Kojarzysz ten moment, ten z samego rana, kilka chwil po przebudzeniu? Gdy jeszcze sen trzyma cię w rozgrzanych objęciach, powieki są ciężkie i lepkie od wyśnionych tej nocy obrazów?

Czujesz się wtedy rozkosznie, bo kołdra przykrywa cię aż po palce u stóp, poduszka jest tak miękka, a ktoś obok oddycha głęboko, pogrążony jeszcze we śnie.
Kierujesz wzrok w stronę okna, by ocenić pogodę, i uśmiechasz się na widok błękitnego nieba i słońca odbijającego się od białych ścian. Myślisz o tym, jaki to będzie piękny dzień.
I nagle… JEB!
Przypominasz sobie, że się wczoraj pokłóciliście.

Nieważne, o co się pokłóciliście.
Czy o to, że on znów marudził na zakupach, że jest głodny, a obiecał, że nie będzie.
Czy o to, że ona zapomniała sprawdzić stan oleju w samochodzie i auto zgasło wam w korku na cmentarz we Wszystkich Świętych.
Czy może oboje mieliście po prostu słabszy dzień i powodem do kłótni stało się pranie wiszące na suszarce od kilku dni.
A żadne z was nie pamięta, które miało je ściągnąć (na pewno ty).
Padły złośliwe słowa, niektóre zostały z trudem powstrzymane, ale nadal unoszą się nad wami w powietrzu.
Usiadłeś z daleka od niej. Wziąłeś do ręki książkę, telefon albo pada. Wiesz, że ignorowanie jej jest najgorsze. A ty będziesz to robił specjalnie, minuta po minucie, godzina po godzinie, jedna lokacja po drugiej. Jeszcze będzie błagała o chwilę uwagi.
Usiadłaś z daleka od niego. Wzięłaś do ręki książkę, telefon albo lakier do paznokci. Niech zobaczy, że masz do roboty o wiele ważniejsze rzeczy niż interesowanie się jego osobą. Pfff.
Ale on zrobił dokładnie to samo. Łajdak. Jak mógł? Ty mu po prostu pozwalasz ochłonąć, ale on to już na pewno cię nie kocha.

Dąsanie się czasem wychodzi na zdrowie. Gdy się nie dąsasz, mówiła moja mama, chociaż trochę, to znaczy, że może ci wcale nie zależy. Tak to sobie zawsze tłumaczę. Ale nigdy, przenigdy nie chodź spać zły czy pokłócony, z zaciśniętym w złości sercem i głową pełną wymówek, bo następny ranek będzie równie przykry jak ten wieczór.
O ile nie bardziej.
Złość przespaną przez noc o wiele łatwiej utrzymać i przeciągnąć kilka dni. Łatwiej się zacietrzewić. A potem będzie już coraz trudniej.

Więc wyciągnij rękę. Przytul. Przeproś albo daj się przeprosić. Co ci szkodzi. Przecież są ważniejsze sprawy na świecie niż ten pierdolony brudny talerz po pizzy.

Kojarzysz ten moment, ten z samego rana, kilka chwil po przebudzeniu?
Gdy jeszcze Morfeusz trzyma cię w objęciach, ale ty już wiesz, że ten wąż, który we śnie cię dusił, to tak naprawdę jego ręka. I noga. Przerzucone przez ciebie w morderczym uścisku.
I nagle… wiesz.
Wszystko jest w porządku.
Niebo za oknem jest błękitne, a to będzie piękny dzień.