Jeżeli przyszedłeś tu rzucić jakimś fajnym dowcipem o glutenie, to możesz sobie odpuścić. Znam je wszystkie, a jakąś połowę z nich sam wymyśliłem.

wpis powstał we współpracy z marką Schär,
organizatorem kampanii Maj – miesiąc bez glutenu.

To nie jest tak, że kiedykolwiek uważałem celiakię za coś zabawnego. Choroby nie są zabawne. Za to zawsze bardzo śmieszyli mnie ludzie, którzy nawróceni na życie gluten free zaczynali obarczać gluten winą za każdy jeden problem zdrowotny, a wyeliminowanie go przedstawiali jako niezawodny sposób na zbawienie świata i rozwiązanie wszelkich plag trapiących ludzkość. Od nadwagi po globalne ocieplenie i brak szacunku do dorosłych wśród współczesnej młodzieży. Dlatego nie wstydzę się wszystkich stu sześćdziesięciu ośmiu razy, kiedy opowiadałem dowcip o hipsterskiej rosyjskiej ruletce (jedzą sześć pączków, jeden z nich jest z glutenem), ale jednak jest mi ze względu na nie troszkę głupio.
Tym bardziej że sam mam z glutenem problem.

Zaczęło się od tego, że coraz gorzej znosiłem produkty z pszenicy. O ile puszysta jasna bułeczka na śniadanie nie stanowiła problemu, tak po większej ilości produktów z pszenicy zaczynały się kłopoty. Jeżeli na śniadanie była buła, makaron albo pizza na obiad, to wiedziałem, że na kolacje będzie zgaga.
Na początku zakładałem, że to po prostu niestrawność po ciężkim żarciu, ale robiło się gorzej. Drogą eliminacji, bez konsultowania się z nikim poza doktorem Google, doszedłem do wniosku, że winny jest gluten. Ograniczyłem go dosyć mocno i momentalnie rozwiązało mi się kilka problemów gastrycznych, ale też ustąpiły mi objawy, których wcześniej w ogóle nie wiązałem z odżywianiem, jak zmęczenie, wysypka na ramionach, migreny. Nie wspominając o tym, że bardzo szybko, nie zmieniając innych nawyków, zrzuciłem kilka kilo, co w moim przypadku jest nie do ocenienia.

Nie mówię, że zmiana tego jednego nawyku była łatwa. Mieszkanie koło najlepszej piekarni w mieście nie pomogło. Zapach ciepłych bułeczek też nie. Pomogła za to moja dziewczyna, która schodziła rano do sklepu za mnie, żebym nie musiał opierać się niepotrzebnym pokusom. I fakt, że jest mądrzejsza ode mnie. Za każdym razem schodząc po zakupy, pytała, co chcę z piekarni, ja odpowiadałem, że chlebek babuni, ona mówiła OK, a dostawałem i tak coś, co chlebkiem babuni nie było ani trochę, ale przynajmniej nie szkodziło.

Ale świadomość tego, co dzieje się z twoim ciałem i jak reaguje na posiłki, dobra dziewczyna i zapytanie Google o radę (swoją drogą nie musicie tego robić, tu macie dostępny test, który pomoże wam określić, czy możecie mieć problem z glutenem) to jedno. Określenie, co konkretnie jest nie tak, to zupełnie inna sprawa, i do tego przyda się specjalista. Na www.lepiejbezglutenu.pl możecie zapisać się na indywidualne konsultacje telefoniczne, które odbędą się pomiędzy 21 a 27 maja, a na fanpage Schar wziąć udział w sesjach live ze specjalistami. No i zawsze możecie po prostu pójść do swojego lekarza.

Ja, na szczęście, nigdy nie musiałem rezygnować z produktów pszennych całkowicie. Nie kocham już glutenu, mój organizm się z nim nie dogaduje, ale wciąż najbardziej smakują mi rzeczy, w których jest obecny. W moim przypadku skończyło się na raczej niegroźnej nadwrażliwości na gluten, którą według badań może mieć nawet co dziesiąty z was. W innych podobne objawy mogą być oznaką celiakii, czyli czyli dużo poważniejszej choroby, na którą cierpi 1% populacji. I która nie staje się mniej przykra przez wszystkie żarty krążące wokół tematu. Co mnie w tym wszystkim dziwi najbardziej, to fakt, że nikt ze znajomych nie śmiał się nigdy z mojej dziewczyny, kiedy mówiła, że nie może pić mleka, bo nie toleruje laktozy, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto musi rzucić kąśliwą uwagę, kiedy powiem coś o glutenie. Nie wiem, dlaczego jedna z tych przypadłości nosi piętno nieprawdziwej czy niepoważnej, a druga nie, ale nie pozwólcie, żeby jakieś śmieszki powstrzymały was od zbadania się, jeśli podejrzewacie, że ten problem może dotyczyć także was.

Pisząc ten tekst, zjadłem 3 kromki chleba babuni z masłem, rzodkiewką, pomidorem i cebulą, ale na obiad będą placki bez glutenu, więc prawie nie jest mi głupio.