Są wśród ludzi dwa typy, które spotkasz dopiero wtedy, kiedy ujawnisz się jako posiadacz Kindle. Jedni to strasznie pretensjonalne dupki, a drudzy to grupa docelowa tego wpisu.

Te pretensjonalne dupki to wszyscy, którzy twierdzą, że dotyk papieru jest dla mnie nierozerwalnym elementem obcowania z książką albo nie wyobrażam sobie czytania książki, która nie pachnie drukiem i tym podobne bzdury. Jeśli to czytasz, pretensjonalny dupku, to wiedz, że nie masz prawa się na mnie obrażać za nazywanie cię pretensjonalnym dupkiem, bo kiedyś byłem takim samym pretensjonalnym dupkiem jak ty. Na szczęście można się z tego wyleczyć. Nie wiem kiedy, i czy w ogóle, sięgnąłbym po czytnik, gdybym nie wygrał swojego Paperwhite w konkursie. Ale o samym czytniku zaraz, teraz o tej drugiej grupie.

Jeśli masz Kindle, to już wiesz, jeśli nie masz, a chciałbyś, to musisz wiedzieć, że równie często (czyli bardzo często), co pretensjonalnych dupków, przyciąga ludzi, którzy o niego pytają. Jedyna rzecz, którą mam, a o którą ludzie pytają mnie częściej, to dziewczyna, a jako typowy przedstawiciel swojego pokolenia mam przecież masę rzeczy, o które można pytać i ogromną potrzebę, by o nich opowiadać. I właśnie do tej drugiej grupy, ludzi pytających, kieruję ten tekst. Żeby już zawsze, zamiast ciężko wzdychać i z łaską odpowiadać, rzucać linkiem i poprawiać sobie statystyki.

Gdybyśmy uśrednili te wszystkie pytania, wyszłoby coś w stylu „O! Masz Kindle! Polecasz?!”.
Tak, mam! Tak, polecam! Nie rozumiem, czemu krzyczymy!
Kindle to prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaka przytrafiła się mojemu czytelnictwu. Naprawdę czyta się go dużo wygodniej niż papierową książkę. Na tyle wygodnie, że czytam w miejscach, w których wcześniej nie czytałem. Widząc długą kolejkę w sklepie, podjeżdżając tylko jeden przystanek, czekając dwie minuty na autobus i w wielu innych sytuacjach, kiedy normalnie sięgnąłbym po telefon, byleby tylko uniknąć potencjalnie kłopotliwych interakcji z otoczeniem, sięgam po czytnik. Czytam dwie strony w czasie, w którym wygrzebałbym z torby książkę i znalazł właściwą stronę.  Nie zliczę, ile książek przeczytałem dzięki takiemu mikroczytelnictwu.
Czytaniu w dziwnych miejscach sprzyja jego wytrzymałość. Mój Kindle ma jakieś cztery lata i naprawdę trudno dostrzec na nim jakiekolwiek ślady użytkowania poza odciskami moich tłustych paluchów na ekranie (przy okazji – ślady objadania się przy czytaniu z ekranu usuwa się łatwiej niż z papieru). Zaliczył bliskie spotkanie z piaskiem na plaży, wodą w wannie, chodnikiem i paroma innymi czynnikami, mniej lub bardziej naturalnymi, które zniszczyły mi ulubione książki w wersji tradycyjnej.
Bateria trzyma długo. Nie mam pojęcia ile – nigdy mi się nie rozładował. Czytam sporo, a czasami nie wtykam mu nic w gniazdko przez tydzień i więcej, a jak już wtykam, to na chwilę. Doładowuję go po dwie, trzy godziny, jeśli wiem, że będę w drodze, i to w zupełności wystarczy. Za to K rozładowuje swojego bez przerwy w najmniej oczekiwanych momentach. Oczywiście to nie jego wina, ale to też na pewno NIE JEJ WINA. K rozładowałaby wszystko, nawet wywrotkę węgla, zwłaszcza gdyby miała jej nie rozładowywać.
No i setki książek w kieszeni, zamiast garba od jednej średniej grubości książki w twardej oprawie, robią robotę. Tak jak możliwość ustawienia kroju liter i ich rozmiaru.

Jeśli zastanawiasz się, jakiego Kindle wybrać, bierz Paperwhite. Moim zdaniem w tej chwili to najlepszy stosunek jakości do ceny. Jeśli chcesz być bardziej sexy, weź biały. Jeśli cię nie stać, weź tańszy model (bez podświetlenia, a różnica w cenie jest niewielka, więc jeśli nie szukasz oszczędności za wszelką cenę bierz Paperwhite). Jeśli masz za dużo pieniędzy, weź Voyage (fizyczne przyciski <3) i znęcaj się nade mną, bo ja też bym chciał. Potrzebujesz dokładniejszego porównania modeli? Nie pomogę. Miałem w ręku tylko ten model i głupio byłoby wymądrzać się na temat pozostałych. O innych producentach też niewiele wiem. Nie wykluczam, że ktoś robi równie dobre albo nawet lepsze czytniki, ale jakoś średnio w to wierzę i nie chce mi się sprawdzać. Bawiłem się kilkoma innymi i żaden nie skradł mojego serca. Zresztą to nie recenzja ani test porównawczy. Ja tylko, od samego początku, zmierzam do jednej rzeczy i cały czas coś mnie rozprasza.

NAJWIĘKSZA PRZEWAGA KINDLE

To coś, o czym nikt nie pisze. Serio. Czytałem kilka tekstów o czytnikach przed napisaniem własnego i nikomu nie wpadło do głowy o tym napisać. Nie wiem, czy dla innych to zbyt oczywiste, czy zupełnie nikt nie uważa tego za ważne, ale dla mnie to killer feature. Spójrz na to zdjęcie. Nie przejmuj się jego jakością, robiłem je kalkulatorem.

kindletekst2

Widzisz? No jak nie? Spójrz jeszcze raz. Tym razem na dół strony. Po prawej patrz. Prawej! No co tam jest? Albo czego nie ma? Teraz widzisz? Tak. Nie ma podanej strony. Oczywiście możesz włączyć podgląd lokacji. Kindle może wyświetlać twoje postępy procentowo albo szacować czas pozostały do końca. Tylko po co? Najlepszą cechą Kindle jest to, że może tego nie robić. Usuwa największą wadę analogowych książek. Książka w tej formie nie spoiluje ci swojego zakończenia. Przypuśćmy, że czytasz kryminał. Główny bohater znajduje się w sytuacji pozornie bez wyjścia albo wydaje się być tuż przed rozwikłaniem zagadki. Niby emocje są, ale widzisz, że do końca masz jeszcze co najmniej sto stron. Meh. To na pewno nie to. Czytając na Kindle, nie masz o niczym pojęcia. Nigdy. Może wydawać się to błahostką, ale K nienawidzi mnie za wyłączenie jej pozycji w książce, odkąd „nagle i zupełnie niespodziewanie” skończył się jej „Czerwony płatek i biały”. Bez porządnego zakończenia. Pieprz się, panie Michel Faber. Moja dziewczyna cztery dni chodziła zła przez jakąś prostytutkę, a ja nie mogłem dojść, o co chodzi.

Pamiętajcie, że za każdym razem, kiedy ktoś mówi, że czytanie książek na e-papierze nie ma klimatu, gdzieś na świecie znany pisarz uśmierca uwielbianego bohatera. Kupując czytnik, nie podpisujesz cyrografu. To tylko kolejny sposób, w jaki możesz obcować z książką. Ja od kilku lat dzięki czytnikowi czytam zdecydowanie więcej, oszczędzając miejsce na regałach dla tytułów wyjątkowych i albumów, których wcześniej nie kupowałem prawie wcale. Na moich półkach w końcu znalazły się kredowe strony pełne roznegliżowanych aktorek, fotosów z planów zdjęciowych i innych wspaniałych rzeczy w twardej oprawie, które nigdy mi się nigdzie nie mieściły przez pożałowania godne zamiłowanie do taniego fantasy.

Dużo lżej mi się żyje, odkąd stos książek, których nigdy nigdy nie przeczytam, zajmuje megabajty zamiast sześciennych metrów.

Do 10 kwietnia Kindle Paperwhite III (moim zdaniem najrozsądniejszy obecnie wybór) jest w promocji na niemieckim Amazon. Wersja bez reklam kosztuje 99.99 euro, dostępna jest też w białym kolorze i jest, moim zdaniem, najlepszą opcją zakupu Kindle w Polsce – z przesyłką wychodzi pomiędzy 440 a 460 zł (w zależności od tego jak bank przeliczy wam Euro). Wypasiony Voyage, na którego sam od dawna ostrzę sobie zęby dostępny jest za jakieś 650 zł.
No i pamiętajcie, że od jakiegoś czasu niemiecki Amazon dostępny jest w polskiej wersji językowej. Wystarczy zmienić język klikając taki uroczy globusik pod paskiem wyszukiwania.


  • Ręcami i rzęsami się podpisuję pod tym. Od momentu kupienia Kindla czytam ok. 3 razy więcej. A i język obcy się rozwija, bo często w oryginale.

    • Ka

      Ja też się staram czytać w oryginale. Strasznie dumna byłam z siebie, jak przeczytałam od początku do końca po angielsku „Rosemary’s baby”, ale ostatnio doczytałam, że to CHAŁTURA na tematy nadprzyrodzone i trochę się zezłościłam, że ktoś śmie umniejszać moje dokonania;)

  • Do Kindle przymierzam się już długo, lecz wciąż należę do pierwszej grupy, czyli pretensjonalnych dupków, którzy kochają papier. Jakkolwiek miłość do papieru mi raczej nigdy nie przeminie, to jednak brak ujawniania, ile stron do zakończenia TO MEGA ZALETA. Nie wiedziałam o możliwości wyłączenia podglądu stron. Dzięki.

  • Edzia

    Też należałam do pretensjonalnych dupków. Ale tylko do momentu otrzymania Kindla, bo wtedy zakochałam się w nim i od tego czasu jesteśmy nierozłączni. Chyba że nagle padnie bateria, ale to oczywiście nie jego wina. I tym bardziej NIE MOJA WINA.

  • Ula

    Ale kiedy regały pełne książek są takie piękne! Nie mam czytnika, kocham książki papierowe, wybieranie w księgarni, dotykanie okładek, ale uważam, że to jeden z najfajniejszych sprzętów. Pewnie i na mnie w końcu przyjdzie pora, a może wygram w jakimś konkursie 🙂

  • Łucja Szkandera

    A ja jestem do tego stopnia opanowana przez mój czytnik, że kiedy czytam normalną książkę, zamiast przewracać strony, klikam i czekam aż strona sama się zmieni. Najlepszy zakup w moim życiu 🙂

  • Wiedźma M

    „Dużo lżej mi się żyje, odkąd stos książek, których nigdy nigdy nie przeczytam, zajmuje megabajty zamiast sześciennych metrów.” – brzmi zacnie! 🙂
    Nie mam czytnika ale chyba chciałabym. Acz na razie się nie pali, na wynos mam czytanie w teflonie :>

  • Akurat z Kindelkiem się nie polubiłam, ale e-booki pokochałam – tyle że czytam je na iPadzie 🙂 Odkąd przerzuciłam się na książki elektroniczne, pochłaniam ich o wiele, wieeeele więcej! No i z czytnikiem mogę czytać pod kołdrą. NARESZCIE.

    W e-bookach czytam prawie wszystko, a nawet jeśli coś wyszło tylko w wersji tradycyjnej i nawet jeśli to kupię – prawdopodobieństwo, że sięgnę po papier, jest niewielkie. Będzie stało i się kurzyło.

    • A to akurat mnie dziwi, bo epapier to jedyny wyświetlacz na jakim jestem w stanie czytać dłuższe rzeczy. Wszystko inne mnie męczy.

      • Właśnie tak obserwuję, że jestem w mniejszości. Wszyscy kochają Kindle’a, a ja go z przyjemnością się pozbyłam (mimo że sprowadzałam jeszcze z Hameryki!).

    • Tomasz P. Bocheński

      Ja też nie korzystam z Kindle’a, ba, nie miałem takowego nawet w rękach, ale jestem bardzo zadowolony z PocketBooka. Też dzięki temu mogę czytać w rozmaitych miejscach i nie muszę nosić z sobą wszystkich napoczętych książek. Kocham też papierowe książki, układam na półce, z pietyzmem podpisuję i opisuję, czytam, mam sporą biblioteczkę, ale doceniam zalety czytnika: choćby to, że pozwala mi na zaznaczanie, kreślenie, notowanie – czego nie ośmieliłbym się w książce papierowej (chyba że miałbym dublet).

  • monss

    Od dawna przymierzam się do zakupu Kindla. W sumie, może czas sprawić sobie prezent na walentynki (nie oszukujmy się, i tak bym go kupiła w końcu…) Powiedzcie mi tylko proszę, czy ten na niemieckim Amazonie jest wersją z reklamami (i co to tak naprawdę oznacza?) i jakie są koszty wysyłki do Polski? Słabo u mnie z niemieckim…

    • Reklamy wyświetlają się tylko na ekranie blokady i na dole menu, podczas czytania nie masz żadnych reklam. Ta za 99 euro to wersja z reklamami z przesyłką wyjdzie ci ok 500 zł. Wersja bez reklam wyjdzie jakieś 50 zł drożej.

      • monss

        Sorry, we can’t deliver this item to Poland – why??? 🙁

        • Oj. Amazon nie dostarcza wersji z reklamami do Polski, możesz to ogarnąć przez kogoś za granicą. Bezpośrednio tylko tą: http://goo.gl/oPySxA, bez reklam, za jakieś 550zł ze wszystkim. Wciąż opłacalne i wychodzi taniej niż allegro.

          • monss

            Wróciłam tu. Patrzę – 12 dni temu dodałam tu komentarz, zastanawiając się nad zakupem. Już zdążyłam przeczytać jedną książkę na moim Kindle. Właściwie… pochłonąć 🙂 dzięki, jestem bardzo zadowolona z zakupu:)

          • <3 Cieszę się bardzo!

  • Igor Żebrowski

    Według mnie obie wersje maja swoje plusy i minusy Zdecydowanie wole książki papierowe bo nie stać mnie na e-booka. Obecnie czytam książkę która ma ponad 700 stron i przyznaje ze wirtualna książka byłaby o wiele łatwiejsza do czytania w autobusie srusie czy gdziekolwiek indziej, ale widok ludzi którym paczałki otwierają się ze zdumienia że istnieją książki większe od podręcznika jest fascynujący.

    • Tomasz Orłowski

      No dobra, ale nie musisz mieć od razu Kindla. Czytniki zaczynają się już od 200-300 złotych, a to koszt około 8 nowych książek (licząc 35 zł za sztukę), szybko się zwraca 😉

      • Igor Żebrowski

        Chyba że pożyczasz książki od innych, pozatym łatwiej wydac 40zł niz uzbierac 200-300

    • petyniaq

      Zawsze można napisać list do mikołaja <3

  • Kindla mam od grudnia, ale pierwszego kupiłam dwa lata. Poprzedni był jakiś opasły, ciężki i w ogóle. Pod wszystkim mogę się podpisać rękami i nogami. Rzeczywiście zaczęłam więcej/częściej czytać, spodobała mi się niesamowicie opcja zaznaczenia ulubionego cytatu, do którego mogę osobno wrócić. Ładowanie? Raz na miesiąc, nieraz częściej jak więcej czytam. Ale właśnie – ładowanie to pikuś, chwila i już po sprawie 🙂 Bardzo mnie śmieszy jak wszyscy mi się pytają, gdy czytam, dlaczego zdradziłam książki. Toż to przecież nie zdrada, nadal czytam! 🙂

    (I tak przepraszam, ale to zdanie co to od „Go…” zacząłeś, to strasznie źle brzmi, sorka 🙁 )

    • Ka

      Chodzi Ci o to „go”? Bo w sumie zastanawiałam się, jaki rodzaj ma Kindle, i zdecydowałam, że najprawdopodobniej męski, tak jak „czytnik”. Chyba że chodzi Ci o konstrukcję całego zdania.

      • Nie no, go do czytnika okej, pewnie tak samo bym napisała 🙂 O konstrukcję, ale to może moje małe zboczenie, że źle mi się to czyta;)

        • Ka

          Jak się źle czyta, to zaraz będzie lepiej;)

  • Fruzia

    Ok, Kindle jest super. Czytanie książek na czytniku jest epickie! Nie będę tego rozwijać, bo praktycznie wszystko na ten temat zostało już napisane. Za to bezczelnie zrobię reklamę: ja jestem zachwycona inkbookiem z abonamentem Legimi. Inkbook sam w sobie jest świetny i porównywalny do Paperwhite 2 (podobno, nie wiem, nie miałam tego drugiego w ręku).
    Ale czytnik w pakiecie z Legimi to dopiero jest COŚ! Nielimitowany dostęp do kilkunastu (nie wiem ilu, bo ciągle rośnie!) tysięcy książek, mnóstwo Wydawnictw i cały czas dochodzą nowe, pobieranie książki bez podłączania do kompa, cena za miesiąc niewiele wyższa od standardowej książki.
    To jest mój Najlepszy Prezent Ever. I nie oddam go nikomu.
    Za to polecam wszystkim 😉

    PS Pretensjonalne dupki nie czytają dla radości czytania tylko dla szpanu, że czytają. Dlatego są pretensjonalnymi dupkami. W pewnym momencie zaczynasz pochłaniać książki. I przestaje być dla ciebie różnicą w jakiej są formie, liczy się sam fakt czytania. Jeśli dojdziesz do tego momentu to przestajesz być pretensjonalnym dupkiem. Jeśli nie – to twoja strata 😉

    • Abonament Legimi też rozważam, ale bez sprzętu 😉

      • Fruzia

        Konrad nie rozważaj. Weź. Tu serio nie ma się nad czym zastanawiać, polecam z ręką na sercu. To jest najlepszy dodatek do czytnika.
        Ostatnio doszłam do wniosku, że nawet jak mi się skończy abonament to nie zrezygnuję, bo przez dwa lata nie zdążę przeczytać tych wszystkich świetnych książek 😉

      • Martene

        Można wziąć próbny abonament na 7 dni bezpłatnie 😉 ja przez ten tydzień przeczytałam chyba z 10 książek na tablecie i teraz chyba zdecyduję się na zakup czytnika z jakimś abonamentem, nie wiem czy akurat od nich 🙂

      • petyniaq

        Niestety na Kindle Legimi nie ma abonamentu. Jedynie można kupić ebooki w formacie .mobi 🙁

  • W.

    Kindle to zdecydowanie najlepsza inwestycja w moim życiu. Osobiście boli mnie tylko jedna kwestia związana z ebookami, ale liczę, że to zmieni się na lepsze. Mianowicie – często cena taka sama jak papierowej książki, ewentualnie nieznacznie niższa. Przy papierowej książce mogę ją potem sprzedać i odzyskać część pieniędzy, przy ebooku nie. Owszem, dużo łatwiej o promocje i mnóstwo ebooków kupiłam za 10-20 zł, ale niejednokrotnie zrezygnowałam z ebooka, gdy miałam za niego zapłacić tyle samo co za papierowe wydanie, które czytałam dużo wolniej i rzadziej.

    • Dlatego oderwałem się od myślenia że płacę za formę. W końcu, ostatecznie, liczy się przecież treść.
      Chociaż mój wymarzony model sprzedaży to, oczywiście sytuacja w której ebooki są tańsze od papieru, ale oprócz tego dostępne są też wersje papier + ebook. Z winylami tak często jest. Analog + CD/kod na mp3 do pobrania.

      • Ema Iwanka

        Też czekam na takie rozwiązanie – w końcu kupując książkę w wersji papierowej wszystkie koszty jej napisania, wydania, promocji itp. już poniosłam, więc nie rozumiem, dlaczego miałabym płacić dodatkowo za wersję elektroniczną. Jakiś link czy kod do ściągnięcia ze strony wydawnictwa byłby idealnym rozwiązaniem. Dzięki temu mam książkę do biblioteczki i pożyczenia znajomym czytaczom „analogowym”, a dla swojej wygody czytania mam ebooka 🙂

  • Magdalena

    A ja się przekonałam po ponad roku, gdy okazało się, że moja papierowa biblioteka i tak jest rozsiana po trzech, czterech domach. Do tego doszedł jeszcze wyjazd na dłuższy czas. I nagle się okazało, że można mieć wszystko pod ręką 😊 Ja akurat używam Booxa i jestem z niego niesamowicie zadowolona, wiec również polecam jeśli ktoś się zastanawia nad zakupem takiego cacka.

  • Meg

    Dzielisz ludzi na pretensjonalnych dupków, przyklejając im łatkę skrajnie emocjonalnie podchodzących do tematu wąchaczy książek oraz miłośników Kindle. A nie ma nic pomiędzy?
    Ja z dwojga złego nazwałabym siebie pretensjonalnym dupkiem, ale umiem zauważyć zalety obu sposobów obcowania z książką. E-bookom trzeba przyznać niższą cenę (po tym, jak już nam się wyrówna za zakup samego sprzętu) i lekkość w porównaniu z ilością książek, które możesz zabrać na przykład w bagażu podręcznym samolotu na trzytygodniową podróż. To naprawdę ułatwia życie i w takich sytuacjach chętnie (no, może nie aż tak chętnie) korzystam z wersji elektronicznej. Niemniej jednak kilka z Twoich argumentów zbiło mnie trochę z tropu, mianowicie:

    „czyta się go dużo wygodniej niż papierową książkę” – to Twoja opinia. Twoje osobiste wrażenie zmysłowe. Nie przekonasz do tego kogoś, kto nie lubi klikać/przesuwać ekranu. Dla mnie jest to jakieś takie…niekomfortowe.
    „Widząc długą kolejkę w sklepie, podjeżdżając tylko jeden przystanek, czekając dwie minuty na autobus i w wielu innych sytuacjach, kiedy normalnie sięgnąłbym po telefon, byleby tylko uniknąć potencjalnie kłopotliwych interakcji z otoczeniem” – ja właśnie po to zawsze noszę przy sobie książkę. Opasłe tomy zostawiam na długie wieczory, istnieją książki w rozmiarze dopasowanym do przeciętnych rozmiarów torby. Jeśli już nie mam wyboru i mam mało miejsca, to wybieram telefon i słuchawki.
    „Czytam dwie strony w czasie, w którym wygrzebałbym z torby książkę i znalazł właściwą stronę” – Zakładki? 😀
    „Nie zliczę, ile książek przeczytałem dzięki takiemu mikroczytelnictwu” – niektórzy ludzie i tak nie umieją się skupić w pewnych warunkach czy przy ograniczeniu czasowym i mikroczytelnictwo nie zdaje egzaminu. Ale (chyba) większość na szczęście tak nie ma, więc mikroczytelnicy łączmy się! Elektroniczni i papierowi!
    „jego wytrzymałość” – książka może upaść z nieznacznej wysokości (jako pretensjonalny dupek wolałabym jednak zrobić absolutnie wszystko, by do tego nie dopuścić) i przeżyć, co do urządzenia elektronicznego nie miałabym takiej pewności. Poza tym książka Ci się nagle nie zawiesi (A może Kindle się nie zawiesza? Wszelkiej maści tablety na pewno.)

    Nie podoba mi się zatem pretensjonalnodupkowaty podział na fanatyków celulozy i cywilizowanych posiadaczy Kindle. Lubię widok książek na półce, lubię ich zapach (nie, nie inhaluję się książkami) i dotyk. A najbardziej cenię je za ich treść, dlatego po prostu je czytam. W takiej wersji, jaka jest akurat bardziej komfortowa. 🙂

    • Zanim przejdziemy dalej – gdzie ty tam widzisz kategoryzację wykluczającą inne postawy?

      • Meg

        Mój błąd, „są wśród ludzi dwa typy” skojarzyłam z „są dwa typy ludzi (w ogóle)”. Resztę podtrzymuję 😉

        • To lecimy dalej. „Twoja opinia”, „twoje osobiste wrażenie”. Tak, brawo, odkryłaś o co chodzi w blogowaniu.
          I nareszcie „podział”. Nikogo nie dzielę. Wręcz przeciwnie. Piszę o tym, że posiadanie czytnika w żaden sposób nie zmusza nikogo do rezygnacji z książek. Ba. Nawet wspominam o tym, że wciąż zapełniam swój regał, tylko robię to bardziej świadomie.

          Twój komentarz może i ma jakiś sens, ale na pewno nie w odniesieniu do tego tekstu.

          I nie. Przez 4 lata mój Kindle się nie zawiesił.

  • byłam pretensjonalną dupką. Do czasu aż mój niepowtarzalny chłopak pokazał mi swój czytnik. A potem już miałam swojego Kindle 5 w torebce. Zapomniałeś wspomnieć o jeszcze jednej zalecie. Albo celowo nie wspomniałeś, więc tak po cichaczu napiszę: jak się dobrze szuka to można książkę mieć i za darmo. I bynajmniej mam na myśli piractwo.

  • Tomasz Orłowski

    A ja mam takie pytanie.
    Sam używam czytnika Prestigio (już ze 4 lata będzie, „ukradzionych” książek przeczytane tyle, że zwrócił się dwukrotnie 😉 ), obsługuje masę formatów (pdf, doc, docx, txt, rtf, epub mobi i pewnie jeszcze kilka innych) i książki umieszcza się na nim prostym „kopiuj-wklej”. Jak to jest na Kindle’u z ładowaniem do niego książek? Słyszałem kiedyś o jakimś wysyłaniu książek na Kindle mailem, nie ma prostego „przenieś i upuść” ? I jak z formatami obsługiwanymi ?

    Pytam bo mój Prestigio ostatnio kurzy się na półce i dziś pożyczyłem go Tacie (pretensjonalny dupek) w rejs. Rejs który zapowiada się na tyle dłuższy niż zazwyczaj, że Tata nie może zabrać tyle „kilogramów papieru” ze sobą w bagażu i coś czuję, że po powrocie albo ja albo On będziemy potrzebowali nowy czytnik 😉

    • Wysyłanie mailem jest super. Wrzucasz po prostu plik jako załącznik, a on pobiera się sam przy najbliższym podłączeniu do sieci. Po kablu też można. Główny format to mobi, pliki tekstowe i pdf też ogarnia, epub trzeba konwertować do mobi.

      • Tomasz Orłowski

        Aha, czyli można też standardowo „kopiuj-wklej” 🙂 oj coś czuję, że za jakiś czas będę czytał z Kundla 😉

  • jak dostanę kindla może też się przekonam. póki co miłością darzę biblioteki i papierowe książki <3

  • Dominika Cyrek

    Chyba każdy, kto nie miał okazji zaprzyjaźnić się z czytnikiem jest „pretensjonalnym dupkiem”, też kiedyś byłam. Zarzekałam się, że za żadne skarby świata nie będę czytać książek innych niż papierowe, dopóki M. nie postanowił uszczęśliwić mnie czytnikiem (co prawda Inkbook, a nie Kindle). Na początku się nawet trochę obraziła, no bo jak to ja mam czytać ebooki. Tłumaczył, że to dla mojego dobra, bo nie może patrzeć jak dźwigam torebkę, która mogłabym zabić siebie i kogoś z otocznia, bo akurat zachciało mi się czytać Kinga 800 stron w twardej oprawie. I po krótkiej (dopiero 2 miesiące), aczkolwiek intensywnej przygodzie muszę przyznać, że jestem zachwycona i każdemu poleciłabym czytanie na czytniku bez wahania. Niestety większość znajomych się oburza słowami „nie wyobrażam sobie czytania książki, która nie pachnie drukiem”.

    Ps. Właśnie sprawdzam czy da się wyłączyć pasek stanu, nie wpadłabym na to gdyby nie Ty. Ha! Udało się także koniec z psuciem sobie kryminałów. Dzięki!

  • izabejla

    Papierowe książki bardziej mnie nęcą, bo kojarzą mi się ze spokojnym i wnikliwym, relaksującym procesem czytania, a nie pospiesznym pochłanianiem zdań. Do czytnika przekonałam się jednak z innego, niewymienionego dotąd powodu. Oprócz tego, że lekki i pomieści wszystko, mogę zapisywać na nim pliki, których w żadnym wypadku nie chcę gromadzić w wersji wydrukowanej. Nauka na egzamin nigdy nie była tak ksero-oszczędna. Pozdrawiam:)

  • Lola Ney

    Zawsze dziwiła mnie wojna między zwolennikami papierowych książek a maniakami e-booków. Moja nauczycielka z liceum zawsze podkreślała wyższość Kindle do tego stopnia, że miałam już dość. W końcu wszystko ma swoje plusy i minusy.

  • BonaVonTurka (Hipis)

    Zamierzam kupić sobie Kindle na studia, mam nadzieję że to trochę ułatwi mi czytanie tych wszystkich materiałów które przeczytać będę musiała. Moja przyjaciółka-studentka musi sobie większość materiałów drukować, chociaż wykładowcy udostępniają je w wersji dostosowanej do Kindle.
    Książki papierowe nadal będę posiadać i kupować, zapewne z tego samego powodu, dla którego mam kolekcję płyt CD i plakaty na ścianach- lubię nadawać wszystkiemu indywidualne rysy, a nic tak nie świadczy o właścicielu mieszkania, jak regały z książkami. Poza tym mam sporo starych książek które darzę wielkim sentymentem, i ciągle szukam po antykwariatach kolejnych pozycji.

  • Magda

    A może, jak już jesteśmy w temacie, polecicie z K swoje ulubione czytadła?

  • Anna Ma

    Podpisuję się pod tekstem obiema rękami. Mam z Kindle tylko jeden mały problem. Zdarza mi się zasnąć nad czytaną książką. Wtedy ekran nie jest zablokowany i przewracam strony poduszkami przez sen. W przypadku książki papierowej można dość bezproblemowo otworzyć ją sobie tam, gdzie się ją czytało, a w Kindle szuka się ostatnio czytanej strony dużo trudniej. Ale jeśli przerwanie czytania następuje w „sposób kontrolowany”, nie ma żadnego kłopotu.

  • To ja się będę znęcać, bo mam Voyage i jestem z niego mega zadowolona. Kocham, uwielbiam i czczę 🙂 I tak, też potwierdzam, że znacząco zwiększyło ilość przeczytanych przeze mnie książek, razem z początkowym czytaniem w aplikacji na telefonie – wolałam „otworzyć książkę” niż fb, więc ich ilość znacząco wzrosła na moim koncie 🙂

    I ja akurat nigdy nie rozumiałam tej fascynacji papierem. Owszem, kocham papier, mam całą specjalnie do tego kupioną szafkę książek… ale jak tylko zaczęłam czytać na telefonie, a potem czytniku, nie mogłam już wrócić do papieru… próbuję czasem, ale nawet w domu przy herbacie wolę sięgnąć po czytnik niż zwykłe wydanie.

  • Olga Smogór

    Dodam tylko, że czytnik to najlepszy przyjaciel młodych matek, matek karmiących piersią, matek na spacerze, matek, których dzieci śpią tylko na jej matczynej piersi. Obsługa jedną ręką, lekkość czytnika i kolejny tom książki pod ręką to jest to, co matki wyżej wymienione (szczególnie jedna) lubią najbardziej 🙂

  • Ej… tym brakiem stron mnie przekonałeś. I chyba … wiem… co dostanę… na dzień dziecka ;o #odsiebiedlasiebie #itakjużjestemślepawięcnieoślepnęodKindle #amampytanie #ciężkiejest?

  • Elżbieta Perzanowska

    Kiedyś, gdy byłam młódką, miałam czas na pochłanianie książek w zastraszających ilościach. Byłam wielką zwolenniczką zapachu druku, szelestu papieru itd. Niestety, z wiekiem moje życie się zmieniło i doszły obowiązki – studia, praca, przeprowadzki itd. Czasu na czytanie książek brakowało, miejsca w torebce na opasłe tomiszcza także. O nabyciu czytnika decydowałam bardzo ostrożnie, by nie żałować swojego zakupu – najpierw pożyczyłam starego Prestigio od koleżanki, sprawdzałam „z czym to się je”. Po przeczytaniu na nim 2 książek w ciągu standardowego, roboczego tygodnia (zwykle zajmowało mi to znacznie dłużej) byłam zachwycona. Szybko zrobiłam rekonesans dostępnych czytników i wybrałam model, który najbardziej odpowiadał mi funkcjonalnością i ceną – Kindle Paperwhite II. Teraz jestem szczęśliwą posiadaczką Kundelka, a mój mężczyzna śmieje się perliście, gdy gładzę go po ekranie i szepczę „My presiousssss…” 🙂

  • Pingback: Trzy książki, dzięki którym nie zasnęłam – MDCB()

  • Kocham, uwielbiam, ubóstwiam i NIE wyobrażam sobie, życia bez mojego Peperwhite. Totalnie i całkowicie jestem od niego uzależniona i e-czytam już jakieś… 3 lata? Sama popełniłam tekst „Dlaczego e-czytanie jest fajne?” http://www.agwerblog.pl/2015/08/e-czytanie-jest-fajne.html

    Ale dla mnie opcja bez pokazywania postępów czytania to niezbędność, chociaż Twoje podejście mega mi się podoba, zastosuję to chyba przy aktualnej książce, ciekawa jestem moich wrażeń.

  • Adrianna

    Ale to, że ktoś po prostu najzwyczajniej w świecie WOLI książki w wersji papierowej nie oznacza wcale, że jest pretensjonalnym dupkiem. Równie dobrze można by tak nazwać pana, panie Konradzie za wpychanie ludziom na siłę swojej racji, że Kindle jest lepszy. Dla jednych jest lepszy, dla innych jest lepsza książka papierowa. To tak samo jakby pretensjonalnymi dupkami nazywać tych,którzy wolą psy zamiast kotów, bo przecież psy SĄ LEPSZE. I już.
    Trafiłam wczoraj na pana stronę na Facebooku – spodobało mi się, chciałam polubić, ale mocno się nad tym zastanawiałam widząc pana odpowiedź na komentarz, że można czytać książki zwisając na kanapie, a książkę trzymać na podłodze – pana odpowiedź „jak zwierzę”. No serio? Zwykły chamski i prostacki komentarz. Książka to jeden z najpiękniejszych wynalazków – dzięki niej setki pokoleń mogły się rozwijać i kształcić. I właśnie ich tradycyjna forma jest PAPIEROWA. Jeżeli ktoś taką woli to niech taką sobie czyta, a pan niech przestanie usilnie wmawiać, że coś jest lepsze. Każdy decyduje sam co jest lepsze dla niego.

    • Nie ma znaczenia na czym czytasz, bo i tak nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

  • To ja mogę tylko powiedzieć, że o ile Kindle jest najlepszym wynalazkiem ludzkości, to Voyage niestety mnie rozczarował 🙁 Kupiłam ze względu na fizyczne przyciski, które okazało się, że wcale nie są naprawdę fizyczne. Zamieniłabym sto razy te ciśnieniowe cudaki na tradycyjne guziki z Classic. Jeszcze kilka minusów by się znalazło, dlatego zastanawiam się nad przesiadką na Oasis (chociaż cena na razie skutecznie budzi zdrowy rozsądek).

  • Jola K.

    Nie jestem ani zwolenniczką, ani przeciwniczką, bo właściwie zbyt wiele z czytnikami nie miałam do czynienia, ale post i generalnie zasłyszane opinie skłaniają mnie do przyjrzenia się bliżej Kindlowi 😉 I mam pytanie, może trochę głupie, ale z pozycji totalnego laika, więc właściwie pojęcia nie mam, jak to się odbywa. Mianowicie: skąd książki na czytnik? Po prostu kupuje się wersje elektroniczne? Bo chyba nie przerzuca się na niego po prostu pościąganych ebooków?

    • Jest tak, jak z każdym innym czytnikiem. Kupujesz ebooki i wrzucasz na czytnik. Niektóre księgarnie wysyłają z automatu i nie musisz robić nic, poza podłączeniem do sieci. Możesz też wrzucić ebooki które je masz, tylko musisz przekonwertować je do odpowiedniego formatu.