Tegoroczne Oscary postawiły sprawę jasno: misterne koki odeszły do lamusa, warkocze są już passe, a hollywoodzkie loki do pasa spadły z firmamentu wyjściowych fryzur, ustępując miejsca nowemu trendowi. Trendowi, któremu sama uległam parę miesięcy temu. 

Teraz rządzi wypracowana naturalność. Twoje włosy mają wyglądać, jakbyś przed wyjściem przeczesała je palcami, ale jednocześnie być błyszczące, zdyscyplinowane i piękne w swojej nieperfekcyjności. Oczywiście nie da się tego uzyskać, po prostu przeczesując włosy palcami. Nie ma tak łatwo.

Czy mi się podoba ten trend w połączeniu z oscarową galą, to już inna kwestia. Ja nie mam nic przeciwko naturalności. Moja ulubiona fryzura na co dzień to niedbały kok na czubku głowy albo włosy przerzucone na jedną stronę, sterczące nad czołem. Na większe wyjścia lubię się jednak odwalić jak szczur na otwarcie kanału, a fryzurę dopieszczać godzinami, dlatego w tym roku żadna fryzura z czerwonego dywanu nie wywołała u mnie szybszego bicia serca. Chociaż pewnie większość z tych fryzur była dopieszczana godzinami 😉

 

W tym roku lubimy po francusku

Dwa lata po moim tekście o fryzurach oscarowych 2016 stwierdzam, że już mi nie przeszkadza odrost przy blond włosach. Może to dlatego, że jest dosłownie wszędzie i już się do niego przyzwyczaiłam? Stał się też trochę synonimem francuskiego szyku i dość krótkich, naturalnie się układających blond włosów. Zawijają się z jednej strony? Zostaw je tak, a będziesz wyglądała jak Saoirse Ronan. Fale nie wyszły? Wygładź je, a będziesz kropka w kropkę jak Margot Robbie, tylko pamiętaj o równym cięciu. Według mnie obie wyglądały świetnie, prosto i z klasą. Obu pasuje ten minimalizm.

Z kolei Gal Gadot, czyli Wonder Woman, postawiła w tym roku na french twista/koka banana, któremu zawsze gorąco kibicuję, bo ładnie odsłania twarz i szyję. Naszukałam się zdjęć tej fryzury w całości i nie dziwię się, że dziennikarze unikali fotografowania Gadot z boku i z tyłu. Tak, wiem, że ma piękną twarz, aż proszącą się, by zużyć na nią całą kliszę, ale coś w jej fryzurze ewidentnie nie wyszło. Taki zwiędnięty ten banan. Nic dziwnego, że na pooscarowej imprezie Vanity Fair wystąpiła już w półrozpuszczonych włosach.

Za to poszukajcie sobie w internecie (albo zobaczcie moje zapisane Instastory o Oscarach) momentu, w którym Gadot z koszykiem pełnym smakołyków wchodzi do kina naprzeciwko teatru Dolby, w którym ludzie oglądają rozdanie Oscarów. Czaicie? Siedzicie w kinie na Oscarach, a tu nagle wchodzi prowadzący galę Jimmy Kimmel, który przyprowadził ze sobą Wonder Woman, Margot Robbie i Luke’a Skywalkera! I już nieważne, jak wyglądają włosy Gadot – ona tak promienieje szczęściem, rozdając słodycze, że wygląda jak bogini 😉

Proste i gładkie

Sandra Bullock i Nicole Kidman zdecydowały się na proste włosy z przedziałkiem pośrodku. Nawet fajnie to wyszło, szczególnie że obie miały dość strojne sukienki. Emma Stone to za to moje tegoroczne rozczarowanie. Jej stroju nie uratował nawet long bob w boskim kolorze.

W stylu starego Hollywood 

Włosy zakręcone lokówką od twarzy, przełożone na jedną stronę i rozczesane do gładkości to zawsze dobry wybór. Jako fanboy Laury Dern pewnie piałabym z zachwytu, gdyby przyszła na Oscary z gniazdem na głowie i czterema jajkami w tym gnieździe, ale musicie przyznać, że wyglądała zjawiskowo! O to mi chodzi, jak piszę o dopieszczeniu włosów – bo to nie jest pięciominutowa fryzura. Ale warta każdego oparzonego o lokówkę palca.

Dojrzałe aktorki pozamiatały

Jane Fondy, podobnie jak Laury Dern, też chyba nie powinnam oceniać, bo dla mnie jest doskonała. Ona ma osiemdziesiąt lat! W ogóle cały show według mnie ukradły aktorki ze starszego pokolenia – pokazując, że w każdym wieku można wyglądać naprawdę pięknie, bez masy operacji, ze zmarszczkami, ale za to z własną twarzą, włosy czesząc odpowiednio do wieku – wyobrażacie sobie Fondę w długich blond lokach? Albo Meryl Streep w niedbałym koku z warkoczy? Tu minimalistyczny trend znów świetnie się sprawdził. Wszystkie wyglądają pięknie.

A młodsze aktorki mogą im buty na obcasie czyścić.

Warkocze w odstawce, ale…

…te srebrne nitki we włosach Salmy! To kolejny przejaw mody na naturalność i według mnie wygląda to bardzo dobrze w połączeniu z delikatnymi warkoczami po bokach głowy i luźnym węzłem na karku. Chociaż nie jestem fanką czarnych włosów, to w tym przypadku, chyba właśnie dzięki tym srebrnym nitkom, całość emanuje dojrzałym seksapilem. Ale to Salma. Ona może emanować czym chce i kiedy chce.

A na koniec… Jennifer Lawrence

Moje uczucia do niej są od zawsze ambiwalentne. Nie lubię jej ot tak, bez powodu, po prostu za twarz, ale za każdym razem, jak gdzieś się pojawia, nie mogę się nadziwić, jak dobrze wygląda i jak jej wszystkie fryzury trafiają w mój gust. Może jestem jej duchową złą siostrą bliźniaczką. Te fale w stylu Kim Basinger nosiłabym codziennie. I mam w planach mieć je na głowie na wszystkich większych imprezach w tym roku (na razie szykuje się tylko jedno wesele, ale sukienek mam już na co najmniej trzy, więc mam nadzieję, że coś się zmieni).

A na was jakie wrażenie zrobiły tegoroczne fryzury? Były ochy i achy czy raczej się rozczarowałyście? Dajcie znać w komentarzach tu albo na Facebooku. O sukienkach też chętnie pogadam, bo mam kilka swoich typów.