tekst powstał we współpracy z Winnicą Lidla

Kocham organizować przyjęcia. Często dostaję od was pytania dotyczące tego tematu, np. skąd biorę pomysły na motywy przewodnie, jakie jedzenie przygotować, by wszystkim smakowało, i jak sprawić, by goście nie włączali YouTube’a, bo wtedy to kaplica i można włączać światła. Poniższy tekst jest wynikiem wielu urządzonych przeze mnie przyjeć (przez Konrada również, ale on w tym wszystkim pozostaje niewidzialnym bohaterem).

Pierwsza impreza w naszym mieszkaniu odbyła się pod hasłem „wpadaj do nas, bo mamy mieszkanie i K przy okazji ma urodziny!” i byłam tak podekscytowana samym faktem, że mam w końcu gdzie zapraszać swoich przyjaciół, że jeszcze wtedy do głowy mi nie przyszedł żaden motyw przewodni. Ale już za rogiem czaiła się moja fantazja, która zaczęła mi podpowiadać kolejne pomysły na przyjęcia, a większość tych pomysłów dotyczyła, ku utrapieniu Konrada, imprez przebieranych. Sami wiecie, jak ja lubię przebieranki, wcielanie się w różne postacie, więc Konrad rozpaczał, ale po cichu 😉

Motyw przewodni

Motyw przewodni to niby nic ważnego, a cieszy. Szczególnie że obecnie całkiem łatwo się przebrać bez wielkich kosztów. Impreza w stylu lat dziewięćdziesiątych? Koszulka z zespołem, koszula w kratę i porwane dżinsy, cierpiąca mina i mamy Kurta Cobaina. Lata osiemdziesiąte? Tapir, kokarda we włosach, bluzka w zwierzęcy wzór, skórzana kurtka i Madonna jak ta lala. A może PRL? Natapirowane loki, błękitne powieki, okulary w dużych, okrągłych oprawkach, poduszki w ramionach, dżins total look ala sprzedawca ze Stadionu Dziesięciolecia, droga sukienka w stylu bogatej ciotki z Reichu, pstrokate swetry, szeleszczący dres…

A może lubicie mroczne klimaty? Czarny garnitur, biała koszula i filiżanka z kawą zrobią z was agenta Coopera, a swetry, wełniane spódniczki w kratkę, rajstopy i podkolanówki Laurę Palmer i jej koleżanki z Twin Peaks. Motyw Hollywood można zinterpretować na całe mnóstwo sposobów: przebrać się za Marylin Monroe ze słynnego ujęcia z podwianą sukienką, Audrey Hepburn ze Śniadania u Tiffany’ego (albo prościej z Zabawnej buzi, zakładając czarny golf i czarne spodnie), za Alexa Delarge z Mechanicznej pomarańczy (z obowiązkową szklanką mleka), za Sandy z Grease, za zdobywcę Oscara, za Myszkę Miki, za dźwiękowca w słuchawkach, a nawet za rekina ze Szczęk, jak ja (warto wykosztować się na rekinie onesie; tekturowa płetwa na plecach nie zrobi takiego wrażenia jak pełny rekini rynsztunek).

Dekoracje

Gdy już wybraliście (bądź nie) motyw przewodni, trzeba wybrać dekoracje. Zadbanie o wystrój mieszkania sprawi, że straci ono choć trochę swój codzienny charakter i pozwoli gościom poczuć się jak na niezwykłym wydarzeniu. Jeśli przyjęcie ma motyw przewodni, zastanówcie się, jak go podkreślić: np. w przypadku lat dziewięćdziesiątych można powiesić na ścianie plakaty ze starych numerów Bravo i Popcornu, a same czasopisma położyć w widocznym miejscu, by goście mogli je przeglądać:

PRL to łańcuchy z bibuły, obrus z ceraty, oranżada w szklanych butelkach, wydrukowane plakaty propagandowe powieszone na ścianach, a nawet… szary papier toaletowy czy bukiet goździków w wazonie.
Jeśli nie zdecydowaliście się na motyw przewodni, postarajcie się o tradycyjne karnawałowe dekoracje, czyli kilka balonów (obowiązkowo przyczepionych do żyrandola), złote i srebrne serpentyny, by był błysk i blichtr. Będą kosztowały kilka złotych, zrobią klimat, i więcej nie trzeba. Uwierzcie mi. Z mojego doświadczenia wynika, że mniej znaczy więcej. Wolę dekoracjami zaznaczyć temat niż kompletnie przearanżowywać mieszkanie na potrzeby jednej imprezy, chociaż nie zawsze tak było. Gdy organizowałam imprezę w stylu Hollywood, trochę poszalałam – zamówiłam złotą papierową zastawę do jedzenia i złote plastikowe sztućce, figurkę Oscara, a Konrada wysłałam na rajd po mieście w poszukiwaniu czerwonego dywanu lub jego zamiennika. Do tego dorzuciłam kilka rodzajów konfetti: małe złote i srebrne kamerki, gwiazdki, mikrofony i klapsy, małe i duże brylanciki. Do dziś wymiatam je z kątów mieszkania i wytrzepuję z poduszek… Dzisiaj zrobiłabym to skromniej, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyłabym na dobre jedzenie albo jakąś fajną butelkę.

Moją ulubioną dekoracją na wszelkiego rodzaju imprezach są światełka, a szaleję za nimi do tego stopnia, że przestaliśmy je w ogóle zdejmować (kwiaty doniczkowe się wokół nich oplotły). W tej roli świetnie się sprawdzą lampki choinkowe, które smutno czekają w kartonie na swój kolejny występ w przyszłym roku. Szczerze odradzam zapalanie świec – może to i robi fajny klimat, ale trzeba pamiętać, ze w ferworze zabawy prawie na pewno czyjś łokieć albo stopa zawadzi o świecę, albo sama się przewróci od podmuchu rozgrzanego powietrza z parkietu. Albo ja przypalę sobie włosy. I kłopot gotowy, bo nie znam nikogo, kto lubi zeskrobywać gorący wosk, podczas gdy inni właśnie tańczą Macarenę.

Muzyka

Dopilnuj, by na imprezie nikt poza wyznaczoną odpowiedzialną osobą nie miał dostępu do sterowania muzyką. Z doświadczenia wiem, że im dalej przyjęcie w las, tym bardziej każdy jest przekonany (łącznie z tobą), że tak naprawdę celem jego życia jest uświadamianie innym, że słuchają kiepskiej muzyki, i nawracanie ich na jedyną właściwą.
Dlatego przygotuj wcześniej playlistę z muzyką, która ma lecieć na imprezie. Świetnym rozwiązaniem jest współdzielona playlista w jakimś serwisie streamingowym – możesz zaproponować gościom, by przygotowali swoje własne propozycje i dodali je wcześniej, aby każdy mógł posłuchać czegoś, co lubi. Dobieranie muzyki do motywu przewodniego jest moim ulubionym zajęciem podczas przygotowań i zwykle wydaje mi się, że playlista jest kompletna, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto powie:

– Ciągle tylko Manaam i Republika lecą, a wcześniej jakieś brudasy. Kochana, co to za lata dziewięćdziesiąte bez ‚tytuł jakiejś piosenki, o której nikt nigdy nie słyszał i nawet nie ma jej na Spotify, więc tak naprawdę nigdy nie istniała’.

Schowaj przed imprezą pilota do wieży/do telewizora/pada do konsoli/swój telefon/postaw głośnik lub laptopa poza zasięgiem chciwych rączek, które będą chciały puścić ‚tylko jedną piosenkę’. Jeśli masz winyle, to też je schowaj. Winyle i imprezy się nie lubią.

I najważniejsze: nigdy, przenigdy nie włączaj YouTube’a. YouTube party to złe party.

Jedzenie

Podobno dorosłość jest wtedy, kiedy przygotowując imprezę, wydajesz więcej na jedzenie niż na alkohol. A my jesteśmy już w tym wieku, w którym nie wystarczą słone paluszki i chipsy, aby goście wyszli z naszej imprezy zadowoleni. Przez ostatnie lata hołdowałam tej wielkiej mądrości, organizując wystawne przyjęcia z trzema gorącymi daniami, mnóstwem przystawek i tortem na koniec, a goście siedzieli i jedli, i jedli, i jedli… Dziś już jestem trochę mądrzejsza w tej kwestii i uważam, że połowa jedzenia, które zawsze mam w planach przygotować, w zupełności by wystarczyła, ale już przyzwyczailiśmy znajomych do samych smakołyków na stole i głupio byłoby teraz serwować im jakieś koreczki czy paluszki 😉 Na szczęście mam Konrada, a Konrad to z imprez najbardziej lubi siedzenie w kuchni i gotowanie, gdzie nikt mu nie przeszkadza, co oczywiście nie jest prawdą, bo wtedy cała impreza idzie za nim do kuchni i dwadzieścia osób stoi na dziesięciu metrach kwadratowych, proponując mu pokrojenie cebuli, wyjadając dobroci prosto z garnka albo bezczelnie DAJĄC MU RADY ODNOŚNIE GOTOWANIA:

– Ja bym przyprawiła to mięso na burgery przed ich usmażeniem. Ale wysmaż je trochę bardziej, bo różowe będą w środku.

A ja tylko patrzę na tę osobę i bezgłośnie szepczę do niej:

– Run.

Jeśli nie lubicie spędzać czasu w kuchni lub nie macie takiego Konrada, jest kilka potraw, które są imprezowymi evergreenami i zawsze znikają z talerzy. Dla mnie to jajka w majonezie (serio, niby takie staroświeckie to, a nie znam nikogo, kto by nie lubił jajek w majonezie), tatar z cebulką i ogórkiem kiszonym, roladki z tortilli z serkiem śmietankowym, łososiem i czymś zielonym (dla tych, co dbają o dietę, a później i tak wcinają chleb z masłem do tatara), guacamole i nachosy, parówki w cieście francuskim (na imprezie oscarowej uparłam się na corndogi i smażyłam je przez pół imprezy…). Jeśli koniecznie chcecie podać coś na ciepło, ugotujcie dzień wcześniej garnek jakiejś fajnej sycącej zupy i podgrzejcie ją po prostu w połowie przyjęcia. Kto raz był na weselu, ten wie, jakim cudem może być zupa około północy. Więcej naprawdę nie trzeba, chyba że się jest mną i ma takiego Konrada, który lubi siedzieć w kuchni 🙂

Wiem. Jestem szczęściarą. Konrad sobie gotuje i ogarnia, a ja w tym czasie mogę brylować na imprezie, opowiadać żarciki i klepać wszystkich po pleckach, jak przystało na dobrą gospodynię. Jest jednak pewien szkopuł tej całej sytuacji – najpierw muszę Konrada namówić, by wrócił z zakupów do domu. Ostatnio z koleżanką stwierdziłyśmy, że jak się wysyła facetów na zakupy, to zawsze nie ma ich w domu od rana do prawie samej imprezy, a w dodatku wydają o wiele więcej niż kobiety. A my przecież się nie rozerwiemy, bo w tym samym czasie trzeba się wypięknić, co by być powabnymi gospodyniami i swym nietuzinkowym urokiem zachwycić gości już od progu. No i może trochę ogarnąć w chacie. Jeśli starczy czasu.

Konrad w dniu imprezy wybywa około 10 rano i wraca zawsze dwie godziny później niż zakładałam, bo: czegoś nie mógł dostać, kolejka była, bujał się w centrum handlowym na takim skaczącym koniku, a czegoś tam szukał i pojechał na drugi koniec miasta, bo tam promocja. I tak było do tej pory. Teraz jednak jestem cwana i mogę skrócić ten czas co najmniej o 1/3, by jeszcze zdążył sobie polatać na mopie.

Poglądowe zdjęcie mężczyzny, któremu udało się wnieść wszystko na raz

Kilka dni wcześniej robię rezerwację na WinnicaLidla.pl. Szukam, wybieram, wzdycham, kręcę nosem i znów wybieram od początku, bo na stronie jest więcej produktów niż na sklepowych półkach, a jak osiołKowi w żłoby dano, to właśnie tak to w moim przypadku wygląda, ale i tak trwa to mniej czasu, niż postawienie Konrada przed półkami z butelkami i pozwolenie mu wybierać, bo on wtedy bardzo uważnie analizuje wszystkie etykiety i biega z pojedynczymi butelkami do czytnika cen po drugiej stronie sklepu. A ja zamiast tego na spokojnie sobie oceny ekspertów czytam i sprawdzam wygodnie najwyższe oceny, bo jak eksperci, to pewnie mają rację, no nie? Do tego znaleźć można fajne piwa kraftowe i już widzę oczyma wyobraźni, jak stoją elegancko na stoliczku w towarzystwie innych napojów i ich widok zamyka wybredną buzię największego hipstera na imprezie. Ponadto Winnica Lidla ma fajne promocje z okazji karnawału. Takie naprawdę karnawałowe, bo ukryte pod maskami.

Wchodzisz sobie na stronę, klikasz maskę i sprawdzasz, jaka oferta się pod nią kryje. I nie płacisz za dostawę do sklepu, ale to nie z okazji karnawału, tylko bez okazji, tak po prostu – wybierasz tylko dogodnego Lidla i czekasz na potwierdzenie, że twoja rezerwacja niecierpliwie cię wypatruje. Ja wybieram sklep, w którym Konrad będzie robił zakupy (a te rozpisuję na działy, żeby wszystko łatwo biedak znalazł i niczego nie zapomniał), i w ten sposób zyskuję dodatkowe dwie godzinki, w sam raz czasu na rozwieszenie pod sufitem złotych serpentyn (bo ja nie dosięgam, a on taki silny i wysoki przecież 😉

***

Nie ma co przeginać. Najważniejsze przecież jest spędzenie czasu z przyjaciółmi, rozmowy, dyskusje, wybuchy śmiechu. Cała otoczka oczywiście jest fajna, ale lepiej zatańczyć z przyjaciółką albo wymienić się pikantnymi ploteczkami z dawno niewidzianym kolegą, niż zamartwiać się, czy impreza na pewno jest udana, wszystko jest zapięte na ostatni guzik, dekoracje wiszą prosto, a do tego spędzić pół wieczoru w kuchni (chyba że jesteś Konradem i tam ci najlepiej). Więc jeśli przekąski przyszykowane, dekoracje wiszą, nawet trochę krzywo, lampki otulają pokój swoim światłem, muzyka delikatnie w tle przygotowuje się do mocnego uderzenia, na twarzy już macie maskę, bo cierpliwość nie jest waszą mocną stroną, a wasza druga połówka, złorzecząc, przebiera się w łazience w strój Batmana, bo wybraliście motyw przewodni o superbohaterach, to jesteście w domu. Udanej zabawy 🙂

PS. Pamiętajcie, że alkohol jest dla osób pełnoletnich i należy się raczyć nim odpowiedzialnie, aby dobrze pamiętać wszystkie imprezy, które się urządziło. Karnawałowe i nie 🙂