Pakowanie się na wakacje to taka prosta sprawa. Jeśli jedziesz na 3 dni pakujesz krótkie spodenki, koszulkę, koszulę. Długie spodnie i kurtka na grzbiet, żeby miejsca w plecaku nie marnować. Jakieś buty na zapas to już luksus i przesada, chyba że potrzebne jest specjalne bo jedziesz w góry, czy na inne żagle.. Szczoteczkę do zębów. Majtek nie bierzesz, bo kto by latem w majtkach chodził. Jeśli jedziesz na tydzień pakujesz dokładnie to samo. Pod warunkiem, że nie jesteś kobietą. Bo pakujecie się tak, jak żyjecie. Sercem a nie głową.

Próbowałem temu zaradzić, ale K z czasem staje się coraz bardziej odporna na moje drobne manipulacje.

– Kochanie, spakuj się normalnie, bo na jaja Odyna, tym razem nie będę za Tobą dźwigał torby.
– Blefujesz.

Blefowałem.

Rozsądne tłumaczenie jest równie bezcelowe. Kobieta w bardzo prosty sposób wytłumaczy Ci, dlaczego na tygodniowy wyjazd potrzebuje czterech par spodni, a na żagle chce zabrać 2 suszarki i żelazko. Dlatego z otwartym sercem przyjąłem wieść, że K znalazła bloga o pakowaniu, porządkowaniu i całej reszcie.

– A ja wiem, jak się spakować, żebyś był dumny!
– A jak?
– A listę zrobię!

Tworzenie listy rzeczy na tygodniowy wyjazd zajmuje dobę. Druga doba to ustalenie, gdzie dokupić rzeczy których brakuje.

– Lista gotowa?
– Mhm – entuzjazm wyraźnie opadł.
– I co?
– Jajco. Potrzebujemy większej torby.
– Chyba większej łódki.

Po wykreśleniu 10 z 20 bluzek i koszulek, 4 z 9 sukienek i 3 z 6 par spodni, osiągnęliśmy ilość ubrań, która nie powinna przyprawić mnie o garba.
Z kosmetykami miało być łatwiej dzięki małym buteleczkom z Rossmana. Tak, zrozumiałem już czemu K potrzebuje czterech różnych szamponów. I dwóch żeli. Odżywki, maski i jedwabiu. Na szczęście jeśli nie ma tego w wersji podróżnej zawsze zostaje przelanie zawartości butelki dużej do „małej słodkiej buteleczki, patrz, tylko dwa pięćdziesiąt”.
Co może ma sens, ale tylko jeśli po drodze trafi się drogeria z promocją na Aussie.
Wyjedź na wakacje z kilogramem kosmetyków.
Wróć z trzema.

I dzięki za pomoc ze strojami. Padło na model Leah firmy Marko. Ładny, dobrze wykonany, cena przystępna, tylko komuś się coś nieźle pomieszało na etapie ustalania rozmiarówki. Stanik był idealny, ale K nie nosiła tak małych majteczek od podstawówki.

Unikajcie zakupów wysyłkowych na ostatnią chwilę. Tyle było szukania stroju, tyle łażenia po sklepach, w końcu stanęło na Allegro. Wieczór przed wyjazdem legł w gruzach, bo K martwiła się, że strój nie dojdzie na czas. Doszedł. A 10 dni później znaleźliśmy ten sam. W niższej cenie. Na rynku. Przy stoisku z ogórkami.