Wolny dzień. Poniedziałek czy czwartek, nieważne. Czasem mam taką możliwość. Wstać rano, ogarnąć mieszkanie. Trzymać na włosach maskę przez dwie godziny. Poczytać książki, popisać, powyglądać przez okno. W takie dni zawsze budzę się w wyśmienitym nastroju.
A później jest coraz gorzej.

Wylewam kawę na swoją ulubioną piżamę, więc przebieram się w dresy. Byle jak związuję włosy. Oglądam do 12 “Kuchenne rewolucje”, potem robię grzanki. Zatłuszczam nimi nową książkę. Odkurzacz patrzy na mnie sarkastycznie, a nowe zasłony nadal leżą w papierowej torbie ze sklepu, skąd je przywiozłam trzy tygodnie temu. Przychodzi mi do głowy, by może wziąć pachnący prysznic, ale mi się odechciewa, gdy widzę w łazienkowym lustrze swoją szarą twarz, przetłuszczone włosy i ogólną bylejakość (to naprawdę ja?). Kładę się na łóżku twarzą do kołdry. Wzdycham. Czuję się jak Bella bez Edwarda, jak Ana bez wewnętrznej bogini, jak Wałęsa bez wąsów. Na cholerę mi to wolne?
Z odrętwienia wybudza mnie nieśmiały głos Konrada:
A może byś się tak umalowała?

Gdybym nie była sobą, a kimś, kogo takie stwierdzenie by dotknęło, odpowiedziałabym, zmuszając się do wstania z kanapy:
– Jak śmiesz! To jest atak na wolność jednostki! Mogę chodzić bez makijażu, jeśli mi się chce! Gdybyś mnie naprawdę kochał, to uznawałbyś mnie za piękną nawet bez makijażu! Czyli już mnie nie kochasz! Idę ze smutkiem się nawpierdalać do lodówki, a potem będę w lusterku oglądała każdą mą niedoskonałość, ponieważ niedoskonałości są piękne, przeczytasz o tym na każdym motywującym blogu! (a przecież wszyscy wiemy, że to, co piszą blogerzy, to jest jedyna i niezaprzeczalna prawda).

Ale nie jestem nikim innym. Znam swojego faceta, a on zna mnie. Czasami nawet lepiej niż ja sama. I on wie, że bez makijażu mi po prostu źle. Tak na obleczonym w dresie ciele, jak i w mojej mrocznej tego dnia duszy.
Wie, że bez makijażu czuję się bez wyrazu.

Mam szczęście, bo wielu mężczyzn tego nie wie. I choć rzeczywiście istnieją dziewczęta, których promienna skóra i błyszczące oczy nie potrzebują żadnych upiększaczy, by przyćmić wszystkie wypacykowane latawice w promieniu kilometra (taka na przykład Kasia Gandor czy Segritta), to istnieją w mniejszości. W dużej mniejszości.
Większość z nas po prostu lepiej wygląda w makijażu.

Dlatego zaskakuje mnie, jak często faceci próbują w tej kwestii decydować za swoje dziewczyny.

– Ojej, znów mi się rozmazało oko! Ja to nie umiem posługiwać się tymi wszystkimi eyelinerami, przecież to megatrudne! Chyba sobie odpuszczę. Mój narzeczony wciąż mi gada, że najładniejsza jestem bez makijażu i mnie taką woli. Bo wiesz, on zakazuje mi się malować, więc robię to cichcem w pracy. A jaką mi robi awanturę, jak chcę podkreślić oczy, bo wychodzę gdzieś z koleżankami!  A o tobie to mówi, że ty się za mocno malujesz.

Ile razy to słyszałyście? A ile razy to wypowiedziałyście same? A ile razy słysząc to, miałyście ochotę pacnąć to naiwne dziewczę, żeby nabrało odrobiny rozumu?

Przecież facet nie może kobiecie zabronić się malować (ani czegokolwiek innego, to jasne). Może ewentualnie zasugerować swoje pewne upodobania w kwestii doboru kolorów (nie lubi zielonego) czy rezygnacji z błyszczyka (bo się lepi), ale nie może po prostu zabronić. Nie słuchaj się go. Nie. Doceń, jeśli powie, że mu się podobasz bez makijażu, bo to możliwe (szczególnie rano, po przebudzeniu, gdy jesteś jeszcze rozkosznie zaspana, sen nie zdążył odparować z twoich policzków i jesteś taka „jego”), ale czy jesteś pewna, że jeśli lubisz te swoje kreski Kleopatry i usta pociągnięte kredką Inglota nr 74, to powinnaś z tego rezygnować? Jeśli dobrze czujesz się w takim wydaniu, jeśli uważasz, że nie tylko twój charakter, ale również wygląd cię określa (ja jestem o tym przekonana), jeśli twoja czerwona szminka jest symbolem twojej osobowości i wiary w indywidualność jednostki, to dlaczego masz się tego zrzec? Tego, kim jesteś?

Nie daj sobie wmówić,
że coś jest lepsze tylko dlatego,
że jest naturalne

Bo problem nie tkwi w tobie i twoim makijażu ani w tym, że lubisz podkreślić swoją urodę. Problem może tkwić w kimś, kto się boi, że go zostawisz, gdy twoje kolorowe powieki zatrzepoczą i przywołają silniejszych samców, w kompleksach, albo na przykład w źle rozumianym pojęciu romantyzmu.

A jeśli jednak twój facet koniecznie chce ci coś nakazać w kwestii kosmetyków kolorowych, to niech to będzie codzienne zmywanie makijażu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wiele kobiet nakłada rano podkład, eyeliner i tusz na wczorajszy makijaż. Tak, zmywają go raz na tydzień albo rzadziej! Dlatego nie protestuj, gdy nawet po suto zakrapianej imprezie, kiedy ledwo stoisz na nogach “ze zmęczenia” i marzysz tylko o miłym tete-a-tete ze swoim łóżkiem, on ci jeszcze każe iść do łazienki zmyć tapetę. Nie tylko każe, ale nawet stoi nad tobą i pilnuje, byś na pewno to zrobiła. Więc zrób to. Tym razem i za każdym razem, choćby w twoim żołądku tequila tańczyła la kukaraczę z podejrzanym kebabem.
Facet dobrze robi.
On inwestuje w przyszłość.