Ten wpis powstaje z głębokiej potrzeby. Mojej potrzeby posiadania czegoś, co mogę wklejać w odpowiedzi na setki wiadomości, które każdego roku, zwłaszcza w okresach przedświątecznych, przedwalentykowych i przeddniochłopcowych, dostaję od zdesperowanych kobiet.
Gdybyśmy włamali się dziadkowi do garażu, dobrali się do jego zestawu bimbrowniczego i nastawili w nim te wszystkie wiadomości, destylat miałby mniej więcej taki aromat:

Konrad, błagam, pomóż! Nie wiem, za jakie grzechy świat mnie tak pokarał, ale mam w domu mordę brodatą, a ty jesteś z K już tyle lat i ona cię dalej z domu nie wyjebała, więc na pewno polecisz coś, co sprawi, że mój chłop będzie wyglądał mniej jak chłop, bardziej jak człowiek, i może jeszcze jakby mu broda przestała walić kebabem, to już by w ogóle było super że o ho ho, jesteś moją jedyną nadzieją, help pliska.

Nie nazywałbym tego wpisu poradnikiem prezentowym, ani nawet poradnikiem dbania o siebie, ale nie ukrywajmy, I’m a man of wealth and taste, i aż żal byłoby się nie podzielić wiedzą. Pamiętajcie, że chociaż jeśli chodzi o zapachy, to często kwestia gustu, starałem się wybrać rzeczy jak najbardziej uniwersalne. Zapachy, które polecam, to te które przypadły do gustu nie tylko mi, ale też brodatym mordom z mojego otoczenia. Na przykład mojemu przyjacielowi Rafałowi, który jest okładką tego wpisu. W życiu byście nie powiedzieli, ale jeszcze kilka lat temu wyglądał jak pierwszy lepszy dresik, a teraz proszę – ładna i zadbana ta moja morda brodata, piękny kawaler na wydaniu na szwajcarskiej emigracji.
To dzięki moim radom możesz wyklikać to ciacho na tinderze.
Starałem się też, żeby były to rzeczy łatwo dostępne. Większość z nich dostaniesz w pierwszej lepszej drogerii internetowej, chociaż osobiście polecam raczej wybrać się do swojego lokalnego barbera – ceny powinny być podobne, ale nie będziecie zamęczać kurierów przed świętami i stresować się, że paczka nie dojdzie.

Żeby zadbać o mordę brodatą, trzeba najpierw mieć mordę brodatą. Jeśli zastanawiacie się, czy istnieje magiczny środek przyspieszający zarastanie męskiego pyska, to spieszę z odpowiedzią.
Nie.
Myślicie, że gdyby istniał, to miałbym na twarzy to, co na niej mam? Nie.
Trzeba się pogodzić z tym, co się ma, zabrać to do barbera i pozwolić specjaliście wyciągnąć z tego, ile się da. Dlatego, jeśli twoja morda brodata nie ma jeszcze swojego ulubionego golibrody, moim pierwszym poleceniem będzie voucher. W Olsztynie polecam Bold Barber na starówce, w Warszawie Ferajnę (chociaż to na bank nie jedyne dobre miejsce). W innych miastach polecam poszukać, salonów teraz bez liku. Cokolwiek by brodacze nie mówili, nie znam żadnego, który potrafi sobie sam zrobić dobrze. A na pewno nie tak dobrze, jak zrobi to barber. No i często pogada, wysłucha, da pić. Barberzy to złoci ludzie, prawie jak barmani.

A jak już barber wytnie, co ma wyciąć, można zacząć dbać. Podstawa to kartacz i coś czym, można brodę umyć, odżywić i ułożyć.

Kartacz, czyli szczotka do brody, która wyglądem przypomina coś, czym normalnie czyści się buty albo konia, a nie człowieka, to konieczność. Jego głównym zadaniem jest nie tyle ułożyć brodę, co zadbać o skórę pod nią. Porządne czesanko rano usunie martwy naskórek, poprawi ukrwienie i pobudzi skórę do produkcji sebum. Czyli sprawi, że brodacza nie będzie swędziało. Najpopularniejsze są te z włosiem dzika i je właśnie polecam najbardziej.

Ale przed czesankiem przydałoby się brodę porządnie umyć. Do wyboru są mydła i szampony. Moje ogólne wrażenie jest takie, że mydła w kostce lepiej czyszczą, a szampony ładniej pachną, ale to czysto subiektywne odczucie. Dlaczego nie myć brody zwykłym mydłem, szamponem czy żelem pod prysznic? Żeby uniknąć podrażnień skóry, tępego w dotyku i matowego zarostu.

Moje ulubione kosmetyki do mycia brody: naturalne mydła ZEWMasveri, Waligóra z mydlarni Cztery Szpaki, szampon ProrasoRica Opuntia Oil for Man.

Po myciu przychodzi czas na odżywianie i tutaj, moim zdaniem, król jest jeden. Odżywka w piance Reuzel o zapachu rozmarynu i rumianku. Ułatwi rozczesywanie, umożliwi wyciągnięcie jej na szczotkę, jeśli ktoś lubi, stonizuje i nawilży, co trzeba.

Ostatni, ale nie najmniej ważny krok w pielęgnacji, to układanie. Do tego służą olejki i balsamy, które oprócz poskromienia brody, zabezpieczą ją na cały dzień i sprawią, że nie będzie chłonęła zanieczyszczeń i zapachów.
Tutaj oferta jest największa, a przez to wybór najtrudniejszy. Zapachów jest wiele i potrafią utrzymywać się przez cały dzień. Moje absolutne hity (i bardzo proszę docenić, że się dzielę, bo wcale mi się nie uśmiecha, że więcej ludzi będzie miało brody, od których nie można oderwać nosa) to:
Proraso Wood & Spice (oszałamiające drzewa i zioła), Gasoline (jak skórzane wnętrze starego amerykańskiego samochodu) i Bulleit (burbonowate i słodkawe nuty wanilii, karmelu, pomarańczy i pieprzu) od Pan Drwal, Apothecary 87 – original recipe o drzewno-kwiatowych nutach.

Mój obecny zestaw to szampon i olej Proraso Wood & Spice, odżywka Reuzel i balsam Bulleit i olej Gasoline od Pan Drwal, i jestem z niego bardzo zadowolony, nie zmieniam go od dłuższego czasu i polecam każdemu. Ale polecam też poszukać samemu, bo na rynku dzieje się naprawdę dużo i prawdę mówiąc, kompletnie tego nie śledzę, no bo ja was proszę, bez przesady, mi tylko zależy, żeby broda jakoś wyglądała i żeby moja dziewczyna chciała się do niej przytulać. A ona chce. Polecam serdecznie mycie się, nic tak nie działa na kobiety.