaciągnięte na lewym kolanie (kolana masz zresztą troszkę krzywe). W przedstawieniach bywasz zwykle narratorem, by nie zasłaniać innych. Albo grasz drzewo. I szumisz, bo tak robi drzewo. Zresztą na wysokości twojej głowy zawsze mocno wieje. Więc szumisz.

W pierwszych klasach podstawówki jesteś wyższa od wszystkich chłopców w twoim wieku o głowę. Co bystrzejsi lubią cię taką, jaką jesteś, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto wrzaśnie za tobą na szkolnym korytarzu: „E, żyrafa! Wysoka jak brzoza, głupia jak koza!”. Jak jesteś mądra, to w ogóle się tym nie przejmujesz. Ale nie jesteś, bo jesteś dzieckiem. I do tego dzieckiem powoli stającym się kobietą, więc dochodzi do głosu naiwne przeświadczenie, że powinnaś podobać się WSZYSTKIM, bez wyjątku.
Więc w gimnazjum… zaczynasz się garbić, by choć trochę zniżyć się do poziomu swoich koleżanek. Chowasz głowę między ramiona także wtedy, gdy przechodzisz obok tego blondyna, który tak ci się podoba, ale niestety stał w innej kolejce, gdy inni stali po wzrost, i teraz sięga ci do nosa. Taki mariaż – wysokiej dziewczyny i niskiego chłopca – jest przecież w szkolnym środowisku nie do pomyślenia. Taka para byłaby zaburzeniem nastoletniego wyobrażenia o idealnym świecie, nijak się mając do szablonowego obrazu szkolnej społeczności (a szkoda, bo ten blondyn tak pięknie gra na gitarze rockowe ballady i uśmiecha się do ciebie, gdy w szkolnym meczu kolejny raz trafiasz za trzy punkty. On sam gra w nogę).

W liceum sytuacja odwraca się o 180 stopni. Bo każdy, gdy tylko przekroczy jego próg, rozpoczyna przecież nowe życie i buntuje się przeciwko utartym przez ostatnie lata stereotypom. Rezultat? Lgną do ciebie najniżsi w szkole kolesie, którzy jako pierwsi dorośli do tego, by docenić wysoką dziewczynę i nie przejmować się docinkami kolegów. Wszystko bardzo fajnie, gdyby nie to, że w tym czasie inni zdążyli już urosnąć tak, że przewyższają cię o dobre kilka centymetrów, jeśli nie o głowę, a minione wakacje były bardzo łaskawe dla ich urody. I muskulatury. Rzeczy, które przed tym okresem raczej nie spędzały ci snu z powiek, a teraz… właśnie spędzają (i mogłabyś na randkę z którymś z tych dryblasów nałożyć te śliczne szpilki, które od dwóch lat czekają w twojej szafie, aż się odważysz być wyższa od innych). Ale nie, bo nagle okazuje się, że żeby stworzyć perfekcyjną parę, należy połączyć jak najwyższego kolesia z jak najniższą laską. Bo to słodkie.

I tak, w tych młodzieńczych latach, wszystko dzieje się nie w tym czasie, w którym powinno. W środowisku pełnym oceniających spojrzeń, plotek, mierzenia innych swoją miarą i zwykłej złośliwości mocnych w gębie towarzyszy szkolnej niedoli, próbujesz zbudować swoje poczucie własnej wartości, które w tym czasie mocno wiąże się z wyglądem. I w końcu nie wiesz, czy masz wierzyć swojej przyjaciółce, której w rozmowie z tobą się niechcący wymsknęło, że prawdziwa kobieta to tylko tak do 169 cm (bo jak inaczej mężczyzna ma się nią opiekować, jeśli nie może roztoczyć nad nią parasola ze swoich gabarytów), temu zakochanemu w tobie koledze, który nieśmiało komplementuje twoje nogi i smukłą szyję, czy zniecierpliwionemu tacie, który twoje przyśniadaniowe narzekania na wzrostowe tematy kwituje krótkim: „Dzieciaku, nie gderaj. Ciesz się. Przekonasz się, jak dorośniesz”.

I się przekonujesz. Bo jest zajebiście.

W sieciówkach zawsze zostają ubrania w twoim rozmiarze. I to na dużych promocjach. Pasują ci spodnie z wysokim stanem i białe, luźne koszule. W sukniach do ziemi wyglądasz zjawiskowo i jeszcze długo potem śnisz się weselnikom, którzy po piętnastym kieliszku bimbru wzięli cię za grecką boginię. Możesz też po prostu kupować rzeczy na męskim dziale. I nie wyglądać jak w ubraniach starszego brata, tylko z klasą. Albo seksownie, w zależności od potrzeb. Grunt, że żadna inna takich nie będzie miała.

Nie wiadomo, ile byś ważyła (w granicach rozsądku), nadprogramowe kilogramy rozłożą się na twym ciele tak, że będzie je widać tylko trochę, a na pewno już zdecydowanie mniej niż na tej średniego wzrostu lasce z biurka obok, która też ostatnio przytyła. A na dodatek w pracy możesz patrzeć na wszystkich z góry, szczególnie jeśli nałożysz szpilki. Bardzo się to przydaje, jeśli jesteś z natury nieśmiała. Widząc respekt na twarzach rozmówców, ich lekkie zagubienie w twojej obecności, od razu czujesz się pewniej.

W tłumie na koncercie nie musisz prosić obcego wysokiego chłopaka, by wziął cię na barana – widzisz wszystko doskonale, i prędzej to ty będziesz tą osobą zasłaniającą ludziom ukochanego wokalistę plującego piwem na publiczność (dobra rada – nie śmieszkuj i nie proponuj niziutkiej koleżance, że możesz wziąć ją na barana albo podstawić jej stołeczek – ty nie jesteś Legolasem, ona Gimlim, a to nie jest „Władca pierścieni” – obrazi się śmiertelnie i potem obsmaruje wśród znajomych, określając pogardliwym mianem podłej, zawistnej, wyniosłej, a do tego wielkiej kobyły. Been there, done that).

Nie wspominając już o tak trywialnych rzeczach, jak samoobsługa w kuchni przy sięganiu do najwyższych szafek.

I najważniejsze: gdy jesteś dorosła, tak naprawdę nikogo nie obchodzi twój wzrost. Serio. Po tych dwudziestu paru latach spędzonych pomiędzy ludźmi uczymy się dostrzegać, że naprawdę jesteśmy różni, i skupiać się na ważniejszych rzeczach niż tych kilkunastu centymetrach.

Podobno kolejne pokolenia są coraz wyższe. Ja sama spotykam wokół siebie coraz więcej wysokich ludzi, ale tłumaczę to tym, że sama jestem pogodzona ze swoim wzrostem, a nawet uważam go za swoją zaletę i lubię dostrzegać ją u innych. Dlatego bardzo cieszy mnie za każdym razem widok młodej, wysokiej, roześmianej dziewczyny, która nie chowa głowy w ramionach, a wręcz zadziera ją do góry i patrzy w niebo. W słońce.

Bo ma do niego bliżej.


  • Grażyna Wołujewicz

    Ile masz cm wzrostu?:)
    Ps. Sama mam 178cm!:)
    Pozdrawiam ciepło.

    • Ka

      175 🙂

  • Zgadzam się! Kiedyś byłam „żyrafą”, a teraz dostaję komplementy dotyczące figury. Swoją drogą żyrafy są ekstra. Pech chciał tylko, że garbiłam się przy niższych koleżankach, a nie bardzo widzi mi się postawa dzwonnika z Notre Dame.

    • Ka

      Ja dalej walczę z garbieniem się. Bardzo mi pomaga, gdy zobaczę się w takiej pozycji na jakimś zdjęciu 😉

      • Ooo tak, coś w tym jest.

        • solange

          Przeciwko garbieniu polecam zajęcia z belly dance – po trzech miesiącach nabrałam nawyku „cyc do góry” – po garbieniu się nie ma śladu! 🙂

      • Milena

        Ja po pewnym filmiku z wesela przestałam się garbić… miałam wtedy 16 lat, wzrost 178 cm, wyglądałam jak Tofik 😀 od tamtej pory pierś do przodu!

  • Basia

    K! Sama jestem wysoka, nawet bardzo, mam 185. Kiedyś nastręczało mi to wielu nieprzyjemności. Dziś zdarza się to bardzo, bardzo rzadko, dostrzegam więcej pozytywów niż negatywów. Szpilek nie noszę ale moje długie nogi robią wystarczającą robotę chociaż czasem patrzę z utęsknieniem na wystawy sklepów obuwniczych. Bardzo dziękuję Ci za ten tekst, zza chmurki wygląda słonko i dzień stał się lepszy!

    • Ka

      Proszę bardzo, do usług 🙂

  • Julka St

    Boże, w końcu ktoś, kto to rozumie haha. Mam 180cm, zawsze najwyższa. Ale rzeczywiście po czasie mniej się zwraca na to uwagę, przynajmniej w kontekście negatywnym;) Pozdrawiam.

  • Zawsze totalnie zazdrościłam koleżankom, które były wysokie i do dzisiaj zazdroszczę. One mogą nosić wszystko, a ja wyglądam zawsze jak ziemniak 🙁

    • Ka

      Ale pewnie taki smakowity, z dużą dozą ostrych przypraw ;>

    • Mju

      ojtam ojtam. Mam 1,53m i się nie pierniczę – noszę zarówno mini jak i sukienki do kostek, spodnie z wysokim i niskim stanem, bluzki do żeber jak i do połowy tyłka. Nie czuję się jak ziemniak, a wysokie buty noszę rzadko (chociaż ostatnio coraz częściej + latem głównie w koturnach, bo się przyzwyczaiłam, a i stopy mniej się brudzą od kurzu :D).
      Przyznam, że przez długi czas mój wzrost był moim kompleksem, ale jakoś samo przeszło. Nawet nie wiem kiedy i gdzie, po prostu zniknęło. Do tego mój facet ma 1,83m, więc para z nas urocza <3

      Na pewno nie wyglądasz jak ziemniak, tattwa wygląda jak tattwa, nigdy jak ziemniak!

  • Mam raptem 3 cm mniej. Nigdy nie uważałam się za wysoką dziewczynę lub za wysoką, nigdy mój wzrost mi nie przeszkadzał, chyba moi rówieśnicy mieli gdzieś wzrost kolegów 🙂 a kilogramy odkładają mi się na brzuchu, po tacie tak mam 😐

    • Ka

      Widzisz, a u mnie w środowisku każda kobieta powyżej 170 była uważana za wysoką. W gimnazjum może dwie, trzy dziewczyny były ode mnie wyższe.

  • Klaudia

    A ja znowu odwrotnie – jestem malutka (równe 160cm), ale mega to lubię i cieszę się z tego. Czasem tylko słyszę teksty nawiązujące do mojego wzrostu, ale pozytywne i miłe 🙂 A żyrafy też lubię i często się do nich porównuję, tak dla śmiechu 😀

    • Ka

      I to jest właśnie w tym wszystkim najlepsze – poczucie humoru 🙂

    • Dlaczego 160 cm jest uważane za niedużo? Jak dla mnie to „normalny” wzrost kobiety :D. Malutko to jest 145 ;).

      • Klaudia

        Wśród moich znajomych zawsze byłam najniższa. Różnica jest minimum o głowę wśród dziewczyn, a że mam też dużo kolegów 180+ to za niziutką jestem postrzegana 🙂

  • k.h. rólik

    Gdzie kupujesz spodnie, że są na Ciebie dobre? Moje zawsze powyżej kostki 🙁 choć mam tylko 177

    Moja kuzynka mająca 198 cm w wieku 34 lat przekonała się do szpilek 😀

  • Zawsze byłam wyższa od wszystkich i było mi głupio, a w liceum trafiłam na dziewczynę wyższą ode mnie o głowę (ja mam 175, ona powyżej 180). I ona nigdy nie bała się chodzić na szpilkach. Ponadto ma chłopaka, który ma chyba dwa metry.
    Sama miałam niższego faceta… No i dobra, to nie ma wielu zalet, jeżeli mam być szczera, i raczej jest irytujące. Ale myślę że jak ktoś ma motywację to ogarnie.
    Z niskimi ludźmi mam tylko taki problem, że nigdy nie słyszę w hałasie co do mnie mówią i się schylam, a w tym momencie oni są już mega wkurzeni. Cóż, a ja po prostu mam kiepski słuch. Dużą ulgą było zakumplowanie się z facetem wyższym o 10 cm, wreszcie poczułam się normalnym człowiekiem, gdy mogłam na niego patrzeć z dołu 😀

  • I drybLAS(KA) nabiera innego znaczenia! 🙂

  • Anna Boleyn

    Mam 174 cm wzrostu, z 2-4 cm jeszcze bym chętnie przygarnęła. W szkole podstawowej czułam się jak Hagrid, ale z wiekiem zaczęłam doceniać wzrost. Wbrew pozorom nie lubię zbyt wysokich mężczyzn. Co do szpilek – nie mam kompleksów, ale zwyczajnie wolę śmigać w trampkach. Jedyne co mnie denerwuje to długości spodni w niektórych sieciówkach, dzięki Bogu za modę na nogawki 7/8 😉

    • Monika S

      Hahahaha, dokładnie mam to samo co do tych nogawek, mam 178 cm wzrostu i ta moda na 7/8 to po prostu z nieba mi spadła <3 mam nadzieję, że ta moda się utrzyma na dość długo, bo ja nie wiem co wtedy pocznę… 😀

  • człowiek róża

    true story z tymi równomiernie rozłożonymi kilogramami. ludzie dają mi zwykle 10 kg mniej niż ważę w rzeczywistości przez to moje 178 cm wzrostu

  • K, jak to idealnie opisałaś! Też jestem w gronie wysokich, i już mi to nie przeszkadza. A nawet się z teho cieszę, jest tyyyle zalet bycia wysokim!

  • Dokładnie!!! Zgadzam się ze wszystkim! Pamiętasz jak się zdziwiłam, że jesteś mojego wzrostu? 😉 Przyzwyczaiłam się całkowicie do patrzenia na wszystkich z góry i bardzo to lubię. Do zalet dodam jeszcze troszkę więcej siły i możliwość np. wyniesienia niedużej nieprzytomnej koleżanki z klubu 😉 Podejrzewam, ze Basia będzie jeszcze wyższa niż ja, bo teraz chociaż ma dopiero 6mc to wzrost jak roczne dziecko.

  • Siri

    A powiedz mi, ile masz wzrostu? Prawdę mówiąc nigdy mi na taka nie wygladałas, przeciwnie, zawsze brałam Cię za drobniejszą dziewczynę 🙂

    • Ka

      175 cm 🙂

      • Ana

        Ja mam 173 cm, znam i widuję wyższe dziewczyny (niektóre nawet sporo!), więc w pewnym momencie stwierdziłam, że w sumie nie jestem taka wysoka. A i tak patrzę na większość społeczeństwa z góry. O dziwo, mi ten wzrost chyba nigdy specjalnie nie przeszkadzał, trochę zaczął teraz, gdy lubię założyć szpilki i gdy już nie tylko na koleżanki, ale i na wielu facetów patrzę z góry… a ja tak lubię tych wysokich! Cóż, we wschodniej Polsce chyba mamy ich deficyt… trudno, i tak nie oddałabym żadnego cm z mojego wzrostu 😉

      • Siri

        Ja mam 165 cm ale doskonale wiem, co znaczy być wysoką, bo przez całą podstawówkę nią byłam. Jakimś cudem za cholerę nie dało się mnie powstrzymać i kiedy inni mieli po 130 ja dobijałam do 145 cm. Koszmar. Od każdego chłopaka w klasie byłam wyższa, do wszystkich musiałam się schylać i tylko starsze roczniki mi dorównywały. Dopiero w okresie dojrzewania ja wyhamowałam, a reszta zaczęła rosnąć (wciąż mnie bawi, że kolega który w podstawówce był najniższy w klasie a ode mnie niższy o głowę teraz jest paręnaście cm wyższy xD). Także spoko, w tamtym okresie Cię rozumiem 😉

  • Mam znajomą, która ma jakieś 190 cm wzrostu przy tym ma cudowną figurę, mogłaby zostać modelką, ale wolała zostac chirurgiem dziecięcym 😉 Jedyne czego jej współczuję to, że jest skazana na płaskie buty. Już teraz jest znacznie wyższa od swojego męża i reszty ludzi. Plus taki, że zawsze ja wypatrzę jak się gdzieś umawiamy 😉

  • il’ka

    Ja mam 176. Bardzo to lubię,.uwielbiam też nosić szpilki, ale do tego dojrzałam jakiś czas temu. Choć garbienie się też mi zostało 🙁 aczkolwiek mojemu wzrostowi sprzyja fakt, że mój mąż ma 204 cm wzrostu i jest zawodowym siatkarzem, więc wśród znajomych mamy wielu wysokich ludzi. Dobrze się czuję wśród takich, bo mimo że jestem pogodzona że swoim wzrostem, to nadal przy koleżankach, które mają 150-160 cm wzrostu, pomimo że jestem szczupła, nadal czuję się jak wielka baba 🙂

  • Anna

    Mają 179 nie do końca się zgadzam 😉 rzeczy na wyprzedażach? Zacznijmy od tego, że sieciówki nie szyją na osoby wysokie. Super zalożyć luźną koszulę, ale już każa taliowana sukienka podkreśla mi co najwyżej żebra, a nie talię, nie mowiąc o tym, że strach się pochylić w takiej kiecce, ktora w planie jest do cudownej długości połowy uda. U mnie raczej przysłania co wrazliwsze strefy 😉 A co do rozlożenia się kilogramów, to całą szkołę, ba, włącznie ze studiami, byl to mój największy kompleks, bo nawet dziewczyny przy tuszy, będąc niższe ważą mniej niż ja (sprawdzając pomiary ciała, sama moja masa mięśniowa ma prawie 60 kg. A Chodakowską nie jestem, żeby na tym się moje ciało kończyło 😉 ) Twój tata powiedział, żeby się nie przejmować. Mój użył cudnego określenia, że jestem kawał baby (jakby to chciała usłyszeć 15 letnia dziewczynka, chcącą się wszystkim podobać.) Generalnie tak, widzę więcej z wiekiem, staram się chodzić prosto i uśmiechać się promiennie. Ale żebym czuła się komfortowo słysząc pierwsze pytanie o „jego” wzrost ze stron koleżanek i rodziny, gdy poznaję jakiegokolwiek faceta? Nie. Nie bardzo. Koncerty są jednak fajne 😀

    • Ka

      Mój tata też używał określenia ‚kawał baby’, ale z takim zadowoleniem, że nigdy nie pomyślałam, że to negatywne 🙂 A co do koleżanek ważących zawsze dużo mniej – już się do tego przyzwyczaiłam, podobnie do sukienek z sieciowek kończących się pod biustem 😀

  • T.

    Mój ulubiony dialog:
    – jesteś taka wysoka, na pewno grasz w koszykówkę!
    – a patrząc na Ciebie to co, pewnie minigolf?

    pozdrawiam prosto spod słoneczka, 182 cm wzrostu 🙂

  • 193

    nie wiesz o czym mówisz dziewczyno, sieciówki? w nich nie ma ubrań na wysokie dziewczyny, spodnie i białe koszule o których piszesz.. to wszystko jest za krótkie, pomyśl że nawet płaszcze musisz szyć u krawcowej żeby rękawy były wystarczająco długie. Chłopcy? Ci wysocy ZAWSZE biorą te niskie. Może kiedy jesteś małą dziewczynką to nieistotne ale kiedy masz ponad 20 lat i całe życie jesteś singielką to dołujące. Fajnie być wysoką to jedynie jak jesteś siatkarką, a nie jak jesteś kujonem na mechatronice i masz 193, no ale takie jest życie nie? -.-‚

    • mushu0

      To prawda, ubrania w sieciówkach nie pasują, rękawy zawsze są za krótkie więc całe życie na podwiniętych, kupienie spodni to wyprawa na kilka tygodni, żeby znów nie były za krótkie albo za szerokie (jakimś cudem to co wisi w sieciówkach im jest dłuższe tym bardziej tęgie??). Dokładnie, znam to, ponad 20 lat i nadal singielka bo albo odstraszasz gości swoim wzrostem albo już mają urocze kruszynki które sięgają im pod pachę. Owszem, fajnie jest dosięgać wysokich półek, ale nikt nie wspomina o uderzaniu głową w poręcz przy jechaniu autobusem, albo w inne rzeczy, które są na tyle nisko, że twoja głowa zawsze zahaczy. Już nie wspominając, że przeciętna łazienka ma umywalkę tak nisko, że w zasadzie musisz stać zgięta w pół aby umyć ręce. Mam 186 cm wzrostu, dziewczyno z mechatroniki, rozumiem Cię.

      • 193

        dzięki 🙂

    • Pani Inżynier

      Faktycznie argument z pasującymi ubraniami strzelony w płot. Mam 180 i od 7 lat na ogół nosze za krótkie spodnie (dzięki Bogu za modę na 7/8). Chętnie się dowiem gdzie K. kupuje jeansy. Taki wzrost jest świetny jak jesteś szczupła i ładna, wszyscy zachwycają się że mogłabyś zostać modelką. Gorzej jak urodą nie grzeszysz a pare nadprogramowych kilogramów sprawia że z ciebie raczej babochłop niż modelka. Wtedy zostaje tylko zdrowe podejcie, olanie sprawy i cieszenie się życiem. Zajęło mi to około 20 lat ale w końcu zaczęłam chodzić wyprostowana i kupiłam pierwszą parę szpilek. Niedługo potem znalazłam Swojego. Całkowicie przypadkiem i właśnie dlatego że jestem wysoka a on jako jedyny zasłaniał mi widok na koncercie. Nie wszyscy szukają kruszynek 😉 A jak jesteś na politechnice to wg powinnaś dziękować za każdy centymetr, docenisz szukając pracy. Łatwiej pracować wśród facetów jak patrzysz im prosto w oczy (a jak trzeba to i z góry).

    • 193

      dzięki 😀

  • Daj namiary na te sklepy, w których zostają rozmiary dla wysokich 😀 Mam 176cm, ale noszę przy tym S, a S zawsze schodzi pierwszy 🙁 W moim mieście na wyprzedażach zostają zawsze Lki i XLki. Ale fakt, uwielbiam swój wzrost i to, że wszystko dobrze na mnie leży. A już szczególnie spodnie z wysokim stanem! A, że chłopaka mam dwumetrowego to mogę też poczuć się jak ta mała kruszynka sięgająca mu pod pachę… 🙂

  • co jak co, ale that leg – nawet w najgorszej proporcji, u wysokich nogi będą dłuższe <3

  • 177, piąteczka! Najlepiej 🙂

  • Oliwia

    179cm. Doskonale Cię rozumiem. Dopiero teraz zaczynam doceniać swój wzrost.

  • solange

    U mnie wysoki wzrost jest rodzinny i jest tak…normalny, że ja całe życie nawet nie zwracałam uwagi na to, że jestem „wysoka” – 177. Wydawało mi się wręcz, że to jest oczywiste, że takiego wzrostu są dorośli ludzie. Zabawna sytuacja była na pogrzebie mojej prababci (jakkolwiek by to zabrzmiało :p ). Mój dziadek i jego pięciu braci mieli po 2 m wzrostu. I po nich poszłooo…wszyscy w rodzinie wysocy. A kto niższy (w tym tłumie na pogrzebie) to od razu wiadomo było, że „wżeniony” w rodzinę 😉

  • Ewa J.

    Cóż, zawsze byłam mała – począwszy od narodzin (40cm i kilogram wagi zobowiązuje!), przez podstawówkę, aż do teraz, 157cm w kapeluszu 😉 o ile w podstawówce na zaczepki „krasnal! krasnal!” reagowałam płaczem.. tak teraz sama o sobie mówię „wydanie kieszonkowe” 🙂
    Gdy znajomi – szczególnie mężczyźni – żartują czasem z mojego wzrostu, robią to jakby z… czułością? 😀 a ich mina gdy zdają sobie sprawę że mam do siebie dystans i ripostuję im z humorem.. dodaje mi mentalnie chyba 10-15cm 🙂
    No i nie muszę się schylać w kopalni 😉

  • Jejku, ja tu z zupełnie innej strony barykady przybyłam, bo mi to bliżej do gruntu niż chmur. Jednak na koncercie byłam przeszczęśliwą istotą, gdy wysoka koleżanka podniosła mnie na chwilę, bym mogła idola obejrzeć nie tylko na telebimie. Wdzięczna jej byłam niezmiernie! A jakby mi chciała przytachać stołeczek to też bym się nie obraziła, bo oglądanie mojego idola w pełnej okazałości byłoby fajniejsze niż oglądanie stojących przede mną fanów :(.

  • Karolina

    ahh tyle w tym prawdy, 176 cm pozdrawia 🙂

  • Wśród moich najwyżsi za młodu są najniższymi w dorosłości – u Was nie?
    Wysoką jest być fajnie, bo jest fajnie. Ale z tymi ciuchami to jednak ostrożnie, bo dla najwyższych często wcale nie ma, a nie to, że jeszcze zostają 🙂

    • Ka

      No właśnie nie wzięłam pod uwagę kwestii osób wyższych niż ja – bo pisałam ze swojego punktu widzenia. Innego nie znam, ale nie spodziewałam się, że jest aż taki problem z ubraniami dla wysokich.

      • Jest problem z ubraniami dla wszystkich, którzy figurą nie pasują w model „chiński chłopiec” 🙂

  • Gdybym mogła, polajkowałabym każdy jeden akapit tego wpisu. <3

  • olajko

    Do punktu o koncercie, dodałabym, że nie musisz wąchać spoconych pach wyższych od Ciebie, bo jest ich niewielu;-) (183cm i też dobrze mi z tym:))

  • Agnieszka Maron

    180 cm.. i dobrze się czułam w Holandii gdzie nawet dziadkowie w markecie byli tak wysocy jak ja :)))