Zorientowałem się ostatnio, że utknąłem w bańce. Socialmediowej szklanej kuli, w której sam się zamknąłem. Chciałbym móc powiedzieć, że zrobił to Facebook albo inny zgniły zachodni podmiot, ale zrobiłem to sam. Na własne życzenie.

Facebook (ograniczę się tu do tego podwórka, chociaż w pozostałych social mediach jest podobnie) dostarczył mi narzędzie, algorytm, którym tę bańkę sobie wydmuchałem. Tak długo wycinałem ze swojej ściany wszystko, co mnie drażniło, że zostałem z jednym rodzajem treści. Z kontentem, który mi odpowiada. Od rzeczy lżejszych do cięższych, ale w ogromnej większości pochodzących od źródeł, które lubię, z którymi się zgadzam, których treści lajkuję. Tak ludzi, jak i stron. Doprowadziło to do śmiesznej sytuacji, w której mój główny feed składa się z mieszanki blogerów, kilku zagranicznych magazynów, trzech czy czterech śmieszkowych fanpażków i paru znajomych.

Stworzyłem wokół siebie coś na wzór poklepującego się po plecach kręgu, gdzie wszyscy myślą podobnie, rzadko się kogoś gani (a raczej rzadko gani się kogoś innego niż zwykle), i prawie tego nie zauważyłem. Tkwienie w takiej bańce, która sprawia, że rzadko patrzysz na drugą stronę, na trzecią jeszcze rzadziej i coraz mniej masz okazji do opuszczania swojej strefy komfortu, rozleniwia. Rozpuszcza. Jest niebezpieczne. Otoczenie się samymi ludźmi myślącymi podobnie, zamknięcie się wśród nich, jest bliskie mentalnego samobójstwa. Na szczęście jestem w miarę świadomym użytkownikiem. Widzę, że do tego doprowadziłem, wiem, jak temu przeciwdziałać. Tworzę osobne feedy, wychodzę z Fejsa w inne miejsca, wychodzę z internetu w inne miejsca. Radzę sobie.

JAK FACEBOOK PSUJE ŚWIAT

Nie każdy jest świadomym użytkownikiem, chociaż moim znajomym może wydawać się to dziwne. Dla niektórych, żeby nie powiedzieć większości, edge rank to tylko dwa obco brzmiące słowa, innym jest zwyczajnie wygodniej w takiej bańce.
To, że prowadzi to do zatrzymania rozwoju, do utknięcia w jakiejś dziwnej strefie, to jedno. Zdecydowanie gorsze jest to, że to zwyczajnie psuje ludzi.

W najprostszym rozumieniu, poprawcie mnie, jeśli się mylę, algorytm Facebooka podsuwa ci rzeczy podobne do tych, które już polubiłeś, i te, które lubią ludzie, którzy lubią to, co ty. Lajkujesz lewactwo, dostaniesz więcej lewactwa. Lajkujesz prawactwo, dostaniesz więcej prawactwa. Komentujesz i szerujesz kotki, będzie więcej kotków. Polubiłeś fanpage pary, która sprzedaje swoją prywatność, przekuwając ją w śmieszkowe dialogi, to pogódź się z tym, że będziesz widział ich śmieszkowe dialogi. Gimnazjalista żyjący YouTubem, będzie widział posty swoich żyjących YouTubem znajomych i posty samych youtuberów, o związkach będzie uczył się od Sexmasterki, a o polityce opowie mu zamknięty w schowku na szczotki Mariusz Max Kolonko.
W świecie, w którym internet gra coraz większą rolę, jest to niebezpieczne. W internecie, w którym Facebook gra coraz większą rolę, jest to bardzo niebezpieczne.

źródło: Kwantowo.pl

A teraz wejdźmy w to głębiej. Co najbardziej lubią ludzie? Nie, nie porno i kotki. To znaczy też, ale oprócz tego. Tak! Teorie spiskowe. Niech ktoś łyknie hasło o spisku szczepionkowym. Dołączy do antyszczepionkowych grup, polajkuje antyfarmaceutyczne fanpage. Co dostanie, oprócz większej ilości antyszczepionkowego kontentu oczywiście? Więcej teorii spiskowych. NWO, chemtrails, płaska ziemia, testy broni elektromagnetycznej. Więcej ksenofobii i lęków. Im więcej widzisz tego wokół siebie, tym bardziej zaczynasz w to wierzyć.
Widzę coraz więcej tego typu treści, tyle osób o tym pisze, prawie wszyscy w internetach, coś w tym musi być, nie?
Nie widać, że to bańka, bo bańka ma przezroczyste ściany. Algorytm działa po cichu. W tle. Peter Sloterdijk pisał o kryształowym pałacu. Teraz my ten pałac wypełniamy szklanymi kulami. Każdy swoją. Wszystko przez coś, przez co powinno nam żyć się lepiej. Dlatego, że lęki łatwo się klikają.

Dlatego, że ludzie karmią lęki, a lęki karmią ludzi.