Dzisiaj w nocy odwiozłem Rozi na lotnisko.
Wiezienie nocą kogoś, kogo kocham, daje mi jakąś… Nie wiem. Satysfakcję? Nie jest to idealne słowo, ale nie mam w tej chwili lepszego.
Ciekawe, czy tata czuł się podobnie, kiedy wiózł nas w noc, spokojnie śpiących na tylnej kanapie. Kiedyś go zapytam.
Pożegnaliśmy się na kiss & ride, szybko, mogłem tylko przez chwilę patrzeć, jak odchodzi. Jest już taka duża.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, następnym razem zobaczymy się po drugiej stronie świata.