W końcu sypnęło śniegiem, a prognoza mówi, że nie skończy się na jednym takim dniu. Z taką pogodą zwykle wiąże się porzucenie cienkich bluzeczek, które jeszcze przed chwilą z powodzeniem mogłyśmy nosić pod kurtkami, na rzecz ciepłych swetrów.

Ta część garderoby, poza walorami grzewczymi i dekoracyjnymi (te gwiazdki, te fikuśne sploty…), ma jedną potężną wadę – kołtuni, elektryzuje, a nawet niszczy włosy, zwłaszcza te długie i puszczone samopas w okolicach szyi i ramion. Całe godziny trzeba później spędzić na rozczesywaniu nadkarcznych filców, które na myśl przywodzą raczej zaniedbanego pasterskiego psa niż schludną młodą kobietę. Związanie ich na stałe w koka na czubku głowy lub nawet obcięcie jawi się wówczas jako jedyne wybawienie od zimy i tych złośliwych swetrów.

Och, czyżby? 😉

Podwójny twist z pętelką

Wskazówki:

  • za każdym razem wychodzi inaczej
  • idealna fryzura dla dziewczyn, które lubią, gdy im się coś majta koło twarzy
  • w wersji glamour nada się nawet na fryzurę sylwestrową (tu patrz, jak w niej tańczę)
  • rozciągnięcie włosów przy skórze głowy w momencie wiązania pierwszego kucyka ma duże znaczenie, ponieważ dzięki temu fryzura wygląda ładnie i proporcjonalnie, a bez tej czynności jest płaska jak lotniskowiec
  • warto włosy wcześniej delikatnie natapirować, by miały większą objętość – nie ma tu skomplikowanego plecenia, więc tapir nie będzie w czesaniu przeszkadzał, a zrobi dużą różnicę szczególnie przy cienkich włosach
  • gdy masz włosy za łopatki – nie próbuj długich końców włosów bezpośrednio podpinać pod spód  (been there, done that, brzydko wygląda) – podziel pędzel na dwie części, przełóż je na krzyż i dopiero podepnij
  • pasma fruwające przy twarzy można podkręcić lokówką, będzie romantycznie
  • włóż sweter przed czesaniem, bo inaczej wszystko spieprzysz (również been there, trzeba robić od początku i jest przykro)

Grunge’owe koczki 

Wskazówki:

  • nie przejdziesz nigdzie niezauważona
  • dzieci w wieku gimnazjalnym mogą się z ciebie śmiać, ale wtedy zmroź je swoim grunge’owym wzrokiem i pokaż im język, niech wiedzą, kto jest górą
  • przygotuj się psychicznie na to, że znajomi będą wkładali w nie palce, by sprawdzić, co tam jest ciekawego w środku
  • im dłuższe włosy, tym ciekawszy efekt
  • przydadzą się dobrze trzymające gumki i dobre wsuwki
  • i jeszcze przyda się suchy szampon
  • pilnuj, by zebrać ciasno włosy znad karku, aby nie powstał nieestetyczny, obwisły farfocel
  • jak przedziałek wyjdzie trochę krzywo (jak mi), to się nie martw – w końcu ta fryzura ma być trochę nieporządna
  • po związaniu kucyków podziel każdy na trzy pasma, każde pasmo spryskaj suchym szamponem/sprayem teksturyzującym/obsyp delikatnie mąką ziemniaczaną, następnie każde pasmo ODDZIELNIE trochę natapiruj, by zyskało objętość; spleć je ze sobą luźno i dopiero upnij koczek – różnica jest całkiem spora, szczególnie przy cienkich, śliskich włosach. O, właśnie taka:

  • włóż sweter przed czesaniem – nie przejdzie ci przez głowę, bo masz przecież na niej dwie okrągłe anteny (chyba że to sweter z suwakiem z tyłu – cudowny wynalazek, bo nigdy nie pamiętam kolejności „najpierw ubranie, później czesanie”. I do tego bosko wygląda)

Holenderski kok

Tu kilka słów wstępu. Zakładam, że holenderski warkocz jest powszechnie znany, ale gdyby ostała się jakaś owieczka, która nigdy nie trafiła na jego fotogeniczną wypukłość chociażby na Instagramie, może złapać podstawy tu. Mój warkocz na zdjęciach w czerwonym swetrze to po prostu podpięty holender – żaden kosmyk włosów nie ma szansy dotknąć swetra, a sam warkocz umiejętnie rozciągnięty bardzo przyciąga wzrok  i sprawia wrażenie, jakbym włożyła w niego dużo pracy – otóż nie 😉

Gdybym miała grube, ciężkie włosy, czesałabym się właśnie tak, jak poniżej – ale nie mam. To propozycja dla dziewczyn z naprawdę dużą ilością włosów, a efekt jest zjawiskowy:

Wskazówki:

  • najlepiej zacząć jak najbliżej czoła się da – wtedy warkocz będzie miał szansę „pogrubieć” w trakcie plecenia
  • jeśli jesteś początkująca, a nie jesteś zapaloną fitnesiarą, po pierwszych kilku minutach czesania mogą zacząć ci omdlewać ręce i trząść się ramiona – to z czasem mija (kiedyś nie mogłam utrzymać rąk w ten sposób przez 40 sekund i klęłam ze złości)
  • pleść należy dość ściśle, ale nie tak, że wyjdą ci gałki oczne
  • po zakończeniu warkocza gumką delikatnie porozciągaj kolejne partie – te wszystkie olbrzymie warkocze, które widzicie w social mediach, to właśnie głównie porozciągane do granic możliwości „dutch braids”
  • jeśli spryskacie swojego holendra suchym szamponem/sprayem teksturyzującym/od biedy lakierem, to efekt rozciągania będzie puszystszy i ładniejszy
  • jeśli nie podpinacie warkocza i chcecie puścić go luzem, warto podpiąć go do nasady w okolicach karku – będzie tworzył wtedy z głową zgrabną linię (trochę dinozaurzą, a ja bardzo lubię dinozaury)
  • a jeśli kochacie potargane koki, opcja holender plus potargany kok to wspaniała rzecz:

No to szczotki w dłoń! Chyba nie chcecie, by śnieżna zima widziała was takie potargane i nieuczesane?