Wiosną przychodzi taki czas, kiedy zaczynają mnie nudzić moje blond włosy. Blada cera, która nie widziała słońca od września, i cienie pod oczami od ciągłego ślęczenia przed monitorem nie pomagają – wszystko razem wygląda jak idź stąd i nie wracaj.

Pogrążam się więc znowu w marcowym marazmie, omijam szerokim łukiem wszystkie lustra i wypolerowane powierzchnie i powoli zaczynam się zamieniać się w burrito z cebulą na głowie. Wtem (!) zza siedmiu mórz na ratunek przybywa mój książę na białym rumaku (czyli Konrad z drogerii) i wręcza mi na Dzień Kobiet pudełko z farbą do włosów. Niebieską. Błękitną właściwie.
– A weź się zrób na niebiesko. Weselej ci będzie – mówi radośnie.
Zastanawiałam się nad tym krokiem szalone 12 godzin (zresztą widziałyście to na Instagramie).

– A se zrobię – odpowiedziałam mu, chociaż, po tym czasie, mógł już nie wiedzieć, o co chodzi.
A potem włosy zostały rozpuszczone.
I nie było już odwrotu.

PRZED

Zdjęcie włosów przed. Jak zwykle, chwilę przed zmianą, wyglądają lepiej niż na czterystu innych zdjęciach, które sobie zrobiłam w tym tygodniu.

Plusy farby:

  • nie trzeba jej mieszać z utleniaczami – od razu wydaje się, że to samo zdrowie 😉
  • nie ma żadnego zapachu, ani tyci tyci
  • konsystencją nie przypomina klasycznych farb, raczej kojarzy się z odżywką – włosy po jej spłukaniu są jedwabiste w dotyku
  • czas oczekiwania: 20 minut (phi, co to jest)
  • zmywa się w ciągu 5-10 myć – idealne wyjście dla mnie, bo lubię mieć możliwość zmian bez zbędnego czekania, aż odrośnie 20 cm włosów

Minusy farby:

  • mało jej
  • sama farba ma kolor fioletowy i to może trochę zbić z tropu, jeśli się oczekuje w rezultacie błękitu
  • mało jej
  • bardzo mało jej
  • czy już mówiłam, że jest jej za mało?

PO

Jest niebiesko? Jest. Czyli działa.
Na moich złoto-beżowo-platynowych włosach Colorista złapała różnorako, ale tego się raczej spodziewałam. Gdzieniegdzie jest naprawdę błękitnie, zwłaszcza na wierzchniej, rozjaśnionej przez greckie słońce warstwie włosów, gdzieś znów bardziej fioletowo, na włosach od spodu za to stalowoszaro. Na szczęście nigdzie nie jest zielono. Ten plus kojarzą wszystkie jasne blondynki, które kiedyś chciały wrócić do natury, nieprawdaż? 😉

Porady, jeśli chcesz pofarbować się Coloristą:

  • Poproś o pomoc przyjaciółkę albo chłopaka. Ja z niejednej niemetalowej miski pędzel z farbą wyciągałam, a z tyłu wyszło mi trochę nierówno. Ale jak się spłucze, będę udawała, że tak miało być. Te refleksy to tak specjalnie. Trendi. No.
  • Jeśli masz włosy za ramiona, nawet średniej grubości i gęstości, a chcesz pokolorować więcej niż powierzchnię ombre – weź dwa opakowania. Nic nie irytuje bardziej niż pruczący odgłos wyciskanego z tuby powietrza, gdy nad uchem została ci plama niepomalowanych włosów wielkości Australii.
  • Gdy będziesz miała już farbę na włosach, pooglądaj sobie śmieszne koty w telefonie, popatrz przez okno na ludzi czekających na spóźniony autobus albo rzuć okiem na odcinek „Serii niefortunnych zdarzeń” – nie bierz się za nic wymagającego większej uwagi, gdy masz tylko 20 minut czekania. Mnie akurat dopadła seria niefortunnych zdarzeń, gdy z farbą na głowie tarkowałam w kuchni ser – utarkowałam sobie palec, zalałam kuchnię krwią i spaliłam grzanki, a w międzyczasie pralka zaczęła wyć jak nieboskie stworzenie, bo jej malutka wsuwka w filtrze nagle zaczęła przeszkadzać. To było bardzo intensywne dwadzieścia minut.
  • Jeśli przy spłukiwaniu kolor wyda ci się zbyt intensywny, nie zastanawiaj się, co powie babcia na niedzielnym obiedzie, gdy zobaczy swą subtelną wnuczkę z wściekłym różem na głowie, tylko po prostu umyj włosy szamponem. I nałóż tłustą odżywkę. Uff, babcia będzie mogła skomentować tylko pastelowy róż, co za ulga.

Nie jestem do końca zadowolona z krycia, którego poziom widać szczególnie na splecionym warkoczu, ale póki co składam to na karb zbyt małej ilości farby, jednak jestem pozytywnie nastawiona. Jeśli się naprawdę wypłucze w ciągu tych 5 czy 10 myć, na bank jeszcze do niej wrócę i pewnie wypróbuję inne kolory, które aż się śmieją do mnie z tej rossmannowej półki.

Mam nadzieję, że w końcu znalazłam swój sposób na tymczasowe pastelowe włosy bez trwałych konsekwencji. A jeśli będzie inaczej, to już wiem, jak uratować blond.

EDIT:

Dziś minęło 10 myć od farbowania, czyli kolor powinien się zupełnie spłukać. Trzeba pamiętać jednak, że producent umieścił na opakowaniu małym druczkiem zastrzeżenie, że wszystko zależy od kondycji włosów i w niektórych przypadkach czas ten może się wydłużyć. By tej niebieskości za bardzo nie pomagać w opuszczeniu mojego blondu, przez cały okres używałam łagodnych szamponów (głównie klasycznego Johnsons Baby).

Tak włosy wyglądały po sześciu myciach:

I w innym świetle:

Po ośmiu:

A tak wyglądają po dziesięciu:

Kolor nie spłukał się do zera, ale jest temu bardzo bliski. Bladoturkusową poświatę ma wierzchnia warstwa włosów, która przed farbowaniem była w najgorszej kondycji: nie dość, że rozjaśniana farbą z poziomu 11 na wodzie 12%, to jeszcze potraktowana we wrześniu greckim słońcem. Z reszty włosów kolor zszedł w okolicach ósmego mycia. Więc myślę, że jest całkiem nieźle.

Wadą może być natomiast to, że faktycznie niebieskie włosy miałam tylko do pierwszego mycia. Z każdym kolejnym robiły się coraz mniej niebieskie, a coraz bardziej turkusowe (w niektórych radykalnych kolorystycznych kręgach mogły pretendować nawet do miana zielonych). Jednak w żadnym momencie nie wyglądały one według mnie brzydko i nie kusiło mnie, by szybciej chwycić za normalną farbę czy za miksturę z witaminą C. Dostałam od innych farbujących dziewczyn kilka sygnałów, że włosy wyszły zielone, że nie chcą się spłukać z końców, że farba w ogóle nie złapała – więc do niczego was nie namawiam. Pamiętajcie, że takie farbowanie to zawsze troszkę ryzyk-fizyk. I trzeba to ryzyko wziąć na klatę, jak się chce być kucykiem Pony. A potem syrenką.

Mnie się udało i jestem zadowolona, więc rozważam w niedalekiej przyszłości kolejny pastelowy kolor.
Ale na razie pozostanę przy blondzie.

W końcu wiosnę już przywołałam 🙂

 


  • A te niepomalowane przy nasadzie to efekt braku farby czy tak miało być?
    Btw, wypróbowałabym, ale na ciemnym blondzie raczej nie wyjdzie 😞😞

    • Ka

      Tak miało być 😉 Nawet w instrukcji masz poradę: Zacznij farbować kilka centymetrów od nasady, by uzyskać rockowy look 😉 I na żywo wygląda to bardzo fajnie, nie tak ciężko.

  • Ślicznie. Czy w sprzedaży są różowe odcienie? Jak tak – KUPIĘ

    • Ka

      Są 🙂

  • Nela Arczyńska

    To ten moment kiedy żałuję bycia brunetką

    • Kin

      Colorista ma też odcienie dla brunetek 🙂 L’oreal zadbało, żeby żadna z nas nie była poszkodowana

      • Nela Arczyńska

        <3 w takim razie biegnę kupować! 😀

  • Arbuz Dumbledore

    Konrad z Drogerii brzmi jak jego imię rycerskie 😀 Jak Roland z Gilead

  • Zaczynam żałować, że mam tak ciemne włosy :c O ile farbowania nie znoszę, o tyle na niebiesko bym sobie machnęła.

  • natalia natlik

    K, może następnym razem wypróbujesz Peach?;>

    • Ka

      Już mnie kusi 😉

  • Mam Schwarzkopf Live Pastel Spray Cotton Candy i łapie mi tylko na najbielszych włosach, więc niewykluczone, że zmienię na Coloristę, choć chyba nie niebieski, mimo że taki marzy mi się od dawna. A poza tym ten Schwarzkopf jest w właśnie w sprayu, więc… ;|

    • Ka

      Mnie najbielsze włosy złapało bardzo mocno, ale tego się spodziewałam. Niebieski jest dość trudny, rzeczywiście, ale schodzić – schodzi 😉

  • Katarzyna x

    mam pytanie, czy za pierwszym razem jak przechodziłaś na blond robiłaś to u fryzjera czy w domu? :> jakiego oksydantu używasz do alfaparfu? 9 czy 12?

    • Ka

      W domu 🙂 A co do oksydantu – używałam Alfaparfu na poziomie 11 i do niego wody 12%, ale to połączenie odbiło się na kondycji włosów, chociaż na pewno wyglądały dużo lepiej, niż przy stosowaniu rozjaśniacza. Taki mój standard to farba z poziomu 10 i woda 9%, teraz farbuję się Majirelem 9.12 i wodą 9%.

  • Ania Piwowarczyk

    Proszę, daj znać, czy wymyło się po tych 5-10 myciach 🙂 Bo jeśli tak, to być może właśnie tego od dawna szukałam.

    • Ka

      Dam. Z Twoich nierozjaśnianych włosów to myślę, że 5-6 myć i by się wymyło 😉 U mnie się dzielnie trzyma na wierzchniej, jaśniejszej i bardziej zniszczonej warstwie włosów, a z reszty pięknie schodzi 🙂

      • Ania Piwowarczyk

        To czekam na opinię, a tymczasem i tak kupiłam ten najjaśniejszy róż (tubka taka ładna!) i zobaczymy, co z tego wyschnie 😉

  • Pięknie wyglądasz! Dzisiaj w rossmanie kupiłam dwie fioletowe, zobaczymy czy coś będzie widać na moim ciemnym blondzie.

  • wow, efekt bardzo mi się ten efekt, zwłaszcza w związanych włosach *.* Chyba wypróbuję te odcienie dla brunetek 😀

  • Magdalena Terlikowska

    witam jak jest ze zmywaniem farby u Ciebie ,ponewaz ja farbowalam dokladnie ta sama farba i kolorem i cos mi sie nie chce zmyc ,mam niebieskie konce masakra

    • Ka

      Jak dawno farbowałaś? Ile razy już umyłaś włosy?

      • Magdalena Terlikowska

        10 dni temu farbowalam, mylam z 7 razy , w miedzyczasie uzywalam rozjasniacza i kolor nie zszedl , a moze przez to nie zszedl ,sama nie wiem

        • Ka

          To dziwne, bo mi nawet z rozjaśnianych się ładnie spłukuje. Miałaś mocno rozjaśnione końce?

          • Magdalena Terlikowska

            nie tak bardzo , jest coraz lepiej,ale i tak mysle ze dokonca sie nie zmyje.

  • O łał <3 Ja też chcem!

    • Ka

      To przyjedź! Colorista w promocji teraz 😉

      • :> Niech no sisę cut cieplej zrobi i wsiadam w fureu.

  • Marcelina Hącia

    ze swojej strony mogę polecić tonery La Riche Directions, które mają takie same właściwości (włosy jedwabiste w dotyku, nie śmierdzą, kolor spłukuje się po kilku myciach, duża paleta kolorów, słoik 80 ml, zwykle wystarcza na pokrycie całych włosów jeśli są dłuższe, ale tylko raz), a wychodzą trochę taniej, oczywiście minusem jest to, że zwykle spotkać można je na allegro, a nie w drogeriach next door. Pianki Venita sprawdzają się podobnie, nawet są bardziej trwalsze imho tylko zależy jaki kolor chce się uzyskać :D. Była swego czasu jeszcze polska firma z tonerami jakieś 5 lat temu kiedy pierwszy raz pofarbowałam włosy na różowo, ale niestety nie pamiętam nazwy.

  • ‚Na szczęście nigdzie nie jest zielono. Ten plus kojarzą wszystkie jasne blondynki, które kiedyś chciały wrócić do natury, nieprawdaż?’ < Zlew niebieski. Poduszki niebieskie. Plamki na skórze niebieskie. A włosy zielone =__= No, turkusowe.

    • Ka

      Poduszki niebieskie? 😀 Nie miałam z tym żadnego problemu. Na jaki kolor kładłaś, że wyszły turkusowe?

      • Taki dosyć jasny, złotawy (naturalny) blond. Podręcznikowy przykład mieszania kolorów. A poduszki… może bardziej intensywnie śpię 🙂

        • Ka

          Dziwne, bo ja też mam złotawy blond. Ale rzeczywiście, po pierwszym myciu zaczęły być bardziej turkusowe. Teraz taki blady turkus po 7 myciach wygląda całkiem zacnie 🙂

  • Uwielbiam te Twoje foty włosów ❤ Fajnie wyszło! Ja już wprawdzie stara dupa jestem, ale młoda duchem i na urlopie wychowawczym, więc u mnie będzie turkus, teal, petrol czy jak się to tam nazywa 😊

  • Maajkul

    Po ilu zmyciach farba się zmyła z włosów ?

    • Ka

      Patrz wyżej – zaktualizowałam wpis 🙂

  • Patrycja Zemczak

    teraz żałuje że mam ciemny blond…..

  • Panna Joanna

    Ten miętowy po 6 myciu chyba najbardziej mi się podoba!<3

    • Ka

      Tyle radości – tyle kolorów na głowie w tak krótkim czasie 😉

  • Małgorzata Bendik

    A czy kondycja włosów uległa zmianie?

    • Ka

      Nie. Są w takim samym stanie jak przed farbowaniem 🙂