Zastanawialiście się jak wiele par jest ze sobą, mimo że na pierwszy – i często drugi – rzut oka zupełnie do siebie nie pasują? Wystarczy rozejrzeć się po swoim najbliższym otoczeniu.

Dosłownie. Spojrzeć na to, co się dzieje przed samym nosem. Jak ja dzisiaj. Poszedłem do kawiarni popracować. To czasami jedyny sposób, żebym się ogarnął. Zwłaszcza po świątecznej przerwie. Nie jest łatwo skupić się na robocie, kiedy z kąta patrzy na ciebie choinka, z lodówki nie wypity w sylwestra szampan, a prezenty proszą się o to, żeby je przeczytać, puścić na gramofonie albo zacząć w nie grać. Dlatego wychodzę. Poza domem nawet dystrakcja może być inspiracją. Tak jak ta para.

Nie wiem, czy ta dyskusja o imieniu dziecka była spowodowana ciążą, o której właśnie się dowiedzieli, czy rozmawiali sobie o tak, na przyszłość. Mi, jako dowód na to, że to poważny związek, wystarczy fakt, że o tym rozmawiali. Ona siedziała do mnie tyłem, ale na jego twarz miałem całkiem niezły widok. Więc słuchałem. Nie podsłuchiwałem. Podsłuchują tylko zwykli ludzie. Jeśli piszesz, to słuchasz i zbierasz materiały. Taki zawodowy przywilej.

– To może Andżelika? – zapytała z błyskiem w oku.
– Nieee… – Naprawdę skutecznie zamaskował niechęć. Tak w głosie, jak w spojrzeniu. – Wiesz, chciałbym, żeby nasza córka miała jakieś takie klasyczne, tradycyjne polskie imię.
– To może Jena?
– Co? To chyba nawet nie jest imię. A na pewno nie polskie. Chcesz, żeby się z niej śmiali jak z tych wszystkich Dżastinów?
– Głuptasie, jak się pojawia w polskim hymnie, to chyba jest polskie i tradycyjne.
– Co? – Tym razem nie starał się nic maskować. Rozdziawione usta i wytrzeszczone oczy. Lekko zmarszczone brwi i czoło. Pasuje mu ta mina. Mam wrażenie, że wyraz zagubienia jest najwłaściwszym i najpowszedniejszym wyrazem twarzy mężczyzn naszego pokolenia.
– No „Słuchaj, Jeno, coś tam coś tam biją w tarabany”. Mi się podoba.
W pierwszej chwili nie powiedział nic. Chyba chciał, ale się poddał. Ja też bym zrezygnował. Nie próbował tłumaczyć, że ani to imię, ani tym bardziej polskie i tradycyjne. Nic nie próbował. Wypuścił tylko powietrze i zadał pytanie.
– A synowi Taraban?
– Nie no – odpowiedziała rezolutnie. – Chyba trochę dziwnie, co?
– No – rzucił, wstając. Ale nie wyszedł z knajpy. Nie uczynił tej historii wspaniałym tematem dla poczytnego tekstu. Po prostu podszedł do kasy, zapłacił za dwie czarne, wodę i duży wyrób kawopodobny z bitą śmietaną i świątecznym piernikowym syropem, wrócił, okrył ją płaszczem, objął i poszedł żyć z nią dalej.

A ja zostałem, gdzie siedziałem. Milczący i oceniający. No jak oni mają ze sobą spędzić życie? Jak mają wychować dziecko. Przecież ona jest, przepraszam bardzo, głupia. No tak, jasne, w pewnym momencie życia każdy potrzebuje głupiej laski. Ale żeby ją od razu zapładniać? No bez przesady. Biec za nim? W ramach męskiej solidarności pacnąć go w pysk i otrzeźwić?

No nie. Kusi, ale nie wolno. Wiecie dlaczego?
Bo to, co najłatwiej dostrzec między ludźmi, to różnice. Niezależnie od skali. One są tym, co dostrzeżemy jako pierwsze. Nie zależnie, czy spojrzymy tę parę, jakąś grupę, czy całą ludzkość. Tak powinno być, bo różnice pomiędzy nami są ważne, potrafią być piękne, ale nie są najważniejsze.
Słowa starej piosenki mówią, że nie możesz ocenić książki patrząc tylko na okładkę, miodu patrząc tylko na pszczoły, ani siostry patrząc tylko na jej brata. Bo to, co najważniejsze, jest często zakryte i niewidoczne na pierwszy rzut oka.
Najważniejsze jest to, co nas łączy. Nie wiem co ich łączy i nigdy, choćbym się z nimi nie wiadomo jak blisko zaprzyjaźnił, nie będę wiedział na pewno. Bo nie będzie mnie z nimi w pokoju, kiedy są tylko we dwoje i to, co zazwyczaj zakryte, zostaje odkryte. Ale mogę spróbować się domyślić. I mogę wierzyć, że to jest.

Tak jak mogę codziennie próbować szukać tego, co łączy mnie z innymi, zamiast skupiać się na podziałach. Mam już dość podziałów. Podziały w Internecie, podziały w telewizji. Boję się pić sok prosto z kartonu, bo jeszcze nie daj buk zachłysnę się jakimś podziałem.
To moje jedyne postanowienie na ten rok. Skupić się na tym, co łatwo przeoczyć, zamiast z lenistwa wybierać to, co wydaje się proste i oczywiste.

Szczęśliwego nowego roku. Wam, im, ich Jenie i Tarabanowi. Będzie dobrze.

...
No dobra, ale i tak w sumie lepiej Jena, niż Andżelika. Andżela. WTF?