Pewne czasy już dawno minęły. Razem z wciągniętymi kasetami magnetofonowymi Hey, straszeniem Laurą Palmer z Twin Peaks i podbieraniem kosmetyków kupionych za długo ciułane kieszonkowe. Minęły, ale ja nadal nią jestem. Nią. Tą najmłodszą.

Tak, przyznaję się – jestem młodszą siostrą. I to nawet nie pojedynczą, a podwójną młodszą siostrą. Całe moje dotychczasowe życie spędziłam w tym stanie fizyczno-emocjonalnym, mimo że tylko połowę tego życia mieszkałam pod jednym dachem z dwiema starszymi siostrami.

Co jakiś czas świadomość tego do mnie wraca. Szczególnie wtedy, gdy Konrad odpala nową grę, a ja siedzę obok niego jak urzeczona i zapominam o kipiącym na kuchence gulaszu, rozwieszeniu prania, napisaniu notki czy zapłaceniu rachunku za prąd – #najgorzej, bo nie da się grać na konsoli przy świecach.  Nie odczuwam wtedy potrzeby grania, nawet nie za bardzo mi się chce, ale za to jestem mistrzem zasłaniania twarzy rękami przy strasznych scenach, udzielania rad typu: Uważaj, z tyłu! i zadawania niecierpiących zwłoki pytań o sprawy metafizyczne, gdy Konrad przechodzi szczególnie trudny fragment gry. Gdy sięgam pamięcią wstecz, przypominam sobie siebie siedzącą na małym stołeczku obok starszej siostry, klnącej za każdym razem, gdy Larę Croft w trzeciej części Tomb Raidera zeżarł tygrys albo przejechał pędzący z górki kamień. Czekanie na swoją kolej w kolejce do komputera, sztuk jeden na cały dom, jak w każdej szanującej się polskiej rodzinie w okresie, gdy internet robił tidum-tidum-tssssss, mijało się z celem. Szczególnie gdy było się młodszą siostrą, a starsi mieli przed tobą pierwszeństwo, bo tak. Nauczyłam się więc odczuwać przyjemność z samego patrzenia na granie (no może nie na grę w sapera, chociaż i to mi się zdarzało). I mam tak do dziś, chociaż kolejka jest zdecydowanie mniejsza i w końcu mogę ponadrabiać zaległości w graniu.

Przyzwyczaiłam się też, że więcej mi wolno. Podczas gdy starsze siostry torowały mi drogę w kwestiach randkowych, imprezowo-koncertowych i używkowych, ja się beztrosko bawiłam kucykami Pony w Dziki Zachód (ach, co to były za potyczki – kucyki indianie kontra kucyki kowboje!). Gdy dorosłam na tyle, by zacząć interesować się czymś innymi niż kreskówkami na Polonii 1 i RTL 7, zasady w moim domu były już ustalone. Zdziwiona obserwowałam potyczki moich koleżanek z rodzicami, siłowanie się na spojrzenia, zakazy i nakazy, podczas gdy mi było więcej wolno niż im. I niż moim siostrom w moim wieku.

Gdzieś w samym środku siebie jestem też przeświadczona, słusznie bądź nie, że mnie da się więcej wybaczyć. W końcu konsekwencje moich wybryków ponosiły w większej mierze moje starsze siostry, które miały mnie pilnować, bo przecież jestem młodsza i z racji wieku mogą mi do głowy przyjść różne głupoty, za które z racji wieku odpowiada ktoś, kto jest starszy i kto miał pilnować, by mi te głupoty do głowy nie przyszły, a gdyby już przyszły, to im zapobiec w odpowiednim czasie. Trochę też wzięło się to z bajki o trzech siostrach, w której ta trzecia była tą najmilszą, najgrzeczniejszą, tańczącą z wiewiórkami na ramionach i mającą wieeeelkie oczy, które nie pozwalają się nikomu na nią gniewać. Chyba że złej czarownicy. One się zawsze gniewają.

Podczas kłótni nie zawsze muszę mieć rację. Od dzieciństwa utwierdzana w przekonaniu, że starsi zawsze mają rację/wiedzą lepiej/zamknij się, gówniaro, nie trwam uparcie przy swojej wersji. A może rzeczywiście ten ktoś inny ma rację? Z tego względu umiem też przepraszać, bo być pokłóconym ze starszą siostrą, która zawsze wymyśla najfajniejsze zabawy/uszyje z niczego sukienkę dla lalki Barbie/umie obsłużyć magnetowid, by włączyć kucyki Pony, na dłuższą metę nie było przyjemne (potem tata nauczył mnie obsługiwać magnetowid, co skończyło się na wciągnięciu kasety z komuniami obu sióstr i moim debiutem na ekranie w białych śpiochach, ale umiejętność przepraszania pozostała).

Zabawnym aspektem syndromu młodszej siostry jest odruchowe wykonywanie drobnych poleceń i czynności. „Trzeba iść do sklepu po coś tam, bo się skończyło” – mówi Konrad, a ja już w butach i kurtce czekam na listę zakupów, mimo że jemu chodziło tylko o to, że tę listę należy zacząć tworzyć. Komuś rozsypią się na podłogę kartki, gdy stoję obok? Rzucam się do zbierania. Ktoś nie może dosięgnąć siatki w Biedronce? Podam i to od razu trzy. Gdy starsza siostra mówi: „Napiłabym się herbaty”, to od razu wiem, ile mam wsypać łyżeczek cukru (cztery) i że przydałoby się do tego jakieś ciastko. Albo kanapka z serem. Na majonezie. Bo przecież masło tuczy. I nie, nie czuję się wykorzystywana. Po prostu tak mam.

Bycie młodszą siostrą przekłada się również na moje kontakty z kobietami – do których przyznałam się już w jednej z moich pierwszych notek Nie umiem w koleżanki, a gdy już w nie umiem, to albo dążę do tego, by wśród moich rówieśniczek wyróżniać się lekkością myśli, żartami i skupianiem uwagi na błahostkach, albo po prostu przyjaźnię się z tym odrobinę starszymi, przy których nie muszę zgrywać młodszej. Bo nią jestem i one to wiedzą.

A gdy czasem chcę, by ktoś spojrzał z daleka na moje wydumane problemy i pocieszył mnie w mej głębokiej melancholii, po prostu dzwonię do niej. Do starszej siostry.

I wiem, co usłyszę. Coś, co ukołysze moje myśli i przypomni, że świat nadal jest na właściwym miejscu.
Śmiech.
„O rany, K, jaka ty nadal jesteś głupia”.


  • Karolcia

    Szkoda, że to przecieranie szlaków nie dotyczy starszych braci. U mnie to ja zawsze miałam gorzej jeżeli chodzi o wszelkiego typu wyjazdy czy wracanie po nocach, mimo że jestem młodsza. Ale zawsze jest ten aspekt kobiecy – on może pojechać na samotną wędrówkę brzegiem morza, ja nie, bo to niebezpieczne. On może wracać przez pół Europy autostopem, ja w góry i to z koleżanką muszę jechać pociągiem. Niby logiczne, ale strasznie wkurza. PS Zawsze chciałam mieć siostrę (ale to chyba normalne, że chce się tego, czego się nie ma ;))

    • Ka

      Wydaje mi się, że może na jego tle wydawałaś się rodzicom krucha i delikatna 😉 Ja zazdrościłam koleżankom niewiele starszych braci, bo przyprowadzali do domu fajnych kolegów i opiekowali się swoimi młodszymi siostrami na imprezach.

      • natalia natlik

        Nie zawsze tak jest – mój niewiele straszy brat (3 lata, w sumie teraz to niewiele, ale kiedyś istna przepaść) owszem, przyprowadzał do domu fajnych kolegów, ale co z tego skoro oni mieli mnie za totalną gówniarę i mówili na mnie „Rychu”

        • Karolcia

          K. – pewnie tak 😉 Niestety mój brat nie z tych imprezowych 😛 I faktycznie – zawsze jest to traktowanie typu „młodsza siostra = a, to nawet nie zwracam uwagi”.

          • Ka

            Ej, zrujnowałyście moje nastoletnie złudzenia -_-‚

          • natalia natlik

            Oj tam, przynajmniej już wiesz, że nie było czego zazdrościć;)

        • S.

          Rychu 😀

  • Cheshire Cat

    Zazdroszczę Ci tego, ale tylko troszkę. Jestem starszą siostrą, a do tego najstarszą wnuczką, więc to ja zawsze toruję drogę w mojej rodzinie. Nie zawsze jest to pozytywne doświadczenie, ale bardzo usamodzielnia. Nauczyłam się też walczyć o swoje jak nikt inny i cieszyć się jak małe dziecko z wygranej – choćby to była błahostka.
    PS. Mam podobny odruch z zakupami i herbatą, to nic nadzwyczajnego.

    • Chwileczka

      Mam tak samo jak ty 😉 Zawsze musiałam być tą najodpowiedzialniejszą i najgrzeczniejszą, przez co młodsi często uznawali mnie za sztywniarę. A z władzy najstarszej niewiele skorzystałam bo młodsi jakoś opornie się jej poddawali… Do dziś zostało mi to poczucie odpowiedzialności za cały świat co niesamowicie utrudnia życie.

      • emmmm

        o matko! poczucie odpowiedzialności za cały świat. to tak ma każda najstarsza z rodzeństwa? potwierdzam – bardzo utrudnia i sprawia że nigdy nie jestem dla siebie najważniejsza. bardzo trudno się tego oduczyć

        • Potwierdzam! Jako najstarsza z sióstr :D. Ciekawe, co moja najmłodsza, by napisała na ten temat ;).

  • Ojej. Uroczność 🙂

  • Rakshata

    Czyli jeśli po tylu latach, nadal potrafię spędzać czas przy grze, będąc tylko biernym obserwatorem jednak nie jest to nienormalne? Kamień z serca, dzięki K! 🙂

    • Ka

      Najwyżej obie jesteśmy nienormalne 😉

      • Fruzia

        I ja! I ja! 😀

  • Karolina

    Hehe jestem najstarszą siostrą, moja najmłodsza ma obecnie nieco ponad 4 miesiące:) (czyli 23! lata różnicy)
    zastanawiam się, jak to będzie, gdy podrośnie i zacznie mieć „dorosłe” problemy. Chciałabym, żeby w takich chwilach także dzwoniła do mnie ❤

  • Leokadia Nyka

    Nie mam rodzeństwa, mam za to dużo kuzynostwa, z którym się wychowywałam – i oprócz dwóch męskich sztuk – wszystko młodsze. Dopiero teraz dotarło do mnie, dlaczego lubię kumplować się z młodszymi 😀 Mam tylko jedna starszą ode mnie ciut koleżankę, ale jest tak samo jak ja infantylna 😀

  • Sympatycznie 😀 Jestem siostrą teoretycznie starszą, bo mam młodszego brata. I doskonale widzę, że mu zawsze było wolno więcej (szczególnie że jest chłopakiem), dodatkowo przeze mnie zawsze zachowywał się trochę doroślej. Dodatkowo mam siostrę bliźniaczkę- to już w ogóle bardzo osobliwa relacja- i póki chodziliśmy wszyscy razem do liceum w jednym mieście byliśmy w nim doskonale znani, mieliśmy wspólnych znajomych, nasze światy zawsze się jakoś przenikały. W zasadzie więc nie mam ani starszego, ani młodszego rodzeństwa 😀

  • Ostatnie zdanie tekstu to chyba część łącząca wszystkie starsze siostry – zawsze będziemy dla nich młodszymi siostrami, żyjącymi w trochę innym, takim swoim świecie, z całkiem innymi problemami 😉

  • Hairmiona Splątana

    Z tym odruchowym wykonywaniem drobnych poleceń i czynności to ja też tak mam! A jestem starsza siostrą – bo z kolei oni tacy mali, trzeba im pomóc 😉

  • Milena

    Rówenież mam ten syndrom młodszej siostry! Zostałam przysposobiona do tego stanu bycia przez troje starszego rodzeństwa. Podobnie jak Ty przywykłam do działań na rzecz starszyzny, na przykład takich jak gotowość do wyjścia do sklepu. Z drugiej strony to piękne, że zawsze mogę liczyć na wsparcie ze strony całej trójki, wszyscy jesteśmy w pewnym sensie od siebie zależni, taka symbioza. Pozdrawiam cieplutko w tę bezsłoneczną jesień. 😉