Mojej dziewczynie zepsuł się samochód. Normalna rzecz. Samochody się psują. Niezapominajkowe garbusy blondynek, o których nie da się zapomnieć, też. Taki jest ten świat.

Nie było to nic groźnego, kryzys zażegnany, Grubasek jeździ, jak jeździł, czyli świetnie, ale moment, w którym K zziajana wpadła jak burza do mieszkania i zaaferowana zaczęła opowiadać o swojej najnowszej przygodzie, był momentem, w którym wiedziałem, że napiszę o tym tekst. To mógł być naprawdę zabawny tekst oparty na kanwie stereotypu o odwiecznym konflikcie między kobietą a motoryzacją. Niestety. K pogrzebała ten pomysł, zachowując zimną krew i robiąc wszystko z głową. Zjechała na prawy pas, zatrzymała się w najbezpieczniejszym możliwym miejscu, odpaliła awaryjne i poszła sprawdzić, co jest nie tak. Podniosła maskę, sprawdziła olej, sprawdziła płyn w chłodnicy, nie zdążyła sprawdzić nic więcej, bo za nią zatrzymał się inny samochód.
Z samochodu z odsieczą nadszedł facet. Wprawdzie niewiele mógł zrobić z samym samochodem ponad to, co już zostało zrobione, ale starał się. Zajrzał pod maskę, popatrzył, pochrząkał i zaproponował holowanie, przepchnięcie samochodu w jakieś lepsze miejsce i takie tam. Próbował pomóc K, a pomógł mi. Myślałem, że jednak nie będę miał tematu, a tu proszę. Mogę napisać krótki tekst o tym, jacy to się czasami jeszcze mili ludzie na tym świecie zdarzają, nie?
Nie. Bo piękną historię o pomocy bliźniemu jak zwykle musi spieprzyć jakiś burak. W tym wypadku burak z piskiem opon zahamował na sąsiednim pasie, choć mógł przejechać obok bez przeszkód, otworzył okno samochodu, otworzył też usta i pozwolił, by na świat wylało się morze kupy. Że co to kurwa ma niby być, tu się kurwa nie staje, jebani, jebane, pierdolcie się i nara, czy jakoś tak. W każdym razie wypowiedź tak kwiecista, że aż strach pomyśleć, że on później tymi ustami matkę całuje. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś nie zatrzymał się pomóc. Mi też się pewnie zdarzyło nie zatrzymać. Możesz się spieszyć, może ci się nie chcieć, możesz nie móc pomóc. Ba, może ci nawet nie przyjść do głowy, że ktoś może potrzebować pomocy. Spoko, rozumiem. Ale jaki jest sens lecieć z mordą do kogoś, kto pomógł? Nie rozumiem.

Dlatego nie będzie ani zabawnej seksistowskiej notki o kobietach i samochodach, ani krótkiej opowiastki o ludzkiej dobroci. Będzie apel. Nie o to, żeby pomagać na drogach bezbronnym blondynkom z niezapominajkowych garbusów.
Mój apel jest dużo prostszy.

Nie bądźmy chujami

Niebycie chujem jest prostsze, niż mogłoby się wydawać. Wystarczy nie zachowywać się chujowo. Wskazane jest wzorowe zachowanie i wszelkie stopnie zachowania dobrego (bardzo dobre, dobre, średnio dobre i prawie dobre), dopuszczalne zachowanie poprawne, a nawet trochę słabe. Tylko chujowe jest naganne.
W niebyciu chujem nie chodzi o to, żeby być od razu świętym. Nawet nie trzeba zawsze być dobrym. Żeby żyło się lepiej, wystarczy być w porządku. Nie ze względu na karmę czy przykazania. Tylko tak zwyczajnie, po ludzku.