Najpierw coś sobie wyjaśnijmy. Ta notka nie jest odpowiedzią na żadną inną notkę. W szczególności nie jest odpowiedzią na tę notkę. Nie chcę nikogo hejtować, dissować ani w żaden inny sposób aciować.
Zamiast tego, już na samym początku, bez zbędnych wstępów, odpowiem na odwieczne pytanie “jak zrobić dobrze facetowi”.

Aby zrobić dobrze facetowi, należy zrobić dokładnie to samo, co robiąc dobrze kobiecie.
Aby zrobić dobrze facetowi, należy zrobić to, co sprawia mu przyjemność.

Możemy postawić kilka hipotetycznych pytań na podstawie notki, do której ten tekst się nie odnosi.

– Czy można zrobić dobrze facetowi, robiąc mu laskę, stek i dając szklankę whisky? Można, tylko czy to nie brzmi trochę jak Ferdek Kiepski domagający się mielonego i mocnego fulla, tylko o pięćdziesiąt złotych drożej?

– Czy można zrobić facetowi dobrze seksem jak z pornola, biorąc we wszystko, co tylko zechce, nie narzekając, że boli cię ręka, żuchwa, noga czy dupa? Można, może po którejś próbie zrozumie, że seks z filmu pornograficznego ma tyle wspólnego z seksem, co “Szybcy i Wściekli” z wyścigami ulicznymi. Da się, ale tylko na potrzeby kamery ma to sens.  W rzeczywistości przecież da się dużo lepiej, tylko nie tak widowiskowo. Na żywo nie skoczysz samochodem z mostu bez rozpieprzania podwozia, tak samo jak nie pukniesz laski od tyłu bez rozpieprzania jej tyłu, jeśli nie poczynisz odpowiednich przygotowań.

– Czy można zrobić facetowi dobrze, na chwilę zatrzymując mu mózg? No jak widać można.

– Czy można zrobić dobrze facetowi, zapraszając drugą laskę do łóżka? Można, jeśli rozumie, że w łóżku chodzi o wzajemność i wypada prosić tylko o to, co samemu jest się gotowym dać.

– Czy można zrobić dobrze facetowi, świdrując językiem główkę jego pe…? Można, można też przy okazji nauczyć go, że penis to nie jakieś strasznie brzydkie słowo i nie pójdzie do piekła, jeśli przestanie je kropkować po pierwszych dwóch znakach.

– Czy można zrobić dobrze facetowi, będąc jednocześnie niewinną, ale bardziej niegrzeczną niż na co dzień i krzykiem prosząc o mocne trzaskanie w tyłek? Można, nawet całkiem łatwo, jeśli jest się schizofreniczką.

Skoro jacyś faceci, w tekście do którego się nie odnoszę, napisali, że można, to najwidoczniej można.
Czy skoro napisali, w pewnym sensie, prawdę, można mieć do nich pretensje?
Najwidoczniej można, skoro znalazło się całkiem spore grono, które pretensje ma.

A kto powinien te pretensje rzeczywiście mieć?

Na pewno nie kobiety. Tak długo, jak długo pamiętają, że od facetów, którzy niewiele w łóżku wymagają, niewiele dostaną, są bezpieczne. Skoro są prości w obsłudze faceci, muszą też być proste kobiety, które wiele do szczęścia nie potrzebują i zadowalają się rolą kucharko-materaca. Nie każdy facet musi wiedzieć, że zrobienie dobrej minety to coś więcej niż lizanie łechtaczki (serio, dwa razy, w dwóch różnych wypowiedziach w tekście, którego nie przytaczam),. Taki ktoś na bank znajdzie kobietę, której ta niewiedza nie będzie przeszkadzać. Ba, może nawet znajdzie taką, która tego nie lubi, skoro całowanie cipki nie sprawia mu przyjemności i uważa je za poświęcenie.

Na pewno nie powinienem pretensji mieć ja, bo w sumie chuj mnie to obchodzi, that’s why.

Pretensje powinni mieć mężczyźni jako ogół, bo przez takie właśnie nieprzemyślane wypowiedzi wychodzimy na bandę neandertalczyków.
I ci, którzy się pod tym podpisali imieniem i nazwiskiem, zapominając, że potencjalny pracodawca skorzysta z Google w którymś momencie rekrutacji, potencjalna laska skorzysta z Google w którymś momencie bajeru i potencjalny teść skorzysta z Google, rozważając, czy na pewno warto temu typowi oddać swoją ukochaną córeczkę.