Dziś mijają trzy lata, od kiedy poszłam pod laser. Trzy lata beztroskiego kąpania się w jeziorze, zasypiania na stojąco po całonocnej imprezie, bez dłubania w oczach w poszukiwaniu zaginionej soczewki. Trzy lata obrazu jak w HD. Nie wyobrażam sobie lepszej okazji, żeby wam o tym opowiedzieć.

Okulary nosiłam od 3 klasy podstawówki. Dostałam wówczas od dalekiego kuzyna konsolę Sega Mega Drive i kilkanaście gier. W czasach prehistorycznych stanu gry nie dało się zapisać, więc rozgrywka toczyła się cały dzień, przegryzana naprędce plackami ziemniaczanymi podsuniętymi przez mamę. Publiczność w osobach mojego młodszego brata, koleżanek i siostry ciotecznej dzielnie mi towarzyszyła w pokonywaniu kolejnych światów, a ja siedziałam z padem coraz bliżej i bliżej telewizora…

– Mamo… – Stanęłam jakiś czas później w drzwiach dużego pokoju, chowając ręce za plecami. Z kurtki i butów topniejący śnieg spływał kałużą na linoleum.
– Co, skarbie? Już wróciłaś? Gdzie masz okulary? – Mama chrupała kakaowe draże, wyłuskując je zręcznie z żółtego opakowania z przerażającym klaunem, i patrzyła na mnie. W tle leciał „Zbuntowany anioł”.
Ona już wiedziała.
– Bo widzisz, po szkole nacieraliśmy się śniegiem… I ja byłam w ataku… I wiesz, ten Chińczyk z mojej klasy, on celował w kogoś innego, to nie jego wina… – Wysunęłam przed siebie rękę z resztką tego, co jeszcze przed godziną miałam na nosie.
– K, znowu? Zlituj się! To już trzecia para w tym roku!

Rodzice mieli ze mną niełatwo pod tym względem. Jedne okulary utopiłam w stawie, na innych ktoś usiadł. Wpadałam na szyby w witrynach sklepowych, potykałam się o własne nogi i krawężniki, a raz nawet wsiadłam do samochodu z brodatym facetem, który z kilometra może i przypominał mojego tatę, ale nie jeździł fordem mondeo, tylko cinquecento.
Gdy tylko dorosłam na tyle, by nosić soczewki kontaktowe, przerzuciłam się na nie. Było nieźle, ale w dalszym ciągu pozostawało jedno ale: poranna droga z łóżka do łazienki. Szczególnie wtedy, gdy rozochocona soczewkami zrezygnowałam z okularów analogowych, mimo tego, że moja wada oscylowała w okolicach -5,5 w obojgu oczach. Mama obserwowała moje wędrówki po omacku, guzy na moim czole i czekała na odpowiedni moment, który długo nie nadchodził. Aż do pewnego pamiętnego Grouponu. Był grudzień 2012 roku.

PRZED

Pojechałam na drugi koniec Polski na badanie wstępne. Byłam bardzo zdenerwowana, w końcu nie każdy może się poddać laserowej korekcji wzroku, ponieważ badania są naprawdę restrykcyjne. Spędziłam w klinice kilka godzin, po kroplach rozszerzających źrenice raziło mnie światło, ale już miałam przedsmak tego, co mnie czeka – okulistka zapuściła mi krople znieczulające i sondą z wypustką zbadała grubość rogówki mojego oka. Jedynym dyskomfortem było chrobotanie w tylnej części głowy. Na polu widzenia pojawiały mi się maleńkie kręgi (jak na wodzie po puszczeniu kaczki). Wychodząc z gabinetu, byłam zła, ponieważ musiałam czekać kolejne kilka dni na diagnozę, a przyjechałam nastawiona na natychmiastowy wynik badań. Po dwóch dniach otrzymałam telefon, że się zakwalifikowałam i z radości spadłam z łóżka.

Wiele osób uważało za swój cholerny obowiązek, by ustrzec mnie przed tym straszliwym błędem (w tym kilku okulistów):

„Wiesz, że mogą ci tego nie skorygować do końca?”.
„Po co się tam pchasz? Operacja to ZAWSZE ingerencja w ciało, a tak ładnie ci w okularach”.
„Słyszałam od znajomej, która słyszała od znajomej, że kuzynka wójta wsi, w której mieszka jej cioteczny dziadek ze strony matki, powiedziała, że znała kiedyś kogoś, kto po korekcie wzroku w latach 80. całe życie miał wieczorem efekt halo”.
„Ja bym się nie zdecydowała, operacja na oku? A jak coś pójdzie nie tak? Szczególnie, że to zniżka z Grouponu. Z GROUPONU?  Z głupim się na łby pozamieniałaś? Przecież w tej klinice mogą cię pociąć na narządy”.
„W internecie przeczytałam, że wada może całkowicie wrócić. Martwię się o ciebie. To się często zdarza. Nie myśl, że jesteś wyjątkowa”.
I najlepsze:
„Ja bym się bała”. No jasne. Trzeba mieć jaja ze stali, by się na to zdecydować. Ja mam.
Gdyby to jeszcze mi nie wystarczyło, weszłam na fora. O korekcie wzroku. Po co ja to zrobiłam? Powinien powstać fanpejdż „Beka z for okulistycznych”. Lajkowałabym.

W TRAKCIE

Przygotowując się do zabiegu, szukałam informacji dotyczących postępowania przed laserową korekcją. W większości przypadków bardzo się różniły, co powodowało niepokojące myśli – zrobię coś źle i z zabiegu nici… Na szczęście udało mi się wyodrębnić kilka zasad:

Co należy zrobić przed zabiegiem laserowej korekcji wady wzroku?

  • 4 tygodnie przed ściągnąć soczewki kontaktowe – ja zrobiłam to 1 stycznia. Można oczywiście później, a nawet kilka dni przed operacją, ale może to spowodować niedokorekcję i kruchość naczynek.
  • 2 dni przed zabiegiem nie imprezować = nie pić alkoholu, bo odwadnia i oczy nie będą dostatecznie nawilżone. Myślę, że chodzi tu także o komfort personelu medycznego – na kacu nikt ładnie nie pachnie, pacjent czuje się gorzej, co też może mieć wpływ na ostateczny wynik korekcji.
  • 1 dzień przed – buzia bez makijażu. Oczy odpoczywają od tuszu i kresek, żadne pozostałości makijażu nie mogą ujawnić się podczas operacji, która przeprowadzana jest przy miejscowym odkażaniu twarzy.
  • Rano, w dniu zabiegu – dokładnie umyć włosy, twarz i ciało, nie nakładać kremów, balsamów, nie perfumować się, nie używać lakieru do włosów ani innych „rozpylaczy”.
  • Ubieramy się lekko i wygodnie, czyli dżinsy, obcasy, obcisłe bluzki odpadają. Ja wybrałam legginsy i t-shirt, ale widziałam też panią w szpilkach i szlafroczku w ocelota i nie wyrzucili jej z poczekalni.
  • 2 godziny przed – zjeść smaczny, nietłusty posiłek. Mi się zachciało McDonald’sa, ale mus to mus (odbiłam to sobie po wszystkim). Oczekiwanie na zabieg może się wydłużyć, więc lepiej nie przychodzić zupełnie na czczo.
  • Wziąć ze sobą kogoś, by też się denerwował i towarzyszył w trudnych chwilach. Dobrze, by miał zapędy opiekuńcze i duże pokłady empatii. Konrad na przykład przestał się odzywać. Ze zdenerwowania, oczywiście, wcale nie dlatego, że musiał przesiedzieć 6 godzin na korytarzu bez ładowarki.

Tak przygotowana, dumna i blada przyszłam na wyznaczoną godzinę, poddałam się powtórnemu badaniu, by sprawdzić, czy po dłuższym czasie bez soczewek nic się nie zmieniło. Kolejna poczekalnia i rozmowa z panią doktor, która starała się rozładować atmosferę i z każdym pacjentów porozmawiać. Mnie akurat zapytała o zdanie na temat książki, którą czytałam w poczekalni (nie przyznałam się, że był to „Gorący kochanek lady Jakiejśtam”). W tym momencie można zadać wszystkie dręczące nas pytania, ja akurat zapytałam o rodzaj zabiegu, któremu zostanę poddana. Bo jestem masochistką.

Epi-LASIK

jest metodą, w której nabłonka rogówki nie odcina się całkowicie,

co minimalizuje ryzyko jego oderwania się.

ODERWANIA SIĘ. Wat.

Po rozmowie z panią doktor zostałam odprowadzona do jednoosobowego pokoju z łóżkiem, łazienką i telewizorem, dostałam kanapki i herbatę oraz syrop uspokajający, bym czasem niepostrzeżenie nie uciekła przez okno (a miałam chęć, nie powiem). Pani pielęgniarka zakropiła mi oczy, wręczyła szpitalne ubranie składające się z wielkich portek i jeszcze większej koszulki, i kazała mi wypocząć przed zabiegiem.

Co się dzieje w trakcie zabiegu?

  • Znieczulenie oczu – gdy krople zaczynają działać, masz wrażenie zdrętwienia, opuchnięcia powiek i już nie wiesz, czy mrugasz, czy nie. Jesteś dokładnie znieczulony na zewnątrz, a cholernie przerażony w środku.
  • Zdezynfekowanie okolic oczu i twarzy – od tego momentu ręce muszą leżeć wzdłuż ciała. Nie wolno podnosić ich do twarzy (co ja oczywiście zrobiłam, bo akurat strasznie zaswędziało mnie pod lewym okiem. A potem pod prawym. I znów pod lewym).
  • Założenie rozpórki – przypomina wsadzenie zalotki w oko. Rozszerza powieki i zapobiega niechcącym mrugnięciom. Zimne.
  • Co jakiś czas oczy zlewane są jakimiś płynami w celu oczyszczenia operowanego miejsca.
  • Odcięcie nabłonka – osoby nadwrażliwe proszę o wyjście z internetu. Do oka przykładane jest specjalne urządzenie, słyszysz ostrzeżenie: „Może pani poczuć delikatny ucisk”, po czym czujesz się jak bohater „Mechanicznej pomarańczy”. Gdy słyszysz: „Siostro, proszę włączyć ssanie” i masz wrażenie, że słoń trąbą chce ci wyssać oko, zaczynasz się rozpaczliwie zastanawiać, co ci w ogóle przyszło do głowy, nienawidzić swojej matki, że cię do tego zmusiła, że w ogóle sprowadziła cię na ten podły świat, gdzie lekarze w kitlach cię torturują, a tak w ogóle to twoje okulary są bardzo ładne, takie czerwone z zielonym i że w sumie przecież ci nie przeszkadzały. A to tylko odcinają płatek rogówki.
  • Manipulacje przy oku – chirurg bawi się niegrzecznie swoimi zabawkami, coś tam czyści, coś podkłada, coś odsuwa – nie wiesz właściwie, co robi, ale sobie leżysz, bo co ci szkodzi. Znieczulenie robi swoje, życie jest piękne i chcesz ucałować panią doktor.
  • Właściwa korekcja – zawisa nad tobą prośba o patrzenie dokładnie w czerwone światełko nad okiem. Więc patrzysz, ale mózg usłużnie ci podpowiada: „Spójrz w bok. Zobaczymy, co się stanie. Przecież nie jesteś tchórzem. A kto w ogóle wierzy, że laser cokolwiek może przeciąć, przecież to zwyczajna wiązka światła. Grawitacja przecież też nie istnieje”. Syczenie, światełka migają w twojej głowie jak na gimnazjalnej dyskotece, w tle głos chirurga: „40 procent zabiegu za nami… 60 procent zabiegu za nami… 100 procent zabiegu za nami. Może pani odetchnąć. Dlaczego się pani tak histerycznie śmieje? Przecież nie bolało, nie? Możemy powtórzyć, jeśli pani bardzo chce, haha. Żarcik taki”.
  • Powtórne manipulacje przy oku – czyli sprzątanie po laserze, nakładanie płatka, nawilżanie, kropienie, soczewka opatrunkowa, wyjmowanie rozpórki, gapisz się nadal w górę, myślisz mimochodem: „Hmm, ale ta lampka nade mną ma kabelków. A ta pani doktor to ma takie śmieszne plamki w oczach. A numer seryjny tego śmiesznego urządzenia, które stoi w rogu sali operacyjnej, to X8907… „.

Kolejne oko, powtórka z rozrywki. Wkrótce zjeżdzasz niepokonana z placu boju w wózku inwalidzkim, rozglądasz się po korytarzu i myślisz, patrząc na zwyczajnych ludzi, którzy nie przeżyli tego, co ty przed chwilą: „Co ty wiesz o korektorowaniu… Ty stara dupa jesteś”.

PO

Co się dzieje w ciągu tygodnia po zabiegu?

  • Ciągle działa znieczulenie, ale jak najszybciej należy się postarać o coś przeciwbólowego. Ja stwierdziłam, że nie czuję bólu jak Wiedźmin naprany eliksirami. Okazało się, że nie jestem Wiedźminem. Ani trochę.
  • W klinice dostajesz pierwszą dawkę kropli i receptę na nie. Bardzo ważne, by się stosować do zaleceń, bo te leki naprawdę przyspieszają gojenie. Mnie pilnowali na zmianę mama i Konrad. Musieli, inaczej tym razem bym stwierdziła, iż mam w sobie coś z Wolverine’a i wszystko mi się świetnie wygoi bez żadnych bzdetów. Otóż nie.
  • Kilka godzin odpoczywasz, dostajesz wypis z poleceniem, by zgłosić się na kontrolę i zdjęcie opatrunków za kilka dni.
  • W domu dużo śpisz. W zaciemnionym pokoju. Z elegancką opaską na oczy i dizajnerskiej piżamie. Byś mogła wzdychać i jęczeć z taką klasą, jak ućpane xanaxem młode dziedziczki z nowojorskich wyższych sfer.
  • Pijesz dużo wody. Wstając w nocy z łóżka, potykasz się o dziesiątą zgrzewkę mineralnej, którą przytargał twój tata w ciągu ostatniej doby. Tak się troszczy. No bo przecież musisz dużo pić.
  • Zaczynasz nienawidzić audiobooki. Nie możesz już słuchać głębokiego głosu Fronczewskiego, a przez Jungowską nigdy więcej nie spojrzysz na Atomówki.
  • Twoje życie zaczyna przypominać imprezę z cyklu „Sunglasses even at night”. I jesteś na niej sama.
  • NIE patrzysz w smartfona, NIE używasz Messengera, NIE wrzucasz zdjęć na Instagrama. Całkowita śmierć socialmediowa.
  • Przez pierwsze kilka dni jesteś przekonana, że zabieg się nie powiódł. Coś tam niby lepiej widzisz, ale dalej czujesz się jak kineskopowy Thompson zrzucony z trzeciego piętra przy remoncie.
  • Czekasz. Czekasz. Czekasz.

I wreszcie. Tydzień później.

  • Spędzasz w podróży jedyne 247489 godzin, by wizyta kontrolna trwała 10 minut. I kolejne tyle spędzasz na czekaniu na pociąg powrotny.
  • Ale to ci zupełnie nie przeszkadza.
  • Zupełnie.
  • Bo jadąc tramwajem na dworzec, WYRAŹNIE WIDZISZ, jak na końcu ulicy krewka babcia leje parasolką dryblasa, który ma szalik z napisem…
  • „Stomil Olsztyn”.

I nagle zupełnie przestaje cię obchodzić, że nie możesz przez najbliższe:

  • Przez 2 tygodnie – prowadzić samochodu, malować się, pić alkoholu, korzystać z mediów elektronicznych, kontaktować się ze zwierzętami i chorymi osobami, przebywać w zadymionych pomieszczeniach.
  • Do 6 miesięcy – kąpać się w zbiornikach wodnych, w tym basenach, opalać się naturalnie ani w solarium.

To wszystko nieważne. Ważne jest, że WIDZISZ WYRAŹNIE. SWOIMI OCZAMI. Nie soczewkami, nie okularami, tylko czymś, co urodziło się razem z tobą. W tym samym czasie. Jako część ciebie.

Radośnie wypieprzyłam pojemnik z soczewkami do śmieci.

Wiele osób waha się przed podjęciem decyzji o laserowej korekcji wady wzroku. Jest to duży stres i istnieje wiele przeciwwskazań do przeprowadzenia zabiegu. Obecnie kliniki i szpitale oferujące korekcję laserową zabezpieczają się, poddając kandydatów restrykcyjnym badaniom, więc ryzyko niepowodzenia i niedokorekcji jest naprawdę niewielkie. Jak każda operacja, także i udana laserowa korekcja ma swoje minusy, do których zaliczyć można zespół suchego oka (u mnie zespół się skończył po dwóch latach. Pewnie frontmanowi zachciało się kariery solowej) czy czasową nadwrażliwość na światło. Ale to mija.

Wada się nie cofnęła. Na wszelki wypadek rozważam jednak okulary do pracy przy komputerze. Lepiej dmuchać na operowane.

Jeszcze trzy lata temu mój świat bez soczewek był rozmazaną plamą – dziś dla rozrywki odczytuję tytuły książek, stojąc po drugiej stronie pokoju. Dla osoby, której świat przez większość życia wygląda jak obraz z niewyostrzonego rzutnika do slajdów, wciąż jest to niesamowite. Wręcz magiczne. Ścigam się czasem z Konradem, kto szybciej odczyta numer nadjeżdżającego autobusu. I generalnie wkurzam ludzi, mówiąc z szeroko otwartymi oczami: „Ale jak to? Nie widzisz tamtego napisu? Serio? Dziwne”.

Najcięższym momentem jest podjęcie ostatecznej decyzji. Wiele osób odkłada to na „kiedyś”, „po ciąży”, „jak operacja będzie zupełnie bezpieczna”. Moje „kiedyś” zamieniło się w „teraz”, gdy spojrzałam na Konrada, szukając pomocy. Zadałam sobie wówczas jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie:

Czy będę szczęśliwsza, budząc się rano i widząc cień, jaki rzęsy rzucają na jego policzki?

A potem byłam. Szczęśliwsza. I nadal jestem. Do diabła z okularami.

 

Opisałam tylko swoje wrażenia i doświadczenia. Nie namawiam was  – każda taka decyzja musi być dokładnie przez was przemyślana.


  • Ja po 8 latach od zabiegu znów muszę nosić soczewki, żeby coś widzieć sensownie. Także od siebie dodałabym, że nie ma co się spieszyć i warto poczekać, aż pogłębianie wady się zatrzyma, bo potem smutek.

    • Ka

      Czekałam 3 lata od ustabilizowania się wady. Jeśli kiedykolwiek wada zacznie mi wracać, powtórzę zabieg, jeśli będzie taka możliwość. Ile miałaś lat, jak zdecydowałaś się na zabieg?

      • An Ka

        Jestem 10 lat! po zabiegu. Miałam astygmatyzm i -3.5 na prawe i -8,5 na lewe oko. Średnio co 1,5 roku musiałam zmieniac okulary. Koszt takiej wymiany to około 1000,- 1200,- zł .(jakieś sensowne oprawki + przy astygmatyzmie tzw szkła sferyczne – rozparowane bo każde oko miało inne parametry+filtr antyrefleksowy bo praca przy kompie i jazda samochodem) Szkła kontaktowe przy mojej wadzie nie wchodziły w rachubę.Latem pływanie bez okularów – koszmar, zimą każde wejście z zimna do ciepłego pomieszczenia – koszmar. Bez okularów byłam ślepa jak kret. Za zabieg zapłaciłam 4000,- i żałuję tylko jednego, że zdecydowałam się na operację tak późno 🙂

        • Ka

          Jak ja lubię, jak ktoś jest tak zadowolony z korekcji;)

  • Jak ja Ci zazdroszczę! Nie tylko oczu, lecz także tego, jak umiesz pisać 🙂

    • Ka

      A tak serio, to z Twoich ust to duży komplement. Dziękuję:)

    • Ula, a widziałaś jak K wygląda i jak się zachowuje? Ja od razu się w niej na żywo zakochałam 🙂

      • Ania Piwowarczyk

        Jest nas zdecydowanie w tej miłości więcej!

  • Chochlik

    Ja mam nadzieję kiedyś się zdecydować 😉 Na razie tchórzę i to bardzo.

  • Edzia

    Miałam też kiedyś znieczulenie miejscowe i to jest takie dziwne uczucie, jak wiesz, że pan doktor ci coś tam robi i czujesz takie „gilgotanie”, ale to zupełnie nie boli. Na oczach jest tak samo? Widzisz, jak oni nad Tobą chodzą i nic nie możesz zrobić? Ja bym chyba tego nie przeżyła… Pozbycie się okularów i soczewek brzmi super, ale na razie za bardzo się boję. Po przeczytaniu tego tekstu jestem wręcz przerażona. Super piszesz, K! 🙂

    • Ka

      Na oczach jest tak samo, tylko to „gilgotanie” słyszysz też jakby w tle głowy. Nie bój się – ja to wszystko dziś wspominam z humor i nie zastanawiałabym się dwa razy, gdyby mi wada wróciła i musiałabym znów przez to przejść.

      • Edzia

        Ja miałam już nawet taką próbkę tego, jak się żyje bez wady wzroku, bo raz na wyjazd wakacyjny kupiłam soczewki, których nie trzeba ściągać na noc i kiedy myślę o tym, jak się budziłam i widziałam wszystko wyraźnie, to tego się nie da porównać z niczym innym 🙂 Ale mimo wszystko strach jest, a to nie jest decyzja, którą można podjąć szybko i bez zastanowienia.

        • Ka

          Dokłądnie, Ja się zastanawiałam kilka lat i pewnie do tej pory bym się zastanawiała, gdyby nie impuls.

  • Gratuluję. Mój brat w wieku prawie 20 lat ma już -6 i -7. Musi jeszcze rok przeczekać na taką operację, bo jest dopiero od 21 roku życia 🙁

    • Ka

      Szybko minie. A za to potem jaki będzie szczęśliwy:)

  • kurczę, w ogóle nie interesuje mnie laserowa korekcja wzorku, ale ten post jest TAKI FAJNY! też mam wadę wzroku, ale na tyle małą, że gdy zapomnę okularów z domu, nie ma tragedii, wsiadam do dobrego autobusu i nie mówię „dzień dobry” obcym ludziom (okej, raz się zdarzyło :))

  • Marzy mi się taka operacja, ale póki co muszę się upewnić, że wada się ustabilizowała i znaleźć kupca na nerkę (bo koszty nie na moją kieszeń) 🙂 Z opresji ratują mnie za to miesięczne soczewki całodobowe – kocham je!

  • Karolina Molenda

    Mam -10 i bardzo chcę zrobić operacje. Twój tekst jednocześnie mnie zachęcił i odstraszył. Marzę by widzieć w HD, ale z drugiej strony boje się samej operacji i tego, że mogłaby wada wrócić :<

    • Ka

      Sama operacja na obojgu oczach trwa góra 20 minut. A potem szybko zapominasz i pamiętasz tylko zabawne momenty. Ból pojawia się jedynie wtedy, jeśli zapomnisz o środkach przeciwbólowych.

  • Marta Maksylewicz

    Cześć K! Jestem pod wrażeniem, że tak profesjonalnie podeszłaś do tego zabiegu. Z tego co napisałaś wynika, że sumiennie dostosowałaś się do wszystkich zaleceń lekarzy i… udało się!
    Jako osoba, która w optyce trochę siedzi mogę Ci doradzić, żebyś zaopatrzyła się w okulary ze specjalną powłoką antyrefleksyjną do komputera (takim, który odcina promieniowanie niebiesko-fioletowe). Przykładowo w Essilorze taka powłoka nazywa się Prevencia, a w Hoya: Blue Control.
    Essilor ma teraz też taką nowość, soczewki EyeZen. Są to soczewki relaksacyjne przeznaczone dla osób, które korzystają dużo z komputerów, smartfonów i tabletów. Mega sprawa 🙂

    • Ka

      Dzięki za komentarz, bo właśnie o tym myślę – byłabym niedawno na badaniach medycyny pracy i się obraziłam, że śmieli mi wypisać jakieś okulary do komputera, jakbym co najmniej miała jakąś wadę czy coś;)

  • Uwielbiam Twój styl pisania. Solidnie to opisałaś, jest dużo plusów, ale opis operacji jest wstrząsający. Mogę zapytać ile zapłaciłaś za zabieg po zniżce?

    • Ka

      2600 zł za oboje oczu. Plus 100 zł wizyta wstępna i oczywiście koszty hotelu, dojazdów i około 170 zł za leki po operacji. Uważam, że to naprawdę niewiele.

      • Na pierwszy rzut oka to dość duża kwota, ale, ale! po 3 latach na soczewkach plus potencjalnych kilku albo na zawsze bez, to spoko.

  • Antonina W

    Może to głupie, ale jak przeczytałam „WIDZISZ WYRAŹNIE. SWOIMI OCZAMI.” to się wzruszyłam, bo wyobrażam sobie jaka to radość. Ja nie pamiętam czasów jak widziałam bez wspomagaczy, to musi być cudowne. Dzięki Twojemu tekstowi znowu zaczęłam myśleć o operacji. Może się zdecyduję <3

  • „U mnie zespół się skończył po dwóch latach. Pewnie frontmanowi zachciało się kariery solowej”… 😀

    Czytałam razem z chłopakiem, który ma podobny problem, jak Ty… miałaś. Na zmianę parskaliśmy śmiechem, ale to nie jedyne dobro, jakie wynikło z tej lektury. Przynajmniej dawno zapomniany temat powrócił.

  • Magdalena “Sorridence” Winches

    Super post. Rewelacyjny styl pisania. Sprawiłaś, że sama zaczynam myśleć o takim zabiegu 🙂

  • Maria Moonset

    Dzięki Ka za ten post! Trafił idealnie w moje potrzeby, bo u mnie
    operacja 4ego lutego 🙂 Odczytuję to za znak, że jednak dobrze robię 😉
    Chociaż oczywiście znów dowiedziałam się czegoś, czego żadnej lekarz mi
    nie powiedział… jak to nie można się kontaktować ze zwierzętami??? Jak
    po operacji, ogłupiona lekami, dowiem się, że właśnie dziś powinnam
    wyrzucić mojego kota do najbliższego lasu, bo jego obecność zagraża
    mojemu życiu i zdrowiu, to będę bardzo zła. Bardzo, bardzo. Już jestem
    właściwie. No nic, chyba jutro zadzwonię z pretensjami do lekarki, która
    ma mi przeprowadzić zabieg 😉 Jeszcze raz dzięki wielkie za posta, będę
    go sobie masochistycznie czytać przygotowując się to mojego wielkiego
    dnia 🙂

    • Ka

      Ale to tylko 2 tygodnie bez zwierząt;). Mój kot się awanturował pod drzwiami pokoju, więc go czasem wpuszczałam, ale pilnowałam, by nie potrzeć oczu po głaskaniu.

      • Maria Moonset

        u mnie raczej bez szans by kota odizolować, tym bardziej, że mieszkam z nim sama, ale potrzeba matką wynalazku i już wymyśliłam, że będę na czułości zakładać okulary do nurkowania 😉 Jak dobrze pokombinuję to może coś jeszcze weselszego wymyślę 😀 Do operacji jeszcze całe 5 dni…Pozdrawiam ciepło!

  • Piąteczka! 🙂
    Tzn. taka przedoperacyjna, bowiem moja wada też oscyluje wokół -5,5 dioptrii. Ale myślę, poważnie myślę o zabiegu… tylko jakiś groupon sprytny muszę upolować, bo bez rabatu taki zabieg szarpnie mnie na 5 koła (o co kaman z tymi piąteczkami?!).
    Dzięki, że wszystko opisałaś tak dokładnie – odgrzebię ten wpis, kiedy przyjdzie mój czas 🙂

  • Jestem właśnie na takim etapie, że myślę o ewentualnej operacji wzroku. Dlatego cieszę się, że trafiłem na ten wpis. Rozwiałaś kilka moich wątpliwości i podałaś sporo istotnych informacji. Dzięki! 🙂

    • Ka

      Jak w dalszym etapie zastanawiania się będziesz miał jakieś pytania, to pisz śmiało!:)

  • Stara, chciałam zoperować swoje minus jedynki. po wstępie weszłam na groupon. po połowie wszystko zaczęło mnie boleć. po całości stwierdziłam, że widzę na tyle dobrze bez okularów, że poczekam aż oślepnę 😀

  • Monika Bryk

    2600 za operację? Niedużo. To przez tego GROUPON?
    W jakiej miejscowości wykonywany miałaś zabieg?

    • Ka

      Tak, to była zniżka dwoje oczu w cenie jednego. W Chorzowie./K

  • Martene

    Chcę bardzo <3 obym się zakwalifikowała do zabiegu… Noszę okulary od 1 klasy podstawówki, soczewki od 3 gimnazjum, obecnie mam -6,25 i -6,75 i jeszcze tylko rok do 21.

  • Nasyłam na Ciebie moich czytelników 😉

  • Agata M.

    zazdroszczę! ja mam większą wadę + na badaniu wstępnym dowiedziałam się, że mam wieeeelką gałkę (gałę w sumie) oczną, przez co moje oko jest spłaszczone z przodu (dokładnie to, co pomiędzy powiekami) i zabieg jest niemożliwy. pani powiedziała, że jedyne co zostaje co redukcja do ok. -4 i noszenie (o zgrozo!) okularów, bo po laserze soczewki odpadają. rozbeczałam się, podziękowałam i wyszłam. zazdroszczę Ci mega, ale nie tracę nadziei, może wymyślą coś, dzięki czemu ja też spojrzę SWOIMI OCZAMI. pozdro!

    • Ka

      Technologia rozwija się tak szybko, że na pewno niedługo coś wymyślą. Trzymam kciuki!:)

  • Karolina Larenta

    Moja wada: -6 i na lewym i na prawym paczadełku. Czekam tylko na odpowiedni wiek i będę zapierdzielać z prędkością światła do kliniki zajmującej się uzdrawianiem ślepoułomnych 🙂 Pozdrawiam ;*

  • Marcin Grochowski

    „ubrałam legginsy”…
    „dokładnie znieczulony wewnątrz, a cholernie przerażony w środku” – czym się różni wewnątrz od w środku?
    well…

    • Ka

      Bardzo fajnie, że wskazałeś mi dwa błędy na tekst, który ma ponad 2000 słów, z czego jeden jest zwykłą pomyłką, bo znieczulenie było zewnętrzne. Co Ci to dało?

  • marta.

    hmm, ja miałam zabieg 3 miesiące temu i wyglądało to trochę inaczej – może to kwestia metody? ja miałam standardowym LASIKiem. Przede wszystkim nie miałam żadnych opatrunków na oczy i na drugi dzień po zabiegu widziałam w zasadzie z pełną ostrością. Miałam wszystko w trybie jednodniowym – badanie na 10, kwalifikacja, o 14:30 zabieg, o 16 badanie pozabiegowe i do domu, potem parę godzin leżenie w ciemnym pokoju pod kołdrą z zamkniętymi oczami, ale koło 20 byłam już w stanie wyłonić się z ciemności i funkcjonować w lekko oświetlonym pokoju. Żadnego bólu, lekki dyskomfort porównywalny ze źle założoną soczewką lub ziarenkiem piasku pod powieką. Częstość zakrapiania oczu antybiotykiem i innymi kroplami przerażająca, ale nastawiłam sobie przypominacz w telefonie ;D no i do jeżdżenia samochodem wróciłam po kilku dniach (na wizytę kontrolną po tygodniu przyjechałam autem), do pracy (8 godzin przy komputerze) po półtorej tygodnia. Wciąż zakrapiam oczy 1-2 razy dziennie kroplami nawilżającymi, ale to tyle. Na wizycie kontrolnej powiedzieli mi, że dojście do pełnej ostrości może trwać koło miesiąca, ale ja już po tygodniu widziałam wszystko że tak zacytuję „WIDZISZ WYRAŹNIE. SWOIMI OCZAMI.” 🙂 Rzeczywiście, to jest najfajniejsze ze wszystkiego i nikt kto nie nosił okularów/soczewek nie zrozumie, jaka to radość. Ja się do tej pory głupio uśmiecham, jak ktoś mnie zapyta o oczy ;D

    • Ka

      Opatrunkiem była soczewka, taka jak kontaktowa:) Kwalifikacja i zabieg jednego dnia? WOW! Ja mogłam mieć po tygodniu od badania wstępnego, ale było już za późno na zdjęcie soczewek.
      Przybijam piątkę z głupim uśmiechaniem się. To jest piękne:)

  • Aga

    Dzięki Ci za ten tekst! Czaję się właśnie na operację, poczytam więcej i chyba się zdecyduję ponieważ chciałabym widzieć więcej niż to, co mam przed samym nosem…

  • Nawet nie wiedziałam, że byłyśmy takie podobne 😉 Noszę okulary od 2 klasy podstawówki, jak byłam mała pomyliłam swojego tatę w sklepie z jakimś panem i za nim szłam aż do kasy. Aktualnie mam -8 i nigdy nie nosiłam soczewek, bo ciężko mi nawet wpuścić krople do oczu a co dopiero ich dotknąć.. Chciałabym kiedyś wykonać ten laserowy zabieg, sporo osób mi o tym wspomina, ale dzięki Tobie chyba będę się bała 😀 Wiem, że świat w full HD byłby boski (pamiętam jak cieszyłam się każdym szczegółem po zmianie okularów) ale Twój opis tak szczegółowo uzmysłowił mi jakie to niefajne przeżycie… ;p

  • Fiołek88

    Kiedyś się zastanawiałam nad operacją… ale jakoś myśl odeszła w siną dal… mam wadę -4,0. Nadal dziwi ludzi to, że jak ściągnę okulary to ja nic nie widzę 😀 Pytają jak to, a ja mówię: tak to. Nie chce mi się już tłumaczyć. Szkła kontaktowe nie wchodzą w grę – nie jestem wstanie znieść wkładania i wyciągania czegoś z oka. Zresztą bez okularów wydaje mi się, że mam „pustą” twarz 😀 choć może to dlatego, że noszę okulary o 1 klasy podstawówki, czyli jakieś 20 lat… Najpierw miałam plusy a teraz mam minusy, od tak taka ciekawa wada 🙂
    Nie zapomnę jednak momentu, kiedy okulista zdecydował mi dać szkła bardzo zbliżone do mojej wady i jak w końcu odebrałam oprawki to widziałam WSZYSTKO – koleżanka, która była ze mną, śmiała się, a ja poważnie widziałam wszystko 🙂 Zawsze okulista przepisywał mi o 0,5 dioptrii mniej, żeby ćwiczyć wzrok i nauczyłam się z tym żyć, czasami poznawałam ludzi z daleka po typie chodu 😀 albo stylu ubioru 😀 bywało zabawnie 🙂
    Na ten moment wada mi się zatrzymała. Mam nadzieję, że zacznie się cofać 🙂 Dlatego za niedługo idę znów na wizytę kontrolną 🙂

  • Aneta Bryk

    Ta operacja to moje marzenie. Jednak podczas czytania Twojej relacji z tego co się działo podczas korekcji z przerażenia rozbolał mnie brzuch. Czuję, że przede mną dłuuuga droga do idealnego wzroku.

  • Anna Ma

    Noszę soczewki +0,75, a jako dziecko miałam wadę +8 i po prostu z niej wyrosłam. Ale zaliczyłam w życiu sanatorium „oczne” i tam była masa dzieci po różnorakich operacjach. Historie przedstawiały się w dużo bardziej skomplikowany sposób. Dobrze, że u Ciebie poszło gładko i jesteś zadowolona.

    Opiszesz kiedyś o co chodziło z tym wsiadaniem do samochodu obcego faceta? Brzmi ciekawie 😀

  • STOMIL OLSZTYN 😀
    aaa, nie muszę pisać dużymi literami, bo już dobrze widzisz 😀
    Absolutnie fenomenalna opowieść – dawno się nie uśmiałam do łez aż tak 😀

  • Zuzanka

    Jejć. Właśnie też się przygotowuję do korekcji wzroku. Jak
    czytałam o perypetiach z podstawówki to aż się łezka zakręciła w oku…. To
    samo miałam – byłam na koloniach w górach i okulary wpadły mi do rzeki! prawie
    1,5 tygodnia nic nie widziałam 🙂 Moja mama nie była tak wyrozumiała niestety.
    Bardzo krzyczała… 🙂 Po tylu przejściach wreszcie też przeszłam wizytę
    kwalifikacyjną, z tym że ja metodą Lentivu. Super sprawa, bo piszą, że możesz
    wrócić do siebie już kolejnego dnia po zabiegu, wiec żadnej śmierci
    socialmediowej, co bardzo mnie cieszy. 🙂

  • „Czy będę szczęśliwsza, budząc się rano i widząc cień, jaki rzęsy rzucają na jego policzki?”

    Dokładnie to samo pytanie już od dawna codziennie rano wisi tuż nad moją głową. Ale jeszcze nigdy nie miałam odwagi, żeby tak na prawdę sobie je kiedykolwiek zadać. Często budzę się i „patrzę” na jego twarz. O ile w ogóle można to nazwać patrzeniem, bo przy -10 dioptriach widzę tylko gdzie ma głowę. Nie raz myślałam sobie wtedy, że fajnie byłoby go widzieć. Więc ubierałam okulary i po prostu patrzyłam.

    A dziś, kiedy wreszcie zobaczyłam to pytanie napisane czarno na białym… Totalnie się rozkleiłam. Chyba przez godzinę ryczałam i nie mogłam się uspokoić. Po prostu nie byłam w stanie dojść do siebie. Dalej nie mogę.
    Tak, to jest zajebiście, ale to bardzo, bardzo zajebiście ważne pytanie, które powinno być drukowane na każdym pudełku soczewek i opakowaniu okularów, tak jak drukuje się na papierosach informację o tym, że są szkodliwe dla zdrowia.

  • Kubiś

    ja robiłam w Optegrze korekcję wzroku i bardzo jestem zadowolona z podjętej decyzji. czuję się świetnie, dobrze całkiem widzę, jeszcze potrzebuję trochę czasu żeby dojść do siebie ale to kwestia czasu. a podejście do pacjenta

  • Cholka

    no wlasnie wiele słyszałam o optegrze – ta klinika jest także we Wrocławiu, moim mieście. Zastanawiam się nad lentivu bo chce normalnie funkcjonować jak najszybciej. a nie znalazłam inncyh zabiegów które by mi to gwarantowały

  • Alicja Kowalska

    Przeczytałam ten tekst ponad rok temu i wróciłam, żeby Ci coś powiedzieć K! 🙂
    Od dziecka mam wadę wzroku i choć kocham mój poranny akwarelowy świat, to każdy mający tak długo sporą wadę wie, jakie to upierdliwe. Jestem jeszcze ciut za młoda żeby pójść pod laser, ale pokazałam ten tekst starszemu bratu, który też ma wadę od dzieciaka. Rzuciłam wtedy, żeby się zastanowił, że może to jest fajna sprawa, zwłaszcza dla niego bo intensywnie trenuje i strasznie się męczy z soczewkami. Jasiek zaczął o tym myśleć, czytać, kilka miesięcy temu podjął ostateczną decyzję i zaczął zbierać kasę. Operował oczy na początku maja i widzi wyraźnie 😀 taaadah! gdyby nie Ty, temat pewnie by nie wypłynął i w ogóle nie bralibyśmy tego pod uwagę. Rzadko się o operacjach wzroku mówi, chyba też stosunkowo mało osób się na nie decyduje, może przez strach i ludowe legendy o synie siostry nauczycielki co to kiedyś uczyła w podstawówce na tym samym osiedlu bla bla bla ;p
    Dzięki!