Wszyscy to wiemy. Rozmiar ma znaczenie. Tu nie ma żadnego pola do dyskusji. Ale niejednej wartości rozmiar na imię, jak mówi stare metrologiczne przysłowie.

Który wymiar jest zatem kluczowy? Mógłbym spróbować odpowiedzieć na to pytanie, bo oczywiście swoją teorię mam, ale to byłoby śmieszne jak ten program w telewizji, w którym pięciu białych kolesi w średnim wieku dyskutowało o tym, czy w Polsce mamy równouprawnienie. Kwestia rozmiaru dotyczy przede wszystkim kobiet. Część facetów może mieć jakieś preferencje, ale nie oszukujmy się – to nie nas mają zadowalać. Mają mile łechtać właścicielkę. Jej próżność. Ewentualnie bić po oczach innym kobietom. Wzbudzać w nich zazdrość. Dlatego postanowiłem zadać kilku kobietom to samo, niby proste, a spędzające sen z oczu ludzkości pytanie: „lepszy długi czy gruby?”.

K była oczywistym pierwszym wyborem (jak zawsze), ale na potrzeby badania w sumie bezużytecznym. Jej „idealny jest taki, jaki jest”, „nic bym nie zmieniła” i „dla mnie ważniejsze jest to, jaki jest w dotyku” może i jest szczere, ale nigdy nie dowiemy się, czy nie mówi tego, by utrzymać swój wizerunek zadowolonej, spełnionej i szczęśliwie zakochanej. Dlatego postanowiłem zwrócić się do innych kobiet i obiecać im anonimowość.

Oczywiście, że przede wszystkim ma być gruby. Nie oszukujmy się. Wiara w to, że długość ma jakieś znaczenie, przystoi małolatom. I to takim niedoświadczonym oazówkom raczej niż przeciętnym gimnazjalistkom. Jasne. Nie może być za krótki, ale powyżej średniej to ta długość służy tylko popisywaniu się. Większego sensu nie ma.

Maria, 33 lata, zawodowa kobieta sukcesu

Haha. Serio? Nieee no. Nie wiem. Szczerze? To ja nie lubię, jak jest za długi. Jak jest za długi, to nie mogę się powstrzymać i cały czas wkładam koniec do buzi, a podobno takie ssanie jest niehigieniczne.

Kasia, 21 lat, studentka

Długi, gruby, naturalny. Jak u naszego kleryka.

Jadwinia, 18 lat, uczestniczka oazy

Wiesz, że mnie to zupełnie nie obchodzi. Może go w ogóle nie być. Mogłoby nawet żadnego nie być. Może by i lepiej wtedy było, bo porównywanie by się skończyło i presja też. Takie prostactwo, takie dyndadeło nie powinno definiować żadnej osoby żadnej płci.

Marta, 27 lat, feministka i chyba lesbijka

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w trakcie badania, to fakt, że kobiety mają z góry wyrobioną opinię. Odpowiadały praktycznie bez zastanowienia, co znaczy, że na pewno dużo o tym myślały i, najprawdopodobniej, dyskutowały. Nie ukrywam, byłem zaskoczony.
W społeczeństwie utrwalił się mit o tym, jak mężczyźni, zwłaszcza w młodości, ochoczo porównują i mierzą swoje przyrodzenia. W życiu tego na oczy nie widziałem. Żaden kolega nigdy nie zapytał mnie, czy nie uważam, że mój, albo co gorsza jego, jest za krótki albo za długi. A kobiety? Czytelniczki, zazwyczaj obce kobiety i dziewczyny pytają – w publicznych komentarzach i prywatnych wiadomościach – moją własną osobistą dziewczynę: „Ile centymetrów ma twój?”, „Jaki jest gruby?”.

Rozumiecie to? W swojej próżności mierzą, porównują, dyskutują i nikt o tym nie mówi. Dostają obsesji. Wpadają w kompleksy. Kupują suplementy, odżywki, wydają krocie, żeby choć trochę go wydłużyć. Choć trochę w obwodzie dodać. Robią dla swojego kucyka więcej, niż jakikolwiek facet kiedykolwiek zrobił dla swojego konika, i nikt się z tego nie śmieje.

Ja się na taką nierówność nie zgadzam.