Z fryzurami na wesele zawsze wychodzi tak samo.

Bo zwykle  jest tak, że idealnej sukienki poszukuje się całymi dniami, jeśli nie tygodniami, przeklikując się przez Pinteresty i tumblry, zbierając inspiracje, zmieniając dziesiąty raz koncepcję i styl (a może jednak nie brać tej sukienki do ziemi z koronkową lamówką w kolorze złamanej bieli? Bo może jednak panna młoda nie jest postępowa i uzna to za jakąś formę manifestu, za atak na swój dzień i jej łzy obciążą twoje sumienie, mimo że złamana biel to przecież nie biel?).
Idealne buty już się ma albo kupuje je na początku sezonu za gruby hajs, bo przecież na butach oszczędzać nie wypada, tańczy się przecież lepiej w takich trochę droższych, co się nie wygną przy pierwszych „Majteczkach w kropeczki”, a i przyczepność podczas walki o wianek zapewnią lepszą.
Idealny makijaż, w którym będzie dobrze się czuła, każda szanująca się kobieta najlepiej zrobi sobie sama.

A fryzura?
Nie masz pomysłu, więc idziesz do fryzjera, który też nie ma pomysłu.
„Koka weselnego raz, poproszę, migusiem”.
I czasem jest tak, że ta utwardzona lakierem misterna konstrukcja z loków trzyma się przez następny tydzień, a gołębie zakładają sobie w niej gniazdo. I wszyscy są zadowoleni. Wszyscy, w sensie gołębie i twoja babcia, która uważa, że wyglądasz bardzo dystyngowanie.
A czasem jest… jeszcze gorzej. To nawet gniazdo nie jest, na boczek nie da się zaczesać, bo grzebień się łamie, i zaczynasz się zastanawiać, jak wyglądałabyś obcięta na chłopca.
I koniec końców na zdjęciach wyglądasz smutno jak surykatka w depresji, ale nawet nie możesz sobie popłakać, bo makijaż.

Więc może warto wziąć sprawy w swoje ręce i w końcu zacząć wyglądać jak gwiazda?

Specjalnie dla was (bo wcale nie dla siebie) przetestowałam kilka fryzur i wybrałam spośród nich te, które są najprostsze, najdłużej wytrzymują bez poprawek i, nie ma co się oszukiwać, są po prostu najładniejsze:

Kok banan w stylu Hollywood

Sam „La la land” niespecjalnie mnie urzekł, za to z prawdziwą przyjemnością patrzyłam na to, jak wygląda Emma Stone. Jest idealnie słodka, dziewczęca i stylowa. Więc jeśli lubicie taki prosty i klasyczny styl, a  skomplikowane upięcia, loczki przy twarzy i frymuśne warkocze nie są dla was, wypróbujcie tę fryzurę:

Sama nosiłam ją z powodzeniem już przy wielu okazjach i za każdym razem trzymała się bez zarzutu do wieczora. Pierwszy raz pokazałam się w niej w Wielkanoc w rodzinnym domu Konrada. Tego to właśnie dnia, sprawdzając, czy z moim kokiem wszystko w porządku, strzeliłam sobie w toalecie najbardziej popularne zdjęcie w historii mojego Instagrama:

Wskazówki:

  • przede wszystkim nie śpiesz się. W instruktażu zalinkowanym powyżej Jackie skręca włosy bardzo szybko i można odnieść mylne wrażenie, że nasze dłonie powinny być równie szybkie. Otóż nie – prędkość filmu jest podkręcona i dam głowę, że było kilka dubli. Sama wpadłam w tę pułapkę i przez pierwsze kilka prób zżymałam się ze złości, bo nieumiejętnie i niedokładnie zwinięte włosy podpięte byle jak wsuwkami rozpadały się i zwisały smętnie nad karkiem. Przy pierwszych razach warto poświęcić trochę więcej czasu temu upięciu, by się go porządnie nauczyć;
  • kok sprawdza się równie dobrze również jako fryzura na poprawiny. Wtedy chowasz potargane i pogniecione loki w zgrabnym upięciu i nikt ci nie powie, co te włosy wczoraj robiły i gdzie bywały;
  • warto zadbać przy myciu o to, by włosy były błyszczące. Przy tym upięciu włosy nie potrzebują tekstury, więc można szaleć do woli z olejkami;
  • przygotowanie sobie zawczasu tak około miliona wsuwek ułatwi znacznie pracę. Czasem zużyjesz cztery, a czasem dwadzieścia będzie mało – to chyba od fazy księżyca zależy;
  • i weź kilka wsuwek do torebki. Na wszelki wypadek. A nuż się zdarzy, że księżyc będzie tej nocy wyjątkowo wredny.

Niski kok z niegrzeczną nutką

Bardzo proste upięcie. Tak proste, że sama byłam zaskoczona, jak dobrze to wygląda przy minimalnym nakładzie pracy. Kate Hudson pojawiła się w takim wydaniu na wielu czerwonych dywanach i za każdym razem wyglądała świetnie, bo ta fryzura idealnie do niej pasuje – energicznej, pewnej siebie i uśmiechniętej od ucha do ucha. Więc jeśli chociaż trochę się z nią utożsamiacie, to to upięcie jest dla was! Prosty tutorial na podobną fryzurę znajdziecie u Confessions of a Hairstylist:

Wskazówki:

  • zero nawilżających i wygładzających odżywek po myciu – a nawet skłonna jestem poradzić, byście użyły takiej, która robi wam puch z włosów. Zbyt wygładzone włosy nie uzyskają tej lekkiej objętości, a im bardziej włosy będą szorstkie, tym dłużej to uniesienie się utrzyma;
  • więcej wsuwek to zawsze lepiej, ale warto się postarać, by nie było ich widać;
  • długość włosów można przed spięciem natapirować – rzadko która z nas ma tyle włosów, ile modelka w filmiku, a efekt pełnego objętości koka jest w tym przypadku bardzo pożądany;
  • w miejsce sprayu teksturyzującego można użyć suchego szamponu;
  • nie warto przesadzać z lakierem – góra ma pozostać leciutka jak chmurka;
  • fryzura wyjdzie idealnie na trochę zniszczonych włosach (szach mat, włosomaniaczki).

Kobiece półupięcie jak z komedii romantycznej

Idealne dla dziewczyn, które lubią chwalić się swoimi długimi, zadbanymi włosami, ale znudziły im się już klasyczne fale (bo połowa długowłosych przecież takie nosi). Pięknie odsłania twarz, pozostawia pole do popisu dla zręcznych rąk, a nie ujmuje nic z długości i rozkoszne fale nadal mogą robić wrażenie na postronnych. Dodatkowo, jak właśnie w przypadku Doutzen Kroes i Jessiki Chastain, wygląda bardzo naturalnie i dziewczęco – jakby gwiazdy nie spędzały godzin u fryzjera, tylko naprędce same coś tam sobie zamotały, będąc już jedną nóżką, obutą w sandały od Manolo Blahnika, na czerwonym dywanie.
Szukając pomysłu na fryzurę w tym romantycznym stylu, u Missy Sue znalazłam bardzo prosty, ale efektowny… kłos zawinięty w kwiatka (?):

Włosy upięte w ten sposób po całym dniu spędzonym na wsi wyglądały tak:

Wskazówki:

  • jeśli nie cieszycie się burzą włosów jak u Missy Sue lub nie macie na podorędziu doczepów jak większość włosowych youtuberek, warto włosy wcześniej zakręcić. Na wałki, lokówką, czymkolwiek – nabiorą objętości i będą prezentowały się znacznie ładniej w takim wydaniu;
  • nie martwcie się, jeśli zawijas nie będzie do końca przypominał kwiatka – mnie się do końca nigdy nie udało, a i tak wygląda super;
  • zamiast kłosa można równie dobrze zapleść klasyczny warkocz – wtedy „płatki” będą po prostu większe;
  • włosy znad skroni można wcześniej zapleść w półdobierańce albo półliny, jeśli wam się chce, ale to dużo zachodu, wesele już za chwilę, a przecież jeszcze nie wyprasowałyście koszuli swojemu partnerowi 😉

Post ten planowałam jeszcze z perspektywy posiadaczki włosów długich, więc większość rad w nim zawartych skierowanych jest do takich osób, ale od poniedziałku jestem już po drugiej stronie barykady. Więc jeśli chciałybyście, bym wypróbowała kilka fryzur dla włosów krótszych, nie bójcie się pisać w komentarzach – może uda mi się to zrobić jeszcze w tym półroczu (lipiec też się zalicza, no nie?).

Powodzenia!
(i połamania obcasów w tańcu, a nie na schodkach przed kościołem)