Nie. Nie jesteś wyjątkiem. Od początku roku minęło ci już kilka miesięcy, a jeszcze nawet styczeń się nie skończył. Czas, w jakiejś paradoksalnej pętli, jednocześnie stoi w miejscu i przecieka przez palce. Przyszedł blue monday, po nim jakiś zwykły szary wtorek, równie bezbarwny weekend, a kolejny poniedziałek nie okazał się ani trochę lepszy, od tego, który według wszystkich nagłówków miał być najgorszy.
Wypadałoby w końcu coś ze sobą zrobić.

Ale co?
Zacząć chodzić na siłownię? Zerwać z jakimś nałogiem? Może i w przyszłości przyniesie to pozytywne efekty, ale na bank nie sprawi, że poczujesz się lepiej tu i teraz. Nie jest łatwo tak z dnia na dzień stać się lepszym, więc po co w ogóle się starać? Może lepiej spróbować zaniżyć poprzeczkę, żeby za rok, kiedy pierwszego stycznia 2021 będziemy wkraczać w nową dekadę, po prostu odrzucić złe nawyki i z marszu poczuć się ze sobą lepiej? Mam parę propozycji wyjątkowo wkurwiających nawyków, z którymi łatwo będzie kiedyś zerwać.

Można na przykład zamiast zrywać z nałogiem, znaleźć sobie jakiś nowy. Na przykład zacząć vapować. Najlepiej w miejscach publicznych. Praktycznie wyeliminowaliśmy buractwo palące w środkach publicznego transportu, poczekalniach i knajpach, więc w naturalny sposób powstała luka, którą wypadałoby wypełnić nową odmianą dupków. Serio, nie ma to jak dmuchać komuś w mordę cumulonimbusem dymu o zapachu gumy balonowej przez cały koncert. No i koniecznie rób to w autobusie i kiedy ktoś ci zwróci uwagę, zacznij drzeć ryja, że to przecież nie palenie.

W ogóle gama upierdliwych rzeczy, które możesz robić w komunikacji miejskiej, by stać się gorszym człowiekiem, jest bardzo szeroka. Możesz nie ściągać plecaka z pleców i wpychać go w każdego przy najdrobniejszym ruchu. Albo na przykład żreć kebaba w autobusie w godzinach szczytu. W ogóle jeść coś, co będzie mocno pachnieć i czym łatwo uświnić środek transportu i towarzyszy podróży. A jak jeszcze puścisz jakąś muzykę z telefonu albo przenośnego głośnika, to na bank cały autobus będzie ci wdzięczny, że łaskawie zamieniasz koszmar zbiorkomu w koszmar sobotniej nocy w realiach zbiorkomu. Może nawet kierowca wstanie i klaszcząc, wręczy ci nagrodę dla buca roku, kto wie.

Musisz sobie zapamiętać, że żeby naprawdę stać się gorszym człowiekiem, musisz ze swoją bucerką zawsze wychodzić do ludzi. Buca tworzy otoczenie. Nikogo nie obejdzie to, że gadasz przez zestaw głośnomówiący u siebie w samochodzie. Tak robią fajni ludzie, po to powstał. Ale gadanie przez ten twój brudny, trzeszczący głośnik publicznie, tak żeby każdy mógł usłyszeć szczegóły twojej pasjonującej konwersacji (oprócz osoby po drugiej stronie linii), przekrzykiwanie się z otoczeniem, a przy tym korzystanie z telefonu bez zestawu w samochodzie, stwarzając zagrożenie dla siebie i innych, to jest, człowieku, bingo.

No i skoro już przy prowadzeniu samochodu jesteśmy, to parkowanko na miejscu dla inwalidów, na pasach, w ciągu pieszym, na zakazach, choćby tylko na chwilkę, to jest super pomysł, jeżeli planujesz być w tym roku gorszym człowiekiem. A jeśli nie masz prawa jazdy, to się nie przejmuj, bo bucerkę komunikacyjną można odstawiać na przeróżne sposoby. Jako pieszy możesz się po zmierzchu przechadzać bez odblasków i wpierdalać się na pasy bez patrzenia, bo przecież pieszy ma zawsze pierwszeństwo. Jadąc rowerem, rozpędzony, bez żadnego sygnału, skręć se na przejście dla pieszych i przemknij komuś przed maską. Albo potrąć pieszego. W ogóle pamiętaj, że jak jesteś na rowerze, to możesz dowolnie jeździć po ścieżce, chodniku i ulicy, zmieniając trasę, kiedy ci wygodnie. Nie będzie ci żaden buc mówił, że nie możesz, przecież ty tu jesteś największym bucem, nie?

Ale jeśli wolisz porobić coś chujowego bez wychodzenia z domu, to też są opcje, od czego jest internet, jeśli nie od tego, żeby pomóc nam stawać się z dnia na dzień gorszymi. Największym sukcesem internetu było przecież sprawienie, że przestaliśmy odróżniać opinię od faktu i nabraliśmy przekonania, że zdanie każdego z nas jest w każdym temacie najważniejsze. Wykorzystaj to! Nie ma nic prostszego niż trollowanie i hejtowanie.
Nie wychodząc z domu, możesz też nie iść do wyborów, bo przecież to nic nie zmienia. Możesz nie zrobić absolutnie nic, żeby poprawić swoje życie albo pozytywnie wpłynąć na swoje bliższe i dalsze otoczenie, tylko krytykować innych. Nie wiem, na przykład tę dziewczynkę, która tak się przejmuje tym, co się dzieje ze światem. Albo weź zacznij jeździć po kimś ze względu na preferencje kulinarne. Nieważne, czy dlatego, że nie je mięsa, czy dlatego, że je je.

No chyba że już którąś z tych rzeczy robisz. To wtedy może po prostu przestań. Po co czekać do przyszłego roku?