Zdawałoby się, że od zeszłorocznego rozdania Oscarów, które odbyło się w nocy z 9 na 10 lutego w Teatrze Dolby w Hollywood, minęły już całe wieki. Szczególnie czułam ten niespotykany upływ czasu dziś w nocy, gdy ujrzałam na scenie Joaquina Phoenixa wręczającego Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Ale jak to?! – pomyślałam zaskoczona, a raczej wypowiedziałam to w pustkę pogrążonego w mroku pokoju, w którym jedynym źródłem światła był telewizor, emitujący obrazy z wydarzeń oddalonych ode mnie o tysiące kilometrów. – To Joker wyszedł rok temu?! Przecież minęły co najmniej trzy lata!

W tym roku Oscary, przesunięte o ponad dwa miesiące, odbyły się w inny nich dotychczas sposób. Bardziej przypominały te pierwsze gale, gdzie nieliczni zaproszeni goście siedzieli przy okrągłych stolikach, z twarzami zwróconymi w kierunku niewielkiej sceny. Nie było blichtru, występów z fajerwerkami, skeczy ani monologów. Najbardziej uderzający był widok Briana Cranstona, który przemierzał pod okiem kamery zupełnie pustą i cichą salę Teatru Dolby, która zwykle tego dnia tętniła życiem, śmiechem i podnieceniem.

Właściwie ostatnim mocnym symbolem przedcovidowych Oscarów, pozostał czerwony dywan. Co prawda dziennikarze przeprowadzający wywiady z gwiazdami musieli wykrzykiwać swoje pytania zza okalających dywan barierek, ale na samym dywanie działo się dużo i całkiem ciekawie, jak gdyby bohaterki wczorajszego wieczoru za wszelką cenę chciały jeszcze raz poczuć tę ekscytację, stawiając pierwsze kroki w swych sukniach od znanych projektantów, zwracając swe błyszczące makijażem twarze w kierunku fotoreporterów i przykuwając wzrok wszystkich obecnych. Proste kroje i stonowane kolory poszły w tym roku w odstawkę, ustępując… Zaraz sami zobaczycie, czemu 😉

I ja tak naprawdę, naprawdę, zupełnie im się nie dziwię.

…kwietnym wróżkom

Emerald Fennell, nominowana do Oscara w dwóch kategoriach – za scenariusz oryginalny i reżyserię „Obiecującej. Młodej. Kobiety” – wyglądała wręcz bajkowo w zwiewnej, delikatnej sukni z falbankami. Przyciągała uwagę swoją bezpretensjonalnością, naturalnością i pogodą na równi z najbardziej hucznymi kreacjami wieczoru. Nie sposób było oderwać od niej wzrok!

Regina King zdobyła Oscara w zeszłym roku, więc w tym, zgodnie z tradycją, wręczała go kolejnym zwycięzcom. Chociaż w tym miejscu muszę się poprawić, bo nie była to Regina, a szykowna królowa wróżek, ta, która mieszka w najładniejszym tulipanie i zawsze najpiękniejsze ma ubranie 😉

Dyskusyjna fryzura Halle Berry, która zdecydowanie zwróciła na siebie uwagę, nie przyćmiła jej sukni – czy też widzicie, że wygląda w niej jak zwiewny motyl, któremu co prawda krzywdę wyrządził jakiś wredny fryzjer, ale przynajmniej pozostały mu piękne skrzydła, którymi może się szczycić?

Nasze wróżkowe zestawienie zamyka makowa panienka, Amanda Seyfried, która w czerwonej tiulowej sukni wyglądała jak królowa wszystkich kwiatów na tej oscarowej łące. A gorset w kształcie kielicha jeszcze bardziej uwydatniał jej posągowe kształty <3

…gołym brzuszkom

Brak materiału w okolicy brzucha pierwszy raz rzucił mi się w oczy w żółtej jak żonkil kreacji Zendayi, która, zdaje się, niezbyt komfortowo się w niej czuła, szczególnie w momencie, gdy zawiał wiatr i prawie porwał ją wraz z suknią i sięgającymi do pasa boskimi włosami.

Następnie trochę brzuszka pokazała Vanessa Kirby, nominowana do Oscara za rolę pierwszoplanową w „Cząstkach kobiety”. Subtelne wycięcie pojawiło się w prostej, klasycznej różowej sukni z dekoltem w kształcie serca lub, by było bardziej w temacie, w stylu Bardot. Vanessa zestawiła je z mocnymi bordowymi ustami i gładkim, ale nieoczywistym kokiem, a ja przepadłam z kretesem.

Spory kawałek brzucha i jeszcze większy kawałek umięśnionych, zgrabnych nóg pokazała Audra Day, nominowana do Oscara za rolę pierwszoplanową. Była to jedna z dwóch według mnie najodważniejszych kreacji tego wieczoru, słyszałam, że prezenterki były nią zachwycone, ale ja mam inne swoje typy 😉

Jak na przykład boska suknia Carey Mulligan, nominowanej za główną rolę w Obiecującej. Młodej. Kobiecie. Mamy tu i odkryty brzuch, i mieniące się złoto, ale za to w wersji dużo bardziej wpadającej w mój gust. Carey wyglądała jak ta baśniowa księżniczka, która rozłupywała po kolei trzy orzechy i w każdym z nim znajdowała coraz wspanialszą suknię, najpierw mieniącą się jak gwiazdy, potem lśniącą jak księżyc, aż wreszcie – błyszczącą jak słońce <3

Nagroda specjalna

Trafia do Margot Robbie, która w tym roku przyszła jako osoba towarzysząca producenta Obiecującej. Młodej. Kobiety, więc to nie ona miała błyszczeć tego wieczora, ale nawet w tak prostej bieliźnianej sukience w drobny wzór, przywodzącej na myśl lata 90., z grzywką jak u Jane Birkin i niedbałymi falami po prostu spiętymi w kucyk – skradła moje serce. Z takim wyczuciem chyba po prostu trzeba się urodzić.

***

Na uwagę zasługuje jeszcze wiele innych kreacji, np. najprostsza z najprostszych sukienka Frances McDormand (ale umówmy się – dziwnie byśmy się wszyscy czuli, gdyby Frances przyszła w czymś błyszczącym, to po prostu nie ona) czy dzianinowa sukienka z golfem reżyserki Nomadlandu – Chloe Zhao. Celowo jednak zostawiam tu pole do dyskusji o waszych faworytach, a ja skupiłam się na tym, co sama chciałabym na siebie włożyć, gdybym w końcu miała okazję zdjąć dres – widzimy się w komentarzach na Facebooku! <3